Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Razem zawsze jest lepiej

O twardym stąpaniu po ziemi, trudnych decyzjach i miejscu Kościoła w przestrzeni publicznej mówi Zbigniew Puchniak.

Ks. Roman Tomaszczuk: Samorządowiec musi mieć zaplecze partyjne? W parlamencie nie da się bez tego nic zrobić?

Zbigniew Puchniak: Nie jestem związany z żadną opcją polityczną i praktycznie nie sympatyzuję z nikim, kto nie chce działać na rzecz dobra ludzi.

Dobrze to brzmi, jednak nie da się określić „dobra ludzi” bez odniesienia do konkretnych wartości. A tu wachlarz możliwości jest już ogromny, a co gorsza – wiele z tych kryteriów wyklucza się nawzajem.

– To prawda, że „dobro ludzi” może być sloganem, po który sięgają politycy mający zupełnie odmienne zapatrywania na ekonomię, małżeństwo, rodzinę czy prawa i obowiązki obywateli. Jednak my w samorządzie jesteśmy najbliżej naszych wyborców. Co pozwala nam nie tyle uprawiać politykę, bo tym się w naszej skali nie ma co specjalnie zajmować, co raczej wsłuchiwać się z uwagą w głos ludzi, naszych sąsiadów, krewnych, przyjaciół czy znajomych z ulicy. Zatem to faktyczne, a nie ideologiczne potrzeby i założenia inspirują nas do działania i są kryteriami, którymi kierujemy się przy podejmowaniu decyzji dotyczących naszego miasta i gminy.

Jesteście państwo, jako radni, weryfikowani przez mieszkańców właściwie każdego dnia. Czy ta presja nie przeszkadza?

– To pozwala nam twardo stąpać po ziemi. Nie szukamy sztucznych problemów, nie wywołujemy abstrakcyjnych konfliktów, bo to od razu spotyka się z reakcją mieszkańców. Wybory bezpośrednie są bardzo mocnym narzędziem demokracji i skutecznie kształtują zdrowy samorząd.

To dlaczego nie wykorzystaliśmy tego narzędzia przy wyborach do Senatu: były bezpośrednie i jednomandatowe… a jednak wybór był polityczny.

– Pewnie przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale wśród nich kluczowy może być problem nieznajomości kandydatów przez szerszy krąg wyborców. Kiedy nie wiem, kim jest kandydat, nie wiem, jak działa i co sobą reprezentuje, wtedy nie mogę kierować się w swym wyborze kryteriami merytorycznymi. Pozostają mi te polityczne, jednak to, co jest najważniejsze, to nieustanna praca nad postawami obywatelskimi. Niewielki procent glosujących w różnych wyborach pokazuje, że mamy wciąż problem z zaufaniem do mechanizmów demokracji. Mocne mandaty radnych czy posłów biorą się stąd, że są oni reprezentantami dużych grup społecznych.

Jest Pan radnym piątą kadencję; to zobowiązuje, ale pewnie także skłania do podsumowań.

– Jako przewodniczący Rady Miasta i Gminy, zaraz na pierwszej sesji, zarówno tej, jak i poprzedniej kadencji, apelowałem do radnych, by zaczęli myśleć nie o tym, co jest ważne dla okręgu, z którego startowali, ale co jest dobre dla całego miasta i gminy Polanica-Zdrój. Taki jest bowiem sens mandatu, jaki otrzymali. Osobiście cieszę się, że od 9 lat udaje się zorganizować u nas festiwal poezji „Poeci bez granic”, mam swój udział w realizacji niepopularnych w pierwszym odbiorze społecznym decyzji gospodarczych, które z czasem okazały się świetnymi posunięciami. Chodzi m.in. o przekształcenie Miejskiego Zakładu Komunalnego w spółkę z o.o. ze stuprocentowym udziałem gminy. Kiedy było to przedsiębiorstwo budżetowe, rocznie gmina musiała do niego dopłacać od 500 do 800 tys. zł. Teraz Miejski Zakład Komunalny przynosi zyski. Cieszy mnie także świetna współpraca z polanickimi szkołami oraz Kościołem.

I jeszcze statuetka Polanickiego Nie-dźwiedzia.

– Miło mi, że ksiądz o tym wspomina. Faktycznie 102 lata temu ustawiono w Polanicy pomnik misia, który symbolizował fakt, że do Polanicy w zamierzchłej prehistorii dotarł lądolód skandynawski. Od dwóch lat symbol ten wykorzystujemy do promocji ludzi i instytucji, które w minionym roku osiągnęły sukces, w różnych dziedzinach: gospodarki, nauki, kultury. W tym roku laureatami tego wyróżnienia były pierwszy czterogwiazdkowy hotel w Polanicy „Bukowy Park”, Zespół Uzdrowisk Kłodzkich i Pensjonat „Beata”.

Swój głos w przyznawaniu nagrody ma także Zarząd Towarzystwa Miłośników Polanicy Zdrój, którego członkiem jest ks. Antoni Kopacz. Ksiądz w takim gremium, nie macie dzisiaj z tym problemów?

– Problem z Kościołem mają ci, którzy nie rozumieją narodu. Każdy, kto naprawdę troszczy się o dobro wspólne, wie, jaki niezwykły wkład w kondycję społeczeństwa ma Kościół katolicki. Ignorowanie tego faktu, a tym bardziej buntowanie się przeciwko tej oczywistości, jest obliczone na populizm lub wynika ze złej woli. My nie mamy z tym problemów, ponieważ jesteśmy blisko ludzi. To życie w oderwanej od rzeczywistości fikcji każe widzieć wrogów w tych, którzy są sprzymierzeńcami. Dlatego więc nie tylko nie mamy problemów z obecnością Kościoła w przestrzeni publicznej, ale jej bardzo potrzebujemy. Nie jest dla mnie żadną ujmą, gdy z niektórymi sprawami idę do naszego prałata, by wysłuchać jego na ten temat opinii. Prowadzimy przecież w wielu kwestiach konsultacje społeczne i nieporozumieniem byłoby pomijanie w nich Kościoła. Ten bowiem ma szczególne narzędzia do oceny skutków decyzji, które dotyczą m.in. życia społecznego. Nie na darmo Kościół rozwija od kilkudziesięciu lat katolicką naukę społeczną.

Poza tym liczą się osobiste przymioty człowieka.

– Bez wątpienia. Sam miałem zaszczyt być ministrantem przy boku niezapomnianego proboszcza polanickiego, ks. dr. Barmińskiego, potem, kiedy 20 lat temu przyszedł do parafii ks. Antoni Kopacz, mogłem, już jako dojrzały mężczyzna, przyglądać się jego pracy i zaangażowaniu. I to owoce duszpasterskiej służby zjednały naszemu proboszczowi przychylność i zaufanie społeczne i nasze osobiste. Dlatego nie mam wątpliwości, że jego opinia jest warta rozważenia (choć oczywiście nie czujemy się nią zobligowani), bo mądrość ludzka, życiowa, w połączeniu ze światłem Ducha Świętego musi owocować dobrem i przenikliwą oceną rzeczywistości. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy