• facebook
  • rss
  • Dom, ojczyzna, Europa

    dodane 24.05.2012 00:35

    O wsiokach, już naszym Reimannie i patriotyzmie mówi Franciszek Piszczek z Krosnowic.


    Ks. Roman Tomaszczuk: Czemu
nie wstydzi sie Pan tego, że mie-szka na wsi? 


    Franciszek Piszczek: – A iluż to mieszczuchów zamienia dziś miejskie mieszkania na dom na wsi! Nie jesteśmy więc wyjątkami, tylko że o wiele wcześniej poddaliśmy się tej modzie (śmiech). A teraz poważnie. Mieszkałem we Wrocławiu kilkanaście lat: studia, praca, ożenek z wrocławianką, urodziny dwóch synów, stan wojenny… Znam smak wielkiego miasta i urok życia na wsi – choć w miejscu, gdzie mieszkam, przysłaniają go często fale z Nysy Kłodzkiej… 30 lat temu powróciłem do domu, w którym się urodziłem (takie były czasy) i przywiozłem ze sobą rodzinę.

    Do wsi musiała przyzwyczaić się moja żona i synowie, dla których określenie „wsiok” było zupełnie czymś nowym. Oboje z żoną pracowaliśmy w miejscowej podstawówce – jeszcze ośmioklasowej. Dziś jako emeryci mile wspominamy uczniów i ich rodziców.


    Co w Krosnowicach jest takie fascynujące, żeby zakładać towarzystwo ich przyjaciół? 


    – Każda miejscowość ma swój urok, tajemnice, piękno i historię. Mieszkamy w „Kraju Pana Boga” – jak nasi poprzednicy nazywali ziemię kłodzką. W Jałcie Wielka Trójka zdecydowała o tym, że po II wojnie światowej zamieszkają tu Polacy przesiedlani głównie z Kresów, jak choćby moi rodzice. Z krakowsko-lwowskim rodowodem jestem z moją rodziną i sąsiadami obywatelem Krosnowic. Urzeka mnie bogata, jeszcze nie w pełni odkryta historia tego miejsca, przeplatająca się z legendami. Fascynują mnie kroniki czekające na tłumaczy – najstarsza z 1695 roku… intrygują dzieje ołtarzy Khlarów, ambony z naszego kościoła teraz umieszczonej w Kątach Bystrzyckich, Madonny na lwie w muzeum w Norymberdze. 
Największym waszym sukcesem jest festiwal reimanowski – jak odkrył Pan tego kompozytora? 
– Kompozytor Ignaz Reimann (1820–1885), mieszkaniec Rengersdorf, czyli Krosnowic od 1843 roku, z żoną Karoliną spoczywają pod krużgankami naszego kościoła. Moje pierwsze spotkanie z jego muzyką miało miejsce w Wambierzycach podczas I Festiwalu im. I. Reimanna, który wówczas zainaugurowano. Propozycja ks. Ryszarda Szkoły, ówczesnego kustosza wambierzyckiego sanktuarium, współpracy w organizacji kolejnych edycji była nie do odrzucenia. Już w listopadzie 2002 roku zaprosiliśmy Opolski Chór Kameralny na uroczystość poświęcenia naszego kościoła (po remoncie elewacji) przez ks. kard. Henryka Gulbinowicza. Rezultat przeszedł wtedy nasze oczekiwania; uroczystość otrzymała dodatkowy blask, a parafianie zachwycili się tą muzyką. Zaraz też wszczęto poszukiwania resztek nut kompozytora, które beztrosko leżały tu i tam.


    Promujecie niemieckiego muzyka, nie ma Pan z tym problemów? Jak go Pan uznał za swojego? 


    – Żyjemy na pograniczu trzech kultur. Przed nami byli tu Czesi, Niemcy, a teraz my Polacy. To jest fakt, którego nie można odrzucić. Tym bardziej dziś, gdy jesteśmy w Unii Europejskiej. Historia Krosnowic zaczęła się przed 1945 rokiem… Trzeba z szacunkiem pochylić się nad twórczością Rei-manna i uznać, że jest on „kamienieniem milowym” w dziejach Śląska i Europy Środkowej. Jego dorobek kompozytorski liczy około 800 utworów, m.in. 125 mszy, litanie, Te Deum, Offertoria, pieśni żałobne. Za jego czasów Krosnowice były ośrodkiem kształcenia muzyków kościelnych. „Ojczulek Reimann”, jak go nazywano, przygotowywał też kandydatów do studiów nauczycielskich. Badacze jego dorobku nazwali go „śląskim poetą dźwięków” – publikację o takim tytule wydało Towarzystwo Miłośników Krosnowic w 2011 roku. Zawiera ona materiały z konferencji naukowej, która odbyła się w Krosnowicach w grudniu 2010 roku, i nagrodzone prace konkursu literackiego „O złotą nutę Reimanna”. 
Dokładając naszą cegiełkę do popularyzacji muzyki niemieckiego kompozytora, nie zapominamy o własnych korzeniach – były wystawy i o Kresach, i o Lwowie, i były wspomnienia.


    Dzisiaj, gdy kryzys przechodzi pojęcie patriotyzmu narodowego, miałby Pan odwagę mówić o identyfikacji nas, Dolnoślązaków, z naszą małą ojczyną? 


    – Mieszkańcy Dolnego Śląska stanowią konglomerat rodem z Kresów dawnej Rzeczypospolitej i innych rejonów kraju. Podejmowane są rozmaite działania kulturotwórcze, zmierzające do kształtowania tradycji dolnośląskiej. Są już pewne osiągnięcia, ale to proces długotrwały. Moda na europejskość niekoniecznie będzie czynnikiem stymulującym ten proces. Ważniejszy jest problem miłości ojczyzny! Jeśli nie zatracimy wartości wyrażanych w zawołaniu: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, a każdy w Święto Niepodległości i 3 Maja wywiesi polską flagę, to dolnośląskość też się obroni.


    Pana wnuki będą Polakami czy Europejczykami? 


    – Chciałbym, aby były Polkami (na dziś mamy trzy dziewczątka), świadomymi roli, jaką Polska może odegrać w Europie.


    Proszę jeszcze zachęcić czytelników do udziału w kolejnej edycji festiwalu reimanowskiego. 


    – Drodzy Państwo! Publiczność festiwalowa to mieszkańcy Krosnowic, Kłodzka i powiatu, Bielawy, Wrocławia. Proszę do nas dołączyć, żeby przekonać się o niezwykłym klimacie naszego zakątka Kotliny Kłodzkiej. W tym roku to już 11. festiwal, odsłona krosnowicka 29 września. Przyjadą chóry z Opola, Wrocławia, Nowej Rudy, Bystrzycy. Mamy nadzieję, że po raz kolejny zaszczyci nas swą obecnością praprawnuczka Ignazego Reimanna pani Christel Kaven. Zapraszamy!
•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół