• facebook
  • rss
  • Śmierć najbliżej teologii

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 19.04.2014 18:41

    Wielki Czwartek zrozumiały i przeżyty, Wielki Piątek - tym bardziej. Z Wielką Sobotą zawsze jest kłopot.

    "Cisza oczekiwania", "Głęboka cisza", "Czuwanie przy grobie", "Cicha nadzieja" – wciąż bardzo mnie zaskakują te nagłówki. Teologia Wielkiej Soboty jest oczywiście w tym duchu, ale praktyka całkowicie inna. 

    W przeciętnym domu: przedświąteczne zamieszanie, przygotowania, krzątanina, dopinanie wszystkiego - wcześniej się nie dało, bo codzienność zagoniona jak zawsze. 

    W pobożnej rodzinie: wszystko, co powyżej, ale dodatkowo: synowie zestresowani, bo próba asysty ministranckiej przed Wigilią Paschalną, córki zestresowane, bo próba scholi z tego samego powodu, mąż i ojciec zestresowany, bo trzeba przygotować procesję rezurekcyjną, żona i matka - jeśli nawet nie śpiewa w chórze, to i tak wszystkie sprawy dzieci i męża przeżywa, jakby sama musiała się tym zająć.

    Na plebanii: najpierw dopołudniowy maraton błogosławienia pokarmów, czasami dyżur w konfesjonale, próby, z kim się da, ćwiczenie Exultetu, szykowanie w zakrystii i oczywiście doglądanie wszystkiego na wszelki wypadek.

    I gdzie ta cisza? To cierpliwe oczekiwanie? - nie ma. Za rok nic się nie zmieni... może dopiero łoże własnej śmierci stanie się wielkosobotnim oczekiwaniem, nabrzmiałym spełnieniem obietnicy Żyjącego. 

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół