• facebook
  • rss
  • Poszukiwacze zaginionych czasów

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:15

    Do ciężkiej pracy motywuje ich nie tylko kompleks Riese z jego tajemnicami, ale poczucie uczestniczenia we wspaniałej przygodzie, możliwość spotykania ciekawych ludzi i realizacji swojej pasji.

    W 1943 roku III Rzesza zaczęła ponosić olbrzymie straty w ludziach na froncie wschodnim, a alianci bombardowali naziemne ośrodki badawcze i produkcyjne na terenie Niemiec. Adolf Hitler wraz ze swoimi współpracownikami podjął decyzję o rozpoczęciu prac nad Wunderwaffe (cudowną bronią). Ponieważ jej produkcja w fabrykach naziemnych stała się niebezpieczna, podjęto decyzję o przeniesieniu fabryk zbrojeniowych i ośrodków badawczych pod ziemię. Teren budowy wyznaczono w najbezpieczniejszym, jak się wówczas wydawało, miejscu III Rzeszy, w Górach Sowich. Rozpoczęły się prowadzone na niespotykaną dotychczas skalę prace budowlane i górnicze, które kontynuowano do ostatnich dni wojny. Do dziś Góry Sowie poprzecinane są kilometrami podziemnych labiryntów. Na powierzchni znajdują się dziesiątki budowli nieznanego przeznaczenia. Pozostało też pytanie: W jakim celu ogromnym nakładem sił i środków tworzono kompleks, który nazwano Riese–Olbrzym.

    Martyrologia

    Na podstawie zachowanej dokumentacji ustalono, że przy budowie projektu Riese śmierć poniosło co najmniej 5000 więźniów. Ponadto istnieje również informacja, że w lipcu 1944 roku przy budowie zatrudnionych było ich 13 500 tys. Niewinni ludzie przechodzili tam piekło. Potwierdza to jedna z nielicznych relacji byłego więźnia Abrama Kajzera: „W poniedziałek po powrocie z nocnej pracy nie zdążyliśmy nawet napić się kawy, gdy znów wypędzono nas do całodziennej pracy przy rozładowywaniu wagonów z amunicją. Zmęczonych, przemarzniętych i niewyspanych zmuszano do całodziennego dźwigania pięćdziesięciokilowych skrzyń z amunicją po stromej, śliskiej górze. Choć pracowali wszyscy, to przecież najstraszliwiej cierpieliśmy my – nocna zmiana. Zdrętwiałe od lodowatego chłodu i wysiłku ręce raz po raz wypuszczały na ziemię skrzynię, a esesmani i majstrowie bili nas nielitościwie kolbami. Pięciu z tej nocnej zmiany pozostało na zawsze z rozpłatanymi głowami, wieczorem zaś raz jeszcze musieliśmy pójść do naszej zwykłej roboty przy kipowaniu. Nie pozwolono nam przy tym nawet ogrzać się lub zjeść zupę. Kociołek z zupą zabraliśmy na Baustelle, lecz dopiero po północy, po trzydziestogodzinnej pracy o pustym żołądku, dostaliśmy miskę lodowatej lury. Przez resztę nocy cucono nas i budzono za pomocą kijów, bo każdy zasypiał z kilofem w rękach...”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół