• facebook
  • rss
  • Redaktor wydania

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 12/2014

    dodane 20.03.2014 00:00

    Kiedy słuchałem tego, o czym do nas, księży, mówił Lech Dokowicz (8 i 15 marca), chwaliłem Boga, że nasz biskup zgodził się na taką formę kapłańskiego wielkopostnego dnia skupienia.

    Oczywiście można było tradycyjnie zaprosić duchownego, żeby wołał o nawrócenie duchownych, jednak fakt, że tym wołającym był świecki, mąż i ojciec pięciorga dzieci, nadał Bożemu słowu szczególny wyraz. Nie da się bowiem zbyt łatwo zdystansować od formy przepowiadania, udawać, że to, jak się głosi, kto to robi i w jakich okolicznościach, jest bez znaczenia. Dlatego patrzyłem na swoich braci w kapłaństwie i byłem z nich dumny, że z pokorą i otwartością przyjmują niełatwe świadectwo miłości i wiary samego Lecha Dokowicza, ale i świadectwo, jakie dawaliśmy sobie nawzajem – kapłani wyruszający na głębiny Ducha albo – jak głosi tytuł głównego tekstu tego wydania – wchodzący w światło.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół