• facebook
  • rss
  • Od grobu do grobu

    dodane 22.08.2013 00:15

    Są drogi, na których można znaleźć nie to, czego się szuka, tylko to, co 
zostało już przygotowane dla wędrowca. 


    Mama – dla niej to słowo zawsze było trudne. Odzywało się w niej lękiem, wstydem, pragnieniem, nadzieją, bólem, smutkiem, szczęściem też, ale trudnym do opisania – Bo to trzeba przeżyć – mówi.


    Zmiłuj się!


    Co dzieje się w głowie siostry zakonnej, gdy patrzy na swą matkę w trumnie? Tłoczą się obrazy z dzieciństwa czy te sprzed miesiąca; czułe gesty czy klapsy; wspólne spacery czy wściekłość oczekiwania na powrót? Skąd? Z zaświatów, z obłędu, od sąsiadki albo z zagranicy – nieważne, przecież nieobecność zawsze kaleczy. A jeśli we wspomnieniach pojawiają się łzy, to raczej są to łzy dumy czy łzy zawodu? Pewnie wspomina jej wzrok i słowa w dniu, gdy dowiedziała się, że jej córka idzie do klasztoru?

    Albo jej błogosławieństwo tuż przed wieczystymi… Nic z tych rzeczy. Nie w tym wypadku. Nie w głowie s. Maciei Wojciechów. 
Ta bowiem patrzy na ciało swojej matki i gorączkowo błaga o miłosierdzie Boże dla niej – kobiety, która dała jej życie. Martwi się o jej życie wieczne. – Boże, jak Ty sobie z nią poradzisz? Powtarza te słowa jak refren i z każdym powtórzeniem wie coraz pewniej, że jako córka samobójczyni musi powalczyć o szczęście wieczne dla niej. Musi zrobić, co w jej mocy, inaczej sama straci rozum.


    Idź!


    – Pokutuj! – słyszy radę od znajomego księdza. Czyli co? Mam założyć włosiennicę? Nie jeść batoników? Czy cierpliwie znosić krzywdę i niesprawiedliwość? – Pokutuj! – powtarza spokojnie.
Prosi więc Boga o natchnienie i zanim zacznie się rozglądać wokół, zanim postara się czytać znaki, medytować zdarzenia, rozniecać światło lampy Bożego słowa – już wie. – Santiago de Compostela – słyszy wyraźnie. Grób św. Jakuba, tego, który zwycięża wrogie armie, tego, który prowadzi do zwycięstwa, który prowadzi pielgrzymów – oto cel.
To nic, że ma już swoje lata, przecież kiedyś bywała na pielgrzymkach i choć ta wyprawa to coś innego, to jednak w imię posłuszeństwa pójdzie. Przełożone zakonne? Co one na to? Coś w stylu: Idź, ale bez taryfy ulgowej. Proszę bardzo, z naszym błogosławieństwem, idź, skoro Pan cię wzywa. 
­­– Pójdę, ale nie sama. 


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół