• facebook
  • rss
  • Teraz więcej ciszy

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 40/2013

    dodane 03.10.2013 00:00

    Pod patronatem Świętych Archaniołów pielgrzymi dotarli do miejsca porzucenia ciężaru swej historii.

    Tak bowiem jest postrzegany krzyż ustawiony na drodze do Santiago de Compostela. Krzyż z Żelaza – tak brzmi tłumaczenie nazwy. Jest on ustawiony na wysokiej kolumnie, a otacza go kopiec z kamieni przyniesionych w to miejsce przez pątników. 29 września pielgrzymi z Bielawy: ks. Krzysztof Pełech, Jarosław Dąbrowski, Józef Chlipała i Wiesław Baran, którzy zmierzają do grobu św. Jakuba od 12 września, stanęli pod tym krzyżem. Modlili się o łaskę głębokiego nawrócenia i uzdrowienia historii swego życia. Tutaj też, zgodnie ze zwyczajem, pozostawili kamienie, które nieśli ze sobą. Teraz podążają na spotkanie ze św. Jakubem, wolni od ciężaru przeszłości. Mogą głębiej wejść w prawdę o darach, które przygotował dla nich Pan. – Podczas drogi wiele pytań wreszcie znajduje odpowiedzi, a łaska Boża zabliźnia rany serca – mówi ks. Krzysztof Pełech.

    – Ten krzyż widać z daleka, nie sposób przejść obok niego jakby nigdy nic. Po tylu dniach wędrówki ogląda się stertę kamieni pozostawionych w tym miejscu przez naszych poprzedników na szlaku. I z przemienionym sercem pozostawia się swoje własne kamienie – zaznacza.

    Sam trud drogi nie wystarcza jednak, by dokonało się coś więcej w człowieku. – Wielu spośród mijanych wędrowców to nie są pielgrzymi w sensie ścisłym, to zwyczajni turyści, piechurzy, rajdowcy – mówi Wiesław Baran, a Józef Chlipała dodaje: – Mnie jednak zaskakują młodzi idący samotnie. Są zadumani, pełni skupienia, często nawet po przyjściu do schroniska widać, że wolą być na uboczu, bo wciąż coś ważnego dzieje się w ich sercu, coś, co wygnało ich w tę drogę, a co powoli się odmienia i pokazuje inną twarz – mówi.

    Jarosław Dąbrowski opowiada o rytmie modlitwy. Rano wychodzimy razem i modlimy się wspólnie, ale później każdy ma swoje sprawy do przemyślenia i omodlenia, każdy ma swoją duchowość, więc trwamy w milczeniu. Na początku drogi wiele ze sobą rozmawialiśmy, teraz, po tych tygodniach, więcej jest ciszy. Znaleźliśmy bowiem inny poziom porozumienia i wspólnoty ze sobą . – W południe z Maryją mówimy nasze „fiat” na to wszystko, co już się wydarzyło tego dnia, i na to, co nas jeszcze czeka – dorzuca ks. Krzysztof. – Jeśli to tylko możliwe, odprawiamy Msze św. zazwyczaj sami, bo na szlaku jesteśmy jedynymi Polakami. Jednak nikt nie ma wątpliwości co do charakteru naszej drogi: nasza postawa, modlitwa przed posiłkiem czy różańce w dłoni świadczą o nas jako pątnikach – zaznacza.

    Dla bielawian droga to także okazja do poznania kultury i zwyczajów krain, które przemierzają. – Żadna wycieczka nie da szansy tak szczegółowo, bo z bliska, przyjrzeć się życiu codziennemu mieszkańców mijanych wsi i miast. Poznajemy też regionalną kuchnię, gdy jest okazja i są siły – zwiedzamy zabytki – to również ważny element naszej wyprawy – zaznacza proboszcz. Za tydzień w „Gościu” zdamy relację z kolejnego tygodnia, tego, który bezpośrednio przygotowuje pielgrzymów do wkroczenia w mury katedry św. Jakuba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół