• facebook
  • rss
  • Helleńskie kolory

    dodane 05.07.2012 00:00

    To już ostatnie pokolenie Greków w Polsce, które kultywuje tradycje ojców. Zostawiają jednak po sobie ślad: muzykę i obrazy.

    Grecy przyjechali na teren diecezji świdnickiej podobnie jak pozostali jej nowi mieszkańcy, tuż po II wojnie światowej. W latach 1948–50 przybyło ich do Polski ok. 70 tysięcy. Uciekali z kraju objętego wojną domową. Wielu z nich swoją nową obczyznę znalazło na Dolnym Śląsku. – Mama, która była sanitariuszką, opowiadała, jak Amerykanie doszczętnie zniszczyli całą jej wioskę – zaczyna opowieść Takis Makandasis.

    – Tato był oficerem. Musiał uciekać za udział w komunistycznej partyzantce. Możliwości powrotu do kraju pojawiły się dopiero w połowie lat 70. ubiegłego wieku, kiedy w Grecji doszło do zmian politycznych. Drugi wielki powrót do kraju nastąpił na początku lat 90. – Nigdy nie było nam lekko – wspomina Takis. – Mama opowiadała, że cudzoziemców zatrudniano wtedy do najgorszych prac. W końcu dostała pracę w hucie szkła, gdzie pracowała do emerytury. Tato był inwalidą wojennym i pobierał rentę. Makandisasowie zostali w Wałbrzychu. Tu był ich dom, a w Grecji nie mieli do czego wracać.

    Grają do dziś

    Dawniej wspólnota grecka w regionie wałbrzyskim liczyła ok. 700 osób. Obecnie jest ich co najwyżej 100, a i tak w większości już z małżeństw mieszanych. Co po nich zostało? Starsi mieszkańcy Wałbrzycha z sentymentem wspominają klub grecki, który mieścił się w Rynku. Zawsze pełen ludzi i greckiej muzyki. Jak wynika z opowieści, przez wiele lat było to najlepsze miejsce w mieście, w którym zawsze można było się dobrze pobawić. Klub zamknięto w stanie wojennym pod pretekstem rzekomych nielegalnych spotkań opozycjonistów. Greccy muzycy grają jednak do dziś. Polacy bardzo lubią grecką muzykę i świetnie się przy niej bawią. – Ciągle jeździmy i koncertujemy – opowiada Dimos Andonopulos, menedżer zespołu Zorba. – W Grecji bylibyśmy jednym z wielu zespołów, tu jesteśmy jedyni. Myślę, że Polska coś zyskała dzięki temu, co robimy.

    Nie studia, lecz pasja

    Takis Makandasis skończył Wyższą Szkołę Podoficerską w Kłodzku, a później też Politechnikę Wrocławską i dostał tytuł inżyniera budownictwa. Jednak tym, co od dziecka najbardziej go interesowało, było malarstwo. Najchętniej maluje architekturę oraz pejzaże, najczęściej greckie. Jego prace odniosły sukces na przeróżnych wystawach w Chinach, Grecji, Bułgarii, Turcji, Niemczech, Austrii, Hongkongu, Japonii, Holandii oraz Kanadzie. Jest laureatem wielu nagród. Członkiem Dolnośląskiego Stowarzyszenia Artystów Plastyków we Wrocławiu i Związku Artystów Greckich w Atenach. Jest znakomitym przykładem na to, że o tym, kto jest artystą, decyduje pasja. Przez 15 lat szefował wałbrzyskiemu oddziałowi towarzystwa Greków w Polsce.

    Darmo otrzymaliście…

    Nie tylko obrazy rozsiane w galeriach i prywatnych kolekcjach po całym świecie sprawiają, że Takis Makandasis jest ciekawym człowiekiem. Ma on również pasję społecznika. – Kiedy przestał działać Górniczy Dom Kultury w Wałbrzychu, szkoda mi było zostawić dzieci, z którymi prowadziłem zajęcia plastyczne – opowiada Takis. – Założyłem Społeczną Pracownię Plastyczną dla Dzieci. Przez 21 lat istnienia przewinęło się przez nią kilka tysięcy dzieci i młodzieży. Starałem się pokazać im wszystkie tajniki malarstwa. Ustawiania kompozycji, doboru kolorów. Zawsze czułem w środku, że talentem muszę się dzielić, i to za darmo, bo za darmo ten talent otrzymałem Do Społecznej Pracowni Plastycznej mógł przyjść każdy. Były więc i dzieci nowobogackich oraz te nazywane dziećmi ulicy. W trakcie malowania wszyscy byli jednak równi. Takis Makandasis z wielką dumą i satysfakcją opowiada o swoich uczniach. A jest się czym pochwalić. Około 130 osób z tej grupy ukończyło już Akademię Sztuk Pięknych czy architekturę. Niestety, w tym roku działalność pracowni została zawieszona. Dotychczas miasto zawsze starało się wspierać tę społeczną działalność i przeznaczało drobne dotacje, które umożliwiały pokrycie kosztów energii elektrycznej, ogrzewania. W tym roku w budżecie nie znalazła się nawet złotówka. – Ja i moi rówieśnicy jesteśmy chyba ostatnim pokoleniem pamiętającym o Grecji – przyznaje Makandasis. – Nasze dzieci żyją już w innym świecie. Ja sam czuję się zresztą bardziej Polakiem. W Wałbrzychu się urodziłem, zostałem ochrzczony, wziąłem ślub, tu urodziły się moje dzieci. Wkrótce pewnie niewielu będzie już pamiętało o społeczności greckiej w naszym regionie. W pracach uczniów Makandasisa pozostaną jednak barwy słonecznej Grecji. Mirosław Jarosz

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół