• facebook
  • rss
  • Francuski bon ton

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:15

    Dla części z nich był to sentymentalny powrót do kraju ojców. Inni zawiedli się na rzeczywistym obrazie wyidealizowanej ojczyzny. Mimo to starali się ją budować najlepiej jak potrafili.

    Do dziś pamiętam dzień przyjazdu do Polski – opowiada Helena Korłub (z domu Kubiak). – Miałam wtedy 11 lat. Był październik 1947 roku. Kiedy pociąg wjechał na stację docelową w Boguszowie-Gorcach, czekało na nas serdeczne przyjęcie. Grała nawet orkiestra górnicza. Od razu skierowano nas do biura, w którym przydzielono nam mieszkanie. W pierwszych dniach było z tym trochę zamieszania. Ludzie wymieniali mieszkania, bo albo mieli za daleko do pracy, albo warunki były nie najlepsze. W końcu się wszystko ułożyło. Mieszkam w tym przydzielonym wówczas lokalu do dziś.

    Francja – elegancja

    Takich transportów w latach 1947–1949 do Polski przyjechało kilka. W sumie w Wałbrzychu, Boguszowie--Gorcach i Jedlinie-Zdroju osiedliło się ponad 3500 górników i ich rodzin. Współmieszkańcy regionu zawsze mówili na nich: Francuzi, choć tak naprawdę to Polacy – reemigranci, również z Belgii i Westfalii. Wyjechali na zachód Europy za pracą w okresie międzywojennym lub jeszcze wcześniej w czasach zaborów pod koniec XIX wieku. Te kilkanaście lub kilkadziesiąt lat na emigracji bardzo ich zmieniło. Chodzi o styl życia, porządek, zasady, poszanowanie pracy. Pod tym względem Francuzi zawsze się wyróżniali. – Jak ulicą szła nasza dziewczyna, to z daleka było widać – opowiada Helena Korłub. – Na głowie czepek lub toczek, gustowna sukienka, eleganckie buty. To było coś zupełnie innego od tego, co nosiły choćby dziewczyny z Borysławia z chustkami na głowach. Chłopcy z Borysławia chcieli więc przychodzić na nasze zabawy, ale nasi chłopcy ich nie wpuszczali i nieraz dochodziło do bójek. Linia podziału jeszcze wyraźniej przebiegała w pracy. Zarówno Francuzów, jak i Borysławiaków ściągnięto do Wałbrzycha, by jak najszybciej uruchomić kopalnie przejmowane od Niemców. Obydwie grupy rywalizowały o to, kto lepiej zna się na górnictwie. W tej konkurencji często wygrywali Francuzi. Wyróżniali się kwalifikacjami i postawą społeczno-polityczną. Przez wiele lat pracowali w nowoczesnych kopalniach, gdy tymczasem Borysławiacy znali się na… przemyśle naftowym. Niektórzy uważali, że Francuzi zawyżają normę. Ci zaś podchodzili do pracy bardzo sumiennie. Trzymali się przepisów i zasad, a przy tym dobrze traktowali niemiecką obsługę kopalni. Z kolei Francuzów wśród innych grup drażniły m.in. niesolidność organizacji pracy w kopalni, spekulacje handlowe, krętactwo w przydziale mieszkań, szaber oraz brak koleżeńskości i solidarności polskich górników.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół