• facebook
  • rss
  • Głodni na ulicach

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:35

    Ten sukces powinien mieć wielu ojców i wiele matek – i ma.


    Ubiegłoroczny, pierwszy w diecezji Marsz dla Życia i Rodziny w Świdnicy, był zorganizowany z ogromnym nakładem pracy i środków niewielkiej grupy zapaleńców. Gdyby nie sukces inicjatywy, nikt z nich nie porwałby się na podobną sprawę w tym roku.


    Jesteśmy „za”

    
We współczesnej historii Polski niewiele jest masowych ruchów promujących wartości, ale nie w sprzeciwie wobec zagrożeń, tylko z przekonaniem, że „normalne jest piękne”. Orszak Trzech Króli i Marsze dla Życia i Rodziny wpisują się w tradycję coraz większej liczby środowisk i społeczności. Co ważne, jest to ruch zwykłych ludzi, świecka inicjatywa, w której księża są tylko pomocnikami w propagowaniu idei.

    Ważne jest to dlatego, że dzisiaj normalność, zgodnie z logiką architektów nowego porządku, jest aktem religijnym, czyli prywatnym, czyli nieobowiązującym w państwie świeckim. – To, że jesteśmy ludźmi wierzącymi, jest ważne, ale nie najważniejsze w propagowaniu troski o życie i rodzinę – zapewnia Joanna Kaptur. – Mówię o tym w szczególnej perspektywie: zapraszamy do współpracy każdego, kto identyfikuje się z naszą fascynacją rodziną i darem życia. To jest płaszczyzna, na której możemy spotkać się z niewierzącymi lub wierzącymi inaczej. Taka szeroka koalicja jest dzisiaj potrzebna, bo ma dodatkową siłę przebicia i świadectwa – wyjaśnia.


    Świat także jest „za”

    
Zrozumieli to świdniccy organizatorzy marszu, gdy ich delegacja wzięła udział w II Narodowym Marszu dla Życia organizowanym w Rzymie. Wyjazd delegacji polskiej reprezentującej miasta włączające się w ruch marszowy był możliwy dzięki wsparciu Instytutu ks. Piotra Skargi z Krakowa. – Dzięki temu, że był z nami krajowy duszpasterz rodzin, wyjazd od razu przekształcił się w pielgrzymkę – wspominają państwo Radeccy. – Po przyjeździe do Rzymu pierwsze kroki skierowaliśmy do kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Zwycięskiej (pomogła katolikom zwyciężyć odstępców od wiary w wojnie trzydziestoletniej). Pomyślałam, że z taką patronką nasza walka o życie ma również szansę na zwycięstwo – dodaje Anetta Radecka. 
Marsz, który miał 2 km długości, zaczynał się pod Koloseum, a kończył na Placu św. Piotra. – Żałujemy, że nie było z nami Benedykta XVI – mówi Paweł Gąsior. – Jednak najważniejsza była dla mnie modlitwa przy grobie bł. Jana Pawła II i czas spędzony z naszymi znajomymi z Polski. Mieliśmy okazję do wymiany doświadczeń i poznania się. Jesteśmy w naszym działaniu umocnieni rodzącymi się przyjaźniami. 


    Nieprzekonanych 
coraz mniej

    
W tym roku w całej Polsce marsze odbędą się w jednym terminie: 3 czerwca przejadą ulicami 40 miast – po raz pierwszy w Kłodzku, Dzierżoniowie i Wałbrzychu. – Co ważne, po ubiegłorocznym marszu organizacje i instytucje chętniej udzielają nam swego wsparcia – zaznacza Joanna Kaptur. Czemu tak się dzieje? – Ludzie są głodni normalności, o którą się upominają, mają dosyć nachalnej propagandy liberalizmu w relacjach międzyludzkich. W ogromnej większości z nas, w głębi naszego serca, drzemie pragnienie miłości wiernej, wielkodusznej i wspaniałomyślnej – diagnozuje Sławomir Kaptur.
Poza tym marsz nie jest zgromadzeniem partyjnym i manifestuje dumę z macierzyństwa i ojcostwa. Jest wołaniem do świata: nam się udało! Popatrzcie na nas, to jest możliwe! Nie bójcie się miłości!


    Budujące wyzwanie

    Anetta Kasprzak-Radecka, lekarz ze Świdnicy


    – Udział w marszu i widok setek ludzi z różnych stron świata, którzy myślą podobnie i potrafią zjednoczyć się ponad różnymi podziałami w imię szczytnej sprawy, był bardzo budujący. Po pierwsze, poczułam wielkość, katolickość (powszechność) Kościoła oraz pewność, że tylko w jedności siła. Jeśli ktokolwiek wahałby się, czy wziąć udział w takim marszu, czując jego atmosferę, pozbyłby się wątpliwości. Tu zaczęło się to, o co prosił Jezus: „Abyśmy byli jedno”. Trzeba to wezwanie kontynuować w naszej ojczyźnie, naszej diecezji i rodzinie i organizować kolejne spotkania „pro life”. Po drugie, zrodziły się refleksje: dokąd zmierza nasza cywilizacja, jeśli trzeba bronić tego, co oczywiste? dlaczego podcinamy gałąź, na której siedzimy? W marszu uczestniczyło więcej osób niż w zeszłym roku, ale to i tak niewiele w stosunku do ilości zdeklarowanych katolików. Dlaczego sprawa życia i śmierci obchodzi tak niewiele osób?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół