Nowy numer 16/2018 Archiwum

Przebacz, nie osądzaj i kochaj

O nienawiści, gwałcie, pustym sercu i o nowym życiu opowiadała licealistom.

Teraz też budzi zainteresowanie tłumów, jednak nie tych, które szukają ludzkiego nieszczęścia, skandalu i sensacji. Anna Golędzinowska, była modelka, narzeczona siostrzeńca Sylvio Berlusconiego, jeszcze nie tak dawno bohaterka włoskich brukowców, dzisiaj gromadzi tłumy szukające recepty na autentyczne życie. Tak było także 7 grudnia w świdnickich liceach.

Zamknięte serce

– Wiele razy lepiej jest nie widzieć i nie rozumieć tylko po to, żeby nie przyznawać się do swoich błędów – komentuje trzydziestoletnia Anna postawę swej matki, gdy jako nastolatka poskarżyła się jej, że jeden z jej partnerów wykorzystał ją seksualnie. Matka nie uwierzyła. Nienawiść zaprowadziła Annę na ulicę.

Tam spotkała podobnych sobie. Narkotyki, kradzieże, groźba poprawczaka – wszystko to przyjmowała z dumą. Czuła się bohaterką. Kiedy jej babcia postarała się o adopcję nastoletniej Ani, po kilku tygodniach nie mogła z nią wytrzymać i wyrzekła się wnuczki. – Bardzo źle ją traktowałam, choć była osobą, którą najbardziej na świecie kochałam – opowiadała Anna uczniom świdnickich liceów. – Bałam się, że mnie zostawi, że okaże się za słaba, żeby mi przebaczyć to wszystko, co złego ją spotkało przeze mnie. W końcu chciała się zabić, żeby pokazać innym, jak bardzo chce żyć. – Czego szukałam? Miłości!

Chemia i seks

Jako szesnastolatka dała się namówić na wyjazd do Mediolanu. – Obiecywano mi pracę modelki, a zostałam zaszczuta i uwięziona jako prostytutka – opowiadała, a na sali panowała grobowa cisza. – Wtedy zostałam zgwałcona. Bóg posłał jej anioła stróża, mężczyznę, którego nigdy potem nie spotkała, a który umożliwił jej ucieczkę. – Bo w momencie, w którym najmniej tego się spodziewacie, pojawia się nasz Anioł Stróż, naprawdę – zapewniała. – Czemu wam o tym wszystkim dzisiaj opowiedziałam? Nie dlatego, że czuję się ofiarą. Tak nie jest. Mówię o tym dlatego, że cierpienie to jest szczęście, bo w nim najbliżej nam do Boga i Jemu do nas. To wszystko musiało mi się stać, żebym mogła dzisiaj stanąć przed wami i mówić, że można przebaczyć, że nie wolno osądzać i że jedyne, co ma sens, to miłość. Anna Golędzinowska wspomina też o swoim życiu modelki, kiedy narkotyki, alkohol, seks i obłuda były nie tylko na porządku dziennym, ale stanowiły jedyną szansę na przetrwanie w świecie modelingu. – Przez dwie minuty na wybiegu jesteśmy uśmiechnięte, promieniejemy, ale zaraz potem dopada nas mrok, który zagłuszyć można tylko chemią i seksem – odsłania kulisy gwiazdorskiego życia. W tym też okresie, w narkotykowym transie, Ania ma widzenie brodatego mężczyzny, którego później zidentyfikuje jako ojca Pio. Ten ratuje ją od rozpaczy.

Wolność na górze

Kiedy po serii skandali z udziałem osób publicznych Ania zdobywa niebywałą sławę, decyduje się rozprawić z demonami przeszłości. Pisze autobiografię. Jednak wydawca daje jej jeden warunek: książka ukaże się drukiem tylko wtedy, gdy wyjedziesz do Medjugorie. – Wtedy już cierpię z powodu braku miłości. Mam wszystko – sławę, bogactwo, pozycję towarzyską, ale nie mam miłości. Taka obolała jadę, całkowicie bez przekonania, a nawet zbuntowana do Medjugorie – wspomina wydarzenia sprzed trzech lat. Była wtedy w depresji, żyła tylko dzięki narkotykom, które doprowadzały ją na krawędź życia i śmierci. W Medjugorie z wielkim trudem i poczuciem bezsensu wspina się na Kriżevac i tam właśnie, na szczycie góry, pod krzyżem zostaje dotknięta łaską. W jednym momencie wypowiada słowa: „Wybaczam wam”. I czuje tak ogromną ulgę i pokój, że nie chce już wracać do Mediolanu. Zaczyna nowe życie.

Od miasta do miasta

Wizyta w Świdnicy była jedną ze stacji w podróży, jaką Anna Golędzinowska odbywa po Polsce. Spotkanie ze świdnicką młodzieżą było możliwe dzięki zaangażowaniu naszej redakcji i Wydziału Duszpasterskiego kurii. Świadectwo jej życia to poważne wyzwanie dla młodych, którzy w konsumpcyjnym stylu życia widzą receptę na szczęście. Oto licealiści musieli stanąć wobec kobiety tak potwornie doświadczonej przez życie, która dzisiaj dzieli się swoim pokojem i radością, a na koniec swojej ewangelizacji zachęca do włączenia się w Ruch Czystych Serc – promujący czystość przedmałżeńską. – Na coś takiego nie sposób pozostać obojętnym – zapewniali.

Po spotkaniu

Joanna Kowalska – Słuchałam pani Ani z ogromnym współczuciem. Niby jej historia jest jakoś podobna do tych, które opowiadają kobiety w różnych programach telewizyjnych: gwałt, nienawiść, pragnienie samounicestwienia, jednak ona wybaczyła swoim oprawcom, co pozwoliło jej normalnie żyć. Dla mnie osobiście ten motyw był najmocniejszym impulsem do przemyśleń. Adam Wierzyk – Pani Ania, opowiadając swoją historię, pokazała mi, że nieważne, jak nisko człowiek upadnie, i tak Bóg będzie się o niego upominał. Tak odbijamy się od dna. Poza tym jej życie to jeszcze jeden dowód, że dobra materialne nie zapewniają nam szczęścia, bo tylko Bóg może dać nam to, czego potrzebujemy. Przyznam, że po tym spotkaniu pani Ania stała się dla mnie autorytetem. Jej świadectwo przemówiło do mnie. Jej proste słowa pomogły mi zrozumieć trudne tematy związane z naszą wiarą.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • M
    16.01.2013 11:51
    Anno jesteś przykładem, że można ... Może to są pierwsze zwiastuny tego o czym w Łagiewnikach mówił JP II.
    doceń 0

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma