• facebook
  • rss
  • Razem pod krzyżem

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 10/2013

    dodane 07.03.2013 00:15

    Jest coś zaskakującego w tym, jak szybko ten symbol chrześcijaństwa wrasta w krajobraz: wsi, pól i serc.

    Co ten ksiądz znowu wymyślił? – pytało wielu, natomiast Edmund Kulig, dzisiaj już świętej pamięci, zapytał: – Ile ksiądz chce? – Półtora ara – padła odpowiedź. – Bardzo proszę – skwitował mieszkaniec Wiśniowej.

    Od życia i zdrowia – do hańby i śmierci

    W długiej historii krzyża, jeśli wierzyć „Słownikowi symboli” Władysława Kopalińskiego, jego kształt kazał ludziom widzieć odniesienie do osi świata, czterech jego stron, czterech okresów w dziejach świata, ale też czterech dziedzin ducha. Wielu w skrzyżowanych belkach, liniach czy odcinkach dopatrywało się połączenia przeciwieństw: życia i nieśmiertelności, ducha i materii albo samą wieczność, siłę stwórczą, męskiego stwórcę, wieczne szczęście, potęgę, a nawet miłość zmysłową. Sylwetka krzyża kojarzyła się z ptakiem o rozpostartych skrzydłach, człowiekiem z rozłożonymi ramionami.

    Dla pierwotnych krzyż był amuletem czerpiącym swą siłę z ognia lub Słońca. W kręgu kultury grecko-rzymskiej pozytywna symbolika krzyża poszła w niepamięć w chwili, gdy zaczął on być narzędziem śmierci. A wszystko zaczęło się od legendarnej królowej Semiramidy, która jako pierwsza wpadła na pomysł ukrzyżowania, chcąc zabić króla Medii, Ferno, jego żonę i siedmiu synów – było to w V w. p.Chr. Od Scytów i Asyryjczyków przez Persów okrutny sposób kaźni trafił dalej. Aleksander Macedoński po zajęciu Tyru kazał z wielkiej uciechy ukrzyżować dwa tysiące mieszkańców. W końcu przez Macedonię i Kartaginę zwyczaj ten trafił do Rzymu, gdzie ukrzyżowanie stosowano wobec nie-Rzymian i niewolników (kara została zniesiona przez cesarza Konstantyna Wielkiego). Co ważne, kary ukrzyżowania nie stosowali Żydzi, gdyż w myśl żydowskiego Prawa skazaniec musiał być pochowany w dniu śmierci (nie mógł wisieć przez noc), a powolna śmierć na krzyżu takiej gwarancji nie dawała.

    Znak ofiary

    – I dopiero Jezus Chrystus sprawił, że przekleństwo tego znaku zostało przemienione. Miłość uczyniła go mostem do nieba, znakiem ofiary największej i dającej wolność – mówi ks. kanonik Andrzej Walów, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Wierzbnej. – Narzędzie męki, strachu i śmierci zaczęto głosić jako znak chwały, życia i nadziei. Ale nie od razu. Dopiero w IV w., za sprawą Konstantyna, który po pierwsze zakazał wykonywania wyroków śmierci przez ukrzyżowanie, po drugie tzw. krzyż monogramowy (monogram Chrystusa, złożony z połączonych liter „X” (Xristos) i „I” (Isos), który pojawił się w IV w. – później literę „I” zastąpiła „P” (fonetyczne „R”), a monogram nazwano „Chi-Ro”), umieścił na głównej chorągwi wojskowej (labarum) swoich wojsk, a wtedy krzyż stał się nie tylko znakiem chrześcijan, ale także Cesarstwa Rzymskiego. – Wszystko to i tak nie wystarczyło, żeby definitywnie zatrzeć negatywne skojarzenia z krzyżem, więc aż do VI wieku nie umieszczano na krzyżu pasyjki, natomiast później Ukrzyżowany Pan był Tym-Który-Króluje, dlatego przedstawiano Go w monarszym stroju, z koroną na głowie – wyjaśnia proboszcz. Zanim dokończy swój wywód, prowadzi pod krzyż ustawiony kilka lat temu w Wiśniowej, jednej z wiosek należących do parafii. Pod tym krzyżem, wskazując na pasyjkę, dopowiada. – Dopiero w XI w. w Bizancjum, za sprawą patriarchy Michała Cerulariusza, odstąpiono od tego wzoru, nadając Chrystusowi na krzyżu postać realistyczną: obnażonego, z pochyloną głową w cierniowej koronie.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół