• facebook
  • rss
  • Serce i ręce dla Pana

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 25/2012

    dodane 21.06.2012 00:00

    Żeby zrozumieć tych ludzi, trzeba z nimi popracować.

    Barokowe świątynie w Dzikowcu i w Woliborzu (filia) mocno naznaczył ząb czasu. Niemniej od dziewięciu lat, czyli odkąd proboszczem został tu ks. Marek Bordjakiewicz, z każdym kolejnym rokiem kościoły odzyskują swój blask.

    Ludzie zapracowani

    Odtworzenie barokowego hełmu wieży w Dzikowcu i nowe pokrycie wieży w Woliborzu, nowe tarcze zegarowe i dachy oraz tynkowanie pierwszych fragmentów wież – to tylko najkosztowniejsze z remontów, które przez ostatnie lata zostały wykonane w kościołach. – Jesteśmy dumni z tego, co osiągnęliśmy – zapewniają mieszkańcy.

     
     

    – Dajemy bowiem świadectwo naszej wiary nie tylko współczesnym, ale i przyszłym pokoleniom. Bo wiara wyraża się w pobożnie złożonych rękach i rękach zapracowanych na chwałę Bożą – dodają. – To modlitwa rodzi w nas ufność, że podołamy wyzwaniom. Bo rzeczywiście kosztorysy wszystkich przedsięwzięć porażają sumami. – Mamy na to sposób – wspomina Zdzisław Owsianik. – Co tylko możemy wykonujemy sami. Wynajęcie firmy do zbicia tynków czy do samego tynkowania albo podobnych prac bardzo zwiększa koszt inwestycji. Szukamy więc wśród swoich ludzi, którzy mogą dla dobra nas wszystkich pracować przy remontach. Metoda jest skuteczna także dlatego, że parafianie mają pomysł na zbieranie funduszy. Rada parafialna przy obu kościołach każdego miesiąca odwiedza mieszkańców z kwestą na remonty. W ten sposób gromadzone są pieniądze potrzebne przy zakupie materiałów albo jako zapłata dla fachowców, których nie ma kto spośród parafian zastąpić.

    Każdy robi swoje

    Kiedy widzi się zaangażowanie parafian w kolejne etapy prac przy świątyniach, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wiedzą oni, o co chodzi w Kościele. Nie mają bowiem wątpliwości, że budowle nie są własnością proboszcza, ale całej wspólnoty. Co więcej, proboszcz dzisiaj jest, a jutro go nie ma, a oni zostają, dlatego traktują majątek parafialny jako dobro wspólne. – Nawet sprawa zbiórek pieniędzy jest tak ustawiona, żeby ksiądz nie musiał się interesować stanem konta. Oczywiście, sprawy dokumentacji spoczywają na proboszczu, ale jego zadania są wyraźnie określone, podobnie jak nasze – mówi Stanisław Szewczyk, a Henryk Puchalski dodaje: – Zdarzają się nam drobne potknięcia w realizacji różnych zadań, ale świadczy to nie o naszej słabości, ale o tym, jak wiele się dzieje. Bo tylko ten, który nic nie robi na pewno się nie pomyli. Praca na rzecz kościoła jednoczy mieszkańców obu wiosek i całą parafię. – Bardzo dobrze ze sobą współpracujemy, dzielimy się nie tylko doświadczeniem przy kolejnych etapach prac, ale także materiałami, które można powtórnie wykorzystać, co przynosi wymierne oszczędności – zaznacza Janusz Babiak i opowiada o szalunkach, deskach, żerdziach, a nawet gwoździach wykorzystywanych zarówno przy jednym, jak i drugim kościele. – Jeśli tego nie zrobimy dzisiaj, to chyba już nigdy nam się nie uda – wyrokuje Zdzisław Kopeć. – A to, że aż 30 procent spośród nas jest co tydzień na Mszy św., dowodzi, że nasz duszpasterz potrafi poruszyć nie tylko nasze kieszenie, ale i serca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół