• facebook
  • rss
  • Dom od Boga

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 07/2013

    dodane 14.02.2013 00:15

    Każdy niedowiarek może stanąć przed domem Rudnickich w Dzierżoniowie i mieć materialny dowód, że Bóg istnieje.

    O duży dom z ogrodem – rzuca intencję któreś z dzieci. To wieczorna modlitwa całej jedenastoosobowej rodziny. Rodzice patrzą na siebie z zaskoczeniem. W jego oczach jest także niepokój, ale w jej już tylko zawierzenie. Bóg przemówił przez ich dziecko. Niech dzieje się Jego wola.

    Przed stołówką

    KUL – w tamtych czasach jedyny katolicki uniwersytet gromadził wśród swoich studentów najlepszych, zaangażowanych i oddanych Kościołowi młodych ludzi. Nie dziwi więc, że wszyscy patrzyli na absolwentów KUL-u jak na przyszłość Kościoła w Polsce. Ale oni sami o sobie tak nie myśleli. Zwyczajnie, jak wszyscy inni, martwili się egzaminami, jak zdobyć deficytowy podręcznik, kiedy będzie następna prywatka i że do domu jest tak daleko. Anatol jest starszy od Sabiny o pięć lat, ale tak się cudownie złożyło, że na studia poszedł dwa lata później (technikum trwało rok dłużej niż liceum, a po nim jeszcze rok pracował), dlatego w Lublinie mogą być ze sobą dwa lata. A są, odkąd koleżanki stwierdziły: „Sabinko, mamy kogoś dla ciebie”.

    Poznają się przed stołówką. Od samego początku wiedzą, że to nie jest przypadek. On podziwia jej żywiołowość, błyskotliwość i otwartość na Boga. Jej imponuje jego wiek, poukładanie, opanowanie oraz ogromna miłości do Maryi. Rozmawiają o wszystkim, a z upływem czasu coraz częściej także o wspólnej przyszłości. Razem się też modlą, bo to jedyny sposób, żeby cieszyć się z czystości narzeczeńskiego czasu. Zanim jednak tato Sabiny przytuli Anatola do piersi i powie: „Mój synu”, dziewczyna musi stoczyć ostateczną walkę. W sobie. Jest poważnie rozdarta, stojąc na rozdrożu: małżeństwo czy zakon?

    Tylko dwoje

    Kiedy wychodzi ze swojego domu w Łącku, płacze. Łzy leją się strumieniem, gdy słyszy słowa błogosławieństwa swoich rodziców. Kocha swój dom. Kocha rodziców, od których nauczyła się, jak kochać Boga i ludzi. Jeśli wie, co to jest niebo, choć troszeczkę, to tylko dzięki nim. No i Anatolowi, dlatego będzie jego żoną. Już za chwilę. Na zawsze. Przez pierwsze dwa lata wynajmują w rodzinnym, Anatolowym Dzierżoniowie mieszkania. Wreszcie dostają wymarzone służbowe M-3. Całe sześćdziesiąt cztery metry kwadratowe. Ciasno robi się dopiero przy szóstym dziecku. Ale zanim ono przyjdzie na świat, dużo wcześniej, jest ostrzeżenie. – Nie powinna mieć pani więcej dzieci – mówi lekarz po narodzinach drugiej córki. Ale Bóg chce inaczej. Dwa lata później na świat przychodzi Ela, potem Marysia, Janek, Weronika, Józek, Dominik i Stasiu. Ten beniaminek ma dzisiaj pięć lat. Sabina, krucha, delikatna kobieta, polonistka z talentem matematyczno-fizycznym, nie ma wątpliwości, że gdyby mogła raz jeszcze wybierać, zostałaby położną. Ale o tym przekonało ją macierzyństwo, dwadzieścia lat karmienia piersią i dziewięciokrotne zdumienie, że Bóg jej i Anatolowi tak bardzo ufa, że po raz kolejny oddaje w ich ręce nowe życie. Czy oni mogą nie odwdzięczyć się wobec Niego tym samym?

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      14.08.2016 21:34
      Podziwiam i życzę Bożego błogosławieństwa na dalsze lata.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół