• facebook
  • rss
  • Ludzie niezłomni

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 08/2013

    dodane 21.02.2013 00:15

    Choć niektórym mogłoby się wydawać, że ich trud był daremny, bo przecież – patrząc po ludzku – przegrali, jest inaczej. Świadcząc życiem, dają dziś swoim dzieciom i wnukom siłę do walki o prawdę, wolność i ojczyznę.

    Żołnierzy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, stawiających opór próbie sowietyzacji Polski i podporządkowania jej ZSRR w latach po drugiej wojnie światowej, dziś nazywa się żołnierzami wyklętymi. Przez całe dziesięciolecia NKWD i bezpieka walczyły z konspiracją niepodległościową podstępnymi metodami. Już w 1945 roku utworzono tzw. Centralną Komisję Likwidacyjną AK. Zwrócono się wtedy do AK-owców z apelem o ujawnienie się i skorzystanie z amnestii. Była ona jednak podwójnym oszustwem. Nie dość, że obiecywała „łaskę”, mimo iż żołnierze AK nie popełnili przestępstw przeciwko narodowi, to jeszcze ubecy mieli tajną instrukcję, by ujawniających się akowców po ich ewidencji „internować i odosobnić”. W 1945 roku ujawniło się ok. 50 tys. żołnierzy podziemia. Taktykę tę powtórzono również w amnestii z 1947 roku, ujawniło się wtedy blisko 80 tys. osób. Zebrana w toku przesłuchań wiedza posłużyła do późniejszych represji wobec ujawnionych i dotarcia do osób nadal prowadzących walkę. Wiarołomne obietnice, groźby i tortury bezpieki okazały się główną bronią w walce z dowództwem antykomunistycznego podziemia.

    Strach w rodzinach

    – W naszej rodzinie niewiele mówiło się o działalności dziadka Mikołaja Dembińskiego – opowiada wnuk Dariusz. – Przede wszystkim to babcia Marianna była przeciwna, ucinając wszelkie rozmowy na ten temat. Na spotkaniach rodzinnych przekazywana jest anegdota, która się z tym wiąże. Któregoś razu babcia zapytała dziadka z wyrzutem, dlaczego, skoro tak bardzo wiele poświęcił dla ojczyzny i walczył za nią, nie należy do ZBOWiD-u i nie ma z tego tytułu żadnych świadczeń. Dziadek w końcu spisał swoje wszystkie zasługi w liście i oznajmił babci, że zamierza go zanieść, gdzie trzeba. Babcia czytając, co było tam napisane, zbladła i krzyknęła: „Boże, przecież cię zabiją”. Podarła kartkę i spaliła. To był sygnał w rodzinie, że dziadek był zaangażowany w coś niezgodnego z komunistycznymi zasadami. Wiele innych historii krążyło o dziadku. Kiedy umarł, miałem zaledwie rok, więc wszystkie opowieści znam jedynie z drugiej ręki. Kiedy zaczynałem dorastać, zacząłem wiązać fakty i coraz więcej rozumieć. Zrozumiałem, dlaczego babcia bała się mówić o działalności dziadka, dlaczego on, mimo że wykształcony na wyższej uczelni w Wiedniu, nigdy nie mógł znaleźć dobrej pracy, dlaczego nasza rodzina w latach 80. nie mogła kupić żadnych materiałów potrzebnych w gospodarstwie rolnym. Tato zaangażował się w budowę ruchu „Solidarność”. Wtedy i ja sam doświadczyłem represji esbeków. Byliśmy straszeni, że spali się nasz dom, że potrąci mnie samochód, albo taty może już nie być. Dzisiaj, kiedy mam już ponad 40 lat, wszystko układa mi się w logiczną całość. Wiem że dziadek i jego koledzy działali w Narodowych Siłach Zbrojnych, za co władze komunistyczne bezwzględnie karały śmiercią.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół