• facebook
  • rss
  • Kluczem jest pasja

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 49/2012

    dodane 06.12.2012 00:00

    Tutaj nie da się po prostu pracować. Tutaj potrzebna jest także... wiara.

    Caritas Diecezji Świdnickiej – „caritas”, czyli co? Słownik łacińsko-polski podaje: miłość będąca darem, miłosierdzie. Zatem? Miłosierdzie Diecezji Świdnickiej, świdnickiego Kościoła. Jeśli „miłosierdzie”, to potrzeba ludzi, którzy będą mu służyć i tych, którzy go potrzebują. Zarówno ci pierwsi, jak i ci drudzy, spotykają się w przestrzeni, w której wydarza się coś więcej niż litość, obowiązek czy zadanie.

    Ambicje spełnione

    Kiedy powstawały Warsztaty Terapii Zajęciowej w Starym Wielisławiu, wielu było bardzo sceptycznie nastawionych do tego pomysłu. U boku Matki Bożej Bolesnej odbierającej hołd w starowielisławskim sanktuarium w znaku cudownej figury rodziła się niezwykła przygoda, która dzisiaj odmienia świat 30 ludziom. Tym, którzy najczęściej nie mają co ze sobą zrobić, bo ich niepełnoprawność czyni ich bezużytecznymi w oczach urzędników, biznesmenów, a nierzadko krewnych czy sąsiadów.

    Od czterech lat WTZ kieruje Paweł Bartczak, młody ambitny mąż i ojciec dwóch synów. Jest kierownikiem, zatem ma na głowie całą biurokrację: korespondencję z PFRON-em i starostwem kłodzkim, które to instytucje finansują WTZ, wnioski o granty, sprawy kadrowe i programowe. Jednak jest przede wszystkim człowiekiem wrażliwego serca, dlatego za każdym razem, gdy pozwala mu na to czas, idzie do pracowni, lepi garnki, gotuje i majsterkuje razem z podopiecznymi. To jest ważne tak samo dla niego, jak i dla nich.

    W rodzinie

    Weszła do biura Caritas przy ul. Westerplatte w Świdnicy, nie wierząc, że coś ważnego może się tam wydarzyć. Miała dosyć problemów ostatnich miesięcy. Zrezygnowana, bezrobotna, obolała duchowo i psychicznie, szukała pomocy u ks. Radosława Kisiela, dyrektora Caritas. – Gdy usłyszałam, że mam pracę, łzy napłynęły mi do oczu – wspomina sytuację sprzed roku. – Bóg się do mnie uśmiechnął. Wtedy jednak nie wiedziałam, że dostałam nie tylko źródło utrzymania, ale coś więcej. Dostałam ciepło drugiego człowieka, jego zainteresowanie, uwagę, dobrą radę wsparcie. Tego potrzebowałam bardziej niż pieniędzy – ocenia. Dzisiaj ciężko pracuje w caritasowskiej kuchni, która codziennie wydaje posiłki sześciuset osobom (potrzebującym w jadłodajniach i dzieciom w szkołach Caritas). Krystyna ma styczność z biedakami w świdnickiej jadłodajni. To jeszcze jedna szkoła życia, jaką odbiera. – Znam ich, czasami wysłuchuję ich historii o tym, do czego doprowadzili ich inni ludzie, albo system, w którym żyjemy i wiem jedno: nigdy nie wiesz, co cię w życiu spotka. Jak niewiele brakuje , by samemu stanąć w kolejce po darmową zupę – puentuje. Praca nie dla każdego Kiedy trzy lata temu Irena Rymsza rozpoczynała pracę na stanowisku dyrektora Niepublicznej Katolickiej Szkoły Podstawowej w Świdnicy, prowadzonej przez Caritas, była przerażona zadaniem, jakie postawił przed nią Pan Bóg. Wcześniej była nauczycielem historii w podobnej placówce, ale w Wirach, teraz miała szkołą zarządzać – a to naprawdę ogromna różnica. – W takiej szkole nie da się pracować, jeśli nie jest się pasjonatem zawodu – zapewnia. – Państwowe subwencje, z których finansowane są wszystkie niepubliczne szkoły nigdzie nie pozwalają na to, by nauczyciele otrzymywali wynagrodzenie podobne do tego w szkołach publicznych. A praca jest taka sama, albo jeszcze większa, bo w szkołach podobnych do naszej sporo dzieje się tylko dlatego, że nauczyciel kocha dzieci. Angażuje się zatem nie dla pieniędzy, ale dla dobra swoich uczniów. Pieniądze są dla nas ważne, oczywiście, ale odczytujemy swoją pracę na jeszcze innym prócz socjalnego poziomie – wyjaśnia. Ludzie Caritas Praca w strukturach Caritas ma dodatkowy walor – wieczności. Dodatkowy w stosunku do podobnych zajęć wykonywanych dla innych instytucji. To brzmi bardzo górnolotnie, ale rozumieją to ci, którzy podchodzą do swoich obowiązków z wiarą. Bez niej nie rozumie się, czym jest Caritas i jak jest istota jej misji. A bez tego zrozumienia wiele spraw staje się nieczytelnych, co z kolei rodzi fałsz, pretensje, oskarżenia i pomówienia. Wtedy trzeba odejść z Caritas. Bo tak jak mówi się o nauczycielu z powołania, lekarzu z powołania czy księdzu z powołania, i każdy wie, że taki nauczyciel, lekarz czy ksiądz ma to „coś”, czego brakuje innym, tak trzeba mówić o pracownikach Caritas – z powołania. Ludziach, którzy nie otrzymują całej nagrody na konto bankowe, wiele bowiem zostanie im oddane dopiero w wieczności.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół