• facebook
  • rss
  • Poeta kawy

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:15

    Każdy chciałby robić to, co lubi, i jeszcze z tego się utrzymywać. – Nie mam przepisu, jak to zrobić – wyjaśnia Leszek Kopcio z Nowej Rudy. – Powiem tylko, że jeżeli coś nam się podoba – róbmy to. Jest jeszcze jeden warunek: trzeba w to wierzyć.

    Na co dzień widzimy wiele sfrustrowanych i niezadowolonych osób, które całe życie męczą się, robiąc coś, czego nie znoszą. – To brak wiary w siebie i w to, co chce się robić – tłumaczy pan Leszek. – Sprawa wydaje mi się o wiele prostsza, niż można to nazwać. To siedzi wewnątrz każdego człowieka. Przygotowując się do jakichkolwiek wydarzeń kawowych czy lodziarskich, przenoszę to na wyobraźnię. Wyobrażam sobie, że to, co przygotowałem, musi smakować. Później okazuje się, że miałem rację. To nie jest tworzone na sprzedaż. To jest tworzone na smak. Nigdy nie kalkuluję wartości przedsięwzięcia. Może się zdarzyć, że zarobię na czymś tylko złotówkę, ale ta złotówka jest ważna, bo przychodzą później setki ludzi po coś, co im po prostu smakuje. – Z czasem zdobywa się też wiedzę i doświadczenie, które są bardzo pomocne – podkreśla pan Leszek. – Jednak to, co robię, można nazwać po prostu zabawą. Od 30 lat nie byłem jeszcze w pracy!

    Sześć fortepianów?

    Maleńka kawiarnia ukryta w zakamarkach uliczek dochodzących do rynku w Nowej Rudzie. Trudno tu trafić. Mówi się, że podstawą udanego przedsięwzięcia, zwłaszcza kawiarnianego, są trzy elementy: położenie, położenie i położenie. Jeżeli komuś uda się to zmienić, to znaczy, że w tym, co robi, jest także coś więcej. Tutaj właśnie jest to „coś”. Właściwiej byłoby jednak powiedzieć „ktoś”. To właściciel Leszek Kopcio sprawia, że noworudzką kawiarnię „Biała lokomotywa” znajdują ludzie nie tylko z całej Polski, ale i świata. Mimo zainteresowania klientów jej właściciel nigdy nie myślał, by swoją działalność prowadzić na większą skalę, bo – jak podkreśla – w tym, co robi, nie chodzi o zysk. Kawiarnia jest na 16 osób nie z przypadku. Na przyrządzenie kawy potrzeba 3–4 minuty. Jeżeli wszyscy naraz by ją zamówili, to jej podanie zajęłoby 1–2 godziny. – Czy Szopen tworzył na 6 różnych fortepianach w sześciu różnych miastach jednocześnie? Nie, to niemożliwe – stwierdza. – To są moje wydarzenia artystyczne.

    Z serem i ogórkiem

    W kawiarni nie ma menu. Trudno byłoby je jednak stworzyć, skoro właściciel oferuje klientom kilka tysięcy propozycji. Każda wizyta tutaj zaczyna się więc od rozmowy. W jej trakcie pan Leszek próbuje poznać upodobania swojego gościa, jego nastrój i otwartość na nieznane. – Zabawa polega na tym, że u mnie każdy otrzymuje indywidualnie to, co ja mogę mu stworzyć – wyjaśnia. – Jeżeli przychodzi do mnie ktoś z zamiarem wypicia kawy, ale sam jeszcze nie wie jakiej, to próbujemy to rozwiązać tu na miejscu. Mając całą gamę przypraw, jakie istnieją na świecie, proponuję ogromną ilość różnych, nieoczekiwanych efektów. Kawa z zielonym ogórkiem albo kiszoną pomarańczą – genialne zestawienia. Może kawa z białym serem, syropem szafranowym i sezamem opiekanym w karmelu? Albo kawy podawane z mieszankami lodowymi, które są robione na miejscu. To wszystko jest zabawą. Jeżeli ktoś chce napić się kawy, to właściciel próbuje uruchomić swoją wiedzę i zaskoczyć tę osobę smakiem. Najczęściej podaje kawy z ekspresu, ale równie wysoko ceni kawę z tygla. Przygotowuje kawę robioną na zimno przez macerowanie, czyli moczenie w zimnej wodzie. – Najważniejszy jest jednak człowiek – podsumowuje. – Najlepsza jest ta kawa, która jemu smakuje. Ja mogę się bawić, ale ta zabawa musi mieć swój koniec, bo nie można kogoś rozczarować swoją zabawą.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół