• facebook
  • rss
  • Zostawił wszystko i poszedł

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 15/2014

    dodane 10.04.2014 00:00

    Wielka historia dzieje się równolegle z historią małą – bardzo intymną i osobistą.

    Dzień śmierci Jana Pawła II uruchamia w katolikach lawinę wspomnień. Tych sprowokowanych przez kolejne wydarzenia z  2 kwietnia 2005 r., ale także i tych, których źródłem jest osobista historia.

    Tym razem bez rybaków

    Jest rok 2003. Krzysztof Iskra to nastolatek, który właśnie rozpoczął edukację w Liceum Ogólnokształcącym w Świebodzicach i ku swojemu zdziwieniu odkrył, że pojawiła się w nim myśl o kapłaństwie. Jednak nie wierzy, że to może być Boże natchnienie, bo przecież nawet nie jest ministrantem. Do kościoła chodzi, owszem, ale bez przesady.

    Bóg chyba jednak ma coś w tym wszystkim do powiedzenia, bo nie trzeba długo czekać, gdy jego kolega, Andrzej Franków, proponuje Krzyśkowi: chodź do nas, mamy nowego księdza, jest super. I jak kiedyś Andrzej rybak przyprowadził do Jezusa swego brata Piotra, tak teraz Andrzej staje się skutecznym narzędziem w podobnej misji, tylko z Krzyśkiem w roli głównej. Po Pasterce faktycznie w gronie młodych otaczających ks. Dariusza Danilewicza znajduje się także Krzysiek. W pewnym momencie ksiądz obwieszcza: – Będziesz przy ołtarzu. No i został.

    Gdy umiera papież

    Lata licealne szybko płyną. Krzysiek z Andrzejem udzielają się przy parafii pw. św. Franciszka z Asyżu. Zaangażowani, dyspozycyjni, pomysłowi – są wielką pomocą dla proboszcza. Gdy rozpoczyna się klasa maturalna, gdy wszyscy poważnie zastanawiają się, co dalej, Krzysiek twierdzi: – Historia. Idę na historię. Jednak w głębi serca wie, że już podjął decyzję o kapłaństwie, tylko na razie jest to „top secret” – ściśle tajne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół