• facebook
  • rss
  • Wolny pokój

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 40/2012

    dodane 04.10.2012 00:15

    Niektórzy mają w sobie dziecięcą ufność, że to, co przychodzi od Boga i w Jego imię – jest zawsze dobre. Ci właśnie mają domy o szeroko otwartych drzwiach.

    Zamysł był prosty: skoro szczęście małżonków jest źródłem szczęścia rodziny, to powinno być także szczęściem innych. Kongres Małżeństw stał się dobrą okazją, żeby to sprawdzić. Wynik?

    Bez luksusów – na ul. Lelewela

    Mieszka w poniemieckiej kamienicy. – Luksusów to tu nie mam, ale wolny pokój owszem. Skoro tyle wystarczy, to czemu miałabym nie przyjąć gości do domu? – pyta retorycznie. – Ja to mam już doświadczenie z gościną, bo mieszkały u mnie trzy dziewczęta, gdy we Wrocławiu było Taizé – wspomina Bogumiła. – Tym razem Pan Bóg podesłał mi takie wspaniałe młode małżeństwo. Zaskoczona byłam, że tacy młodzi, tacy piękni i tak kochają Pana Boga i mają serce dla mnie, starej – nie ukrywa entuzjazmu. – Tylko trochę mało czasu byli ze mną: weszli, wyszli, przespali się i cały dzień na mieście. W końcu znalazłam sposób: wieczorem trochę ich przytrzymywałam, żeby opowiadali, jak było. Zdawali relacje, szczęśliwi, że to wszystko takie udane i w sam raz dla nich. Ale tak naprawdę, to dopiero przy niedzielnym obiedzie sobie porozmawialiśmy – mówi, spoglądając na zdjęcie swego rodzonego wnuka Marcina. – Dumna z niego jestem, więc jak zapraszałam małżeństwo kongresowe do siebie, to tak sobie myślałam, że wnuczkowi się będę miała, czym pochwalić – wyjaśnia. Wnuk jest franciszkańskim gwardianem w Lublinie, wykładowcą logiki i wicedziekanem wydziału filozofii KUL.

    … i nowe życie

    – Mama Krzysia urodziła się na Syberii – mówi babcia Bogusia. – Jak człowiek wiele w życiu przeszedł, to ma wielkie serce. Bo nie tylko ja goszczę ich, ale i oni dbają o mnie. Byli tu u mnie już kilka razy i, niby to drobiazg, ale jaki wymowny, zawsze to śliweczki, to pomidorka z ogródka przywiozą. Kiedyś to nawet ze swoją mamusią i córeczką mnie odwiedzili. Cudowna kobieta – zapewnia. Teraz czas na kolekcję kartek: świątecznych, imieninowych, na Dzień Babci. Bogumiła prezentuje je z radością. – Ja taka stara, oni tacy młodzi, mój Boże, że nam się jeszcze takie mosty międzypokoleniowe chce i udaje budować – wzdycha. – Albo Iwonka i Krzysio albo nikt – ostrzega bez ogródek babcia Bogusia. Zaraz potem sięga po telefon. – Przyjeżdżacie? – O, jak się cieszę. W szpitalu? Coś poważnego? – Co za nowina! Gratuluję, jakie piękne owoce kongresu! – Czekam na was. Do zobaczenia – komórkę odkłada z szeptem na ustach: – Prawnuczek będzie. Ma osiemdziesiąt lat. – Sił już mi brakuje. Nowych trzeba by było inaczej przyjmować niż swoich. Iwonka i Krzysio już wiedzą, co i jak – wyjaśnia Bogumiła. – Coś tam z tym internetem nie było jak trzeba, więc zwlekali z zapisaniem się na kongres, dlatego dałam znać pani Kasi z sekretariatu kongresowego, że owszem, chętnie przyjmę w tym roku do siebie kongresowiczów, ale pod warunkiem, że to będą moje nowe wnuki. Tak! Wnuki, bo naprawdę szybko i serdecznie się zżyliśmy ze sobą – opowiada. Teraz wskazuje na stertę ulotek z Długopola Dolnego i okolic oraz na laurkę. – O, to dostałam od nich, zaraz na powitanie. I jeszcze były inne różności: miodek, dżemiki... wszystkiego nie powiem. Dosyć, że to, co sama przygotowałam, prawie wszystko zostało w lodówce.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół