• facebook
  • rss
  • Dziękczynnie i prosiebnie

    ks. Roman Tomaszczuk


    |

    Gość Świdnicki 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    Zmieniają się czasy, jednak wierność zawsze procentuje.

    Jeleśnia koło Żywca to zupełnie inny świat. Inny od tego tutaj, dolnośląskiego – uśmiecha się Katarzyna Półtoranos, dzisiaj z Dzierżoniowa. – Ale moje korzenie są właśnie tam. I stamtąd czerpię inspirację, siłę i radość codzienności.


    Jeszcze tylko kilka miesięcy


    Wiosną 1978 r. kard. Karol Wojtyła postanowił spędzić dziesięć dni na swoich rekolekcjach w tej małej górskiej parafii. – Lubił te nasze beskidzkie „dziury” – komentuje Katarzyna. – Codziennie spotykał się także z wiernymi. Zapraszał różne grupy: a to dzieci, a to kobiety, a to matki, a to mężczyzn czy kółko różańcowe.

    Nasz proboszcz skorzystał z okazji i poprosił także o wybierzmowanie nastolatków. Ja i siostra bliźniaczka, choć o rok za młode, także poszłyśmy do bierzmowania… a już kilka miesięcy później okazało się, że udzielił nam tego sakramentu nowy papież – oczy się już szklą. W tle rozmowy o wspomnieniach z Jeleśni słychać dziennikarskie relacje z kanonizacji dwóch papieży.
– Zawsze o nim myślimy: nasz biskup, nasz kardynał i kiedy łapiemy się na tym, że on należy do całego Kościoła, a nawet do świata, wtedy z dumą i wielkodusznie dodajemy sobie w duchu: „ale podzielimy się nim ze wszystkimi”, bo on taki był i taki jest: dobry jak chleb, który leży na stole i po który może sięgnąć każdy, kto głodny – mówi Katarzyna.


    Parapet pod papieskimi stopami


    Euforia wyboru na stolicę Piotrową szybko została skorygowana przez panujący komunistyczny reżim. Nowy papież wiedział, że ma być głosem „milczącego Kościoła” narodów zdominowanych przez Sowietów. Dlatego od samego początku zapowiadał, że chce odwiedzić swoją ojczyznę. Partia musiała się zgodzić, ale ludzie nie wiedzieli, co z tego wyniknie. – Tak było zaraz na początku wizyty w 1979 r. jednak po tym, co milionowe tłumy usłyszały z ust papieża, zaczęło się coś zmieniać – mówi Katarzyna. – To było jasne w Krakowie, pewnie dlatego młodzi przyszli pod okno na Franciszkańskiej, żeby być blisko człowieka, który dawał im nadzieję na nową Polskę, na nowe życie. Odwiedziłam w tych dniach Kraków.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół