• facebook
  • rss
  • Dziecięce rączki

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:00

    O inaczej płynącym czasie, dzieciach z sąsiedztwa i pamiątkach z Ghany opowiada Julianna Zapart ze Świdnicy.

    Ks. Roman Tomaszczuk: Skąd bierze się siłę do tego, żeby wyjechać do pracy w Afryce?

    Julianna Zapart: Dla mnie to były dwa czynniki: pomoc innym oraz chęć spełniania marzeń. Odkąd pamiętam, zawsze działałam jako wolontariuszka i na tej drodze staram sobie stawiać coraz wyższe cele i je zdobywać. Nie potrafię stać w miejscu i patrzeć bezczynnie na to, co się dzieje wokół. Była wśród moich marzeń również podróż do Afryki, więc akurat ten wolontariat był możliwością połączenia tego marzenia i idei wspierania innych, jaka mi przyświeca.

    Co zmieniła Twoja praca w życiu tubylców?

    Mogę tu głównie mówić o dzieciach, a te poznały kawałek świata, który wychodzi poza ich dom. Pracowałam w szkole, w sierocińcu i w okolicznych wioskach. Starałam się w pracy z dziećmi pokazywać im coś więcej, niż mają w szkole i w domu, z czym zwykle spotykały się pierwszy raz w swoim życiu. Dla nich czymś wielkim było malowanie kredkami i farbami, poznawanie mapy świata czy robienie kartek świątecznych. Dorośli natomiast byli dość wymagający w kwestii współpracy i niewielu z nich potrafiło docenić bezinteresowną pomoc, raczej oczekiwali korzyści materialnych od Europejczyków.

    Mentalność Europejczyka – z czym ma największy problem w Afryce?

    Określiłabym to jako przyzwyczajenie do komfortu i wygody oraz do życia na wysokich obrotach. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że żyję w „komfortowych warunkach” i jak nieświadomie się na to godzę, bo jest to po prostu wygodne dla mojej codzienności. Tam było inaczej i to powodowało, że każdy dzień był mniejszym lub większym wyzwaniem. Do tego ghanijska, a nawet chyba afrykańska mentalność, czyli nic w pośpiechu, na wszystko mamy czas, działała lekko destrukcyjnie na mnie. Wiedziałam, że mam tylko pół roku i nie mogę czekać na pewne rzeczy w nieskończoność.

    Jakie wspomnienia są Ci najbliższe, jakie wciąż wracają?

    Przede wszystkim wspomnienia związane z dziećmi, szczególnie tymi z sąsiedztwa. Ich radość i beztroska była inna niż dzieci europejskich. Oprócz tego często powraca wspomnienie z pobytu w ghanijskich wioskach. Tam życie płynie inaczej, ludzie żyją tym, co mają, co wyhodują. Miasto jest dla nich często nieosiągalne, co powoduje, że żyją w swojej społeczności, wspierając się nawzajem, dbając wspólnie o dostęp do wody czy jedzenia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół