• facebook
  • rss
  • Pierwszy 
z tysięcy

    Tekst i zdjęcia 
ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 21/2012

    dodane 25.05.2012 00:33

    Kapłaństwo. Księdzu Pawłowi będzie łatwo przypomnieć sobie dzień prymicji – wystarczy, że wróci 
do tego tekstu.

    Tempo kapłańskiego życia – spotkania, szkoła, sakramenty, grupy – zaciera w pamięci szczegóły dnia, który oprócz daty urodzin i śmierci jest umieszczony na każdym księżowskim grobie: dzień święceń. Tym bardziej umykają chwile prymicyjnego przejęcia. Zostaje wrażenie, kilka faktów… – a przecież tego dnia wszystko się zaczyna, ten dzień jest symbolem zawierzenia życia Bogu, jest punktem odniesienia dla rachunku sumienia przez całe życie. 
7.30 – dom rodzinny. Po niecałych ośmiu godzinach snu trzeba wstać. 19 maja, dzień święceń kapłańskich, był bardzo intensywny i wyczerpujący emocjonalnie, jednak dzień prymicji (niedziela 20 maja) stawia jeszcze większe wymagania. Modlitwa brewiarzem i… sam nie dam rady, potrzebni klerycy. 


    9.00 – śniadanie z klerykami: Bartkiem Pichetą (V rok), Hubertem Maliszewskim (III rok) i Michałem Serwińskim (I rok). Kolegom dopisuje humor, szczególnie Bartkowi, który sam za rok będzie w podobnej sytuacji. Lepiej żeby uważnie przyglądał się całemu zamieszaniu i wyciągał wnioski – po co być mądrym po szkodzie?
10.00 – do obecnych dołączają dwaj kolejni alumni: Wojtek Jaszczyszyn i Mariusz Maluszczak, obaj z pierwszego roku; można zacząć odprawę: pamiętaj o nowych ampułkach, dzieci z wiankiem do bocznej kaplicy, kto przeczyta Ewangelię?
10.30 – przy domu meldują się strażacy z miejscowej OSP, to oni poprowadzą procesję do kościoła. Edward Tchorowski, prezes OSP, nie ma wątpliwości: Ścinawka świętuje, bo ostatnie prymicje były tu 24 lata temu. – Prymicje prezbitera, bo przecież cztery lata temu mieliśmy prymicje biskupie, naszego krajana: bp Adama Bałabucha – podkreśla z dumą.
W domu stan najwyższej gotowości: mama Krystyna w nowej garsonce (ślicznie wygląda) modeluje włosy, tato Wiesław wbija się w garnitur, rodzeństwo cieszy się, że jest w cieniu – chociaż kiedyś, gdy staną na ślubnym kobiercu, także i oni będą w centrum zainteresowania. 
Napływa coraz więcej krewnych i przyjaciół. Jest m.in. ciocia Stanisława z wujkiem Mikołajem i wnukiem Pawłem. – Przeżywam to wszystko, bo kocham naszego Pawełka (neoprezbitera) – mówi krewna z Bielska-Białej. – Ostatnio przyjeżdżaliśmy do Ścinawki na pogrzeby, teraz wreszcie jest radość – dodaje. Czy wnuk Paweł (16 lat) pójdzie w ślady kuzyna? – Gdyby nie ten celibat, to kto wie – zdradza.
10.45 – mama rozdygotana, ćwiczy słowa błogosławieństwa. – Gdybym wiedziała, to bym ci tabletki przywiozła – mówi krewna. W pokoju trwają ostatnie przygotowanie do błogosławieństwa rodziców. Cisza, słychać tylko szept powtarzanej kwestii. W końcu ktoś rzuca: – A babcia Maria tak bardzo chciała dożyć tego dnia... – Zresztą druga babcia, Katarzyna, też asystuje nam dzisiaj z nieba – dopowiadają. Dziadkowie wdowcy stają obok rodziców. Starsi panowie są spokojni, wiek robi swoje.
11.00 – pojawia się ks. Paweł. – Wyjdziemy trochę później, żeby za szybko nie być w kościele. Idę się pomodlić – zarządza. Wraca więc do swojego pokoju na piętrze. Kwadrans później po błogosławieństwie rodziców rusza procesja. – Nie spodziewałam się, że tak wiele osób weźmie w niej udział – komentowała po południu Grażyna Surdyka, miejscowa katechetka, która odpowiadała za wiele organizacyjnych spraw, m.in. za sobotnią wyprawę autokarową na święcenia do Świdnicy. – Nasi ministranci byli tak bardzo przejęci liturgią, że jak Pan Jezus chce ich powoływać, to teraz jest świetny moment – zapewnia.
12.00 – Neoprezbiter wchodzi do kościoła. Wśród witających jest nie tylko proboszcz ks. Włodzimierz Dmitrów, ale reprezentanci poszczególnych stanów. Wtedy też ktoś żartuje: – No i mamy nadzieję, że dzięki tobie, księże Pawle, nie będziemy kiedyś zazdrościć Wadowicom.
Kwadrans później rozpoczyna się Eucharystia. – Widziałem, że na początku Paweł był podenerwowany – mówi ojciec. – Ale im dłużej odprawiał, tym pewniej czuł się przy ołtarzu. A sam zainteresowany wyznaje: – Najbardziej przejęty byłem podczas Modlitwy Eucharystycznej. Z każdym wypowiedzianym zdaniem rosła we mnie świadomość, że to dzieje się naprawdę, że jestem przy ołtarzu, że będę celebrował Najświętszą Ofiarę do końca swoich dni.
12.40 – biskup Adam Bałabuch rozpoczyna półgodzinną homilię prymicyjną. Pyta o wiarę w życie po śmierci. Przytacza definicję nieba: „ostateczna i nieodwołalna wspólnota z Bogiem” i przechodzi do ludzkiej drogi życia: do miłości. A stąd już całkiem blisko do kapłaństwa. – Kapłan musi mieć głębokie przekonanie, że Jezus jest jedyną miłością, dla której warto poświęcić wszystko – przekonuje. – Słowa homilii traktuję jako program swego kapłańskiego życia – powie potem ks. Paweł. – Jej tekst będzie dla mnie przedmiotem kapłańskich dni skupienia.
13.25 – konsekracja eucharystyczna: powoli, z namaszczeniem, ze świętą bojaźnią – dla zbawienia. Jeszcze drżą dłonie, jeszcze nie do końca dociera to, co się dokonuje, jeszcze będzie czas na zdumiewanie się zaufaniem Boga do słabego człowieka. 
13.45 – rozpoczyna się kwadrans podziękowań: ważne, żeby nikogo nie pominąć. Litania jest długa: zaczyna się od samego Stwórcy, a kończy na dobrodziejach ofiarujących swój czas, siły, talenty, pieniądze, by ten dzień był rzeczywiście świętem – dla każdego człowieka dobrej woli.
15.00 – wreszcie koniec długiej procesji po prymicyjne błogosławieństwo. 
15.15 – w wiejskiej świetlicy 130 gości zaczyna prymicyjny posiłek. Panie z koła gospodyń wiejskich w przygotowanie kolejnych dań włożyły całe serce. Zdradzają jednak, że to nie tylko ze względu na sympatię do ks. Pawła, ale też z powodu… „naszego biskupa”. – Bo nam bardzo zależy, żeby był z nas zadowolony – mówią o bp Adamie, który onieśmiela tylko przyjezdnych, bo dla mieszkańców (sąsiadów, znajomych, krewnych) jest bliskim i ciepłym „naszym Adamem”.
16.20 – prymicjanta odwiedza seminaryjny ojciec duchowny Wiesław Rusin. Potem do Ścinawki dotrą także: o 19.15 – ks. Dominik Ostrowski (wicerektor) i o 19.50 – ks. Stanisław Chomiak (kanclerz).
17.30 – w świeżo wyremontowanym kościółku pomocniczym pw. Bożego Ciała prymicjant odprawia nabożeństwo majowe. Na zakończenie, wobec wszystkich zebranych (gości i mieszkańców), zawierza siebie Matce Bożej. – Od tej chwili należę do Ciebie, cały, bez reszty – obwieszcza. Po modlitwie goście wracają do świetlicy. Spora część zostaje, ale wielu żegna się i wraca do domów: bo długa droga powrotna, bo jutro trzeba iść do pracy, bo… Garstka najwytrwalszych zostaje aż do północy. Potrzebują nacieszyć się nowym księdzem.
3.00 – ks. Paweł Kilimnik wreszcie usypia. Mimo zmęczenia udało mu się to dopiero po dwóch godzinach czuwania. Co odbierało sen? Zaskoczenie, że to wszystko przytrafiło się właśnie jemu. Zwykłemu chłopakowi ze zwykłej rodziny. – Panie, jak Ty to wymyśliłeś? – szepcze w ostatnim momencie pierwszego z tysięcy – da Bóg – kapłańskich dni.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół