• facebook
  • rss
  • Daj szansę Bogu

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 14/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    Swoje życie „zainwestowali” na najlepszej lokacie. Zyskali wiele. Dziś mówią innym, jak to zrobić.

    Kiedy małżeństwo rodziców Łukasza rozpadło się, a ojciec wyjechał za granicę, jego życie stało się bezradną tułaczką. – Nie potrafiłem w nim dostrzec żadnego celu – opowiada Łukasz. – W momencie wielkiego buntu wszedłem do kościoła. Pamiętam, że była Msza św. dla dzieci pierwszokomunijnych. Powiedziałem: „Boże, jeżeli rzeczywiście jesteś żywy i prawdziwy, spraw, bym był w tym Kościele naprawdę. Jeżeli nie, to wychodzę na zawsze”. Niecały rok później trafiłem na spotkanie modlitewne grupy Odnowy w Duchu Świętym. Chociaż byłem ochrzczony, u Pierwszej Komunii i przyjąłem sakrament bierzmowania, dopiero wtedy przejrzałem na oczy. Zobaczyłem Boga jak osobę.

    Również Agnieszka zbliżyła się do Boga dzięki wspólnocie. Przeżywając kolejny moment życiowego załamania, pomyślała o zakończeniu życia. – Chcąc się pożegnać z Bogiem, weszłam do konfesjonału i zaczęłam się spowiadać – wspomina. – Powiedziałam księdzu, że jestem tu ostatni raz i nie chcę następnego dnia się obudzić. On mi wtedy odpowiedział: „Daj Bogu szansę”. Pomyślałam: o co mu chodzi? Ja żegnam się z życiem, a on „daj Bogu szansę”. Chyba mnie nie słuchał? Ale zaproponował, że wspólnie z kimś pomodli się nade mną. Ta spowiedź dała mi wiele do myślenia. Postanowiłam, że jednak się obudzę następnego dnia. Po kilku dniach poszłam na obiecaną modlitwę. Trwała kilka godzin. W jej trakcie przeszliśmy całe moje życie. To było niezwykle mocne doświadczenie. Zaczęłam odkrywać, że Bóg zawsze ze mną był, a to ja Go nie słuchałam. To był czas wielkiej pracy nad sobą. Bo poznanie Boga nie odbywa się bez wysiłku. Ono wymaga decyzji samego człowieka: „Tak, pójdę za Tobą”.

    Dobrze, że jesteś

    Łukasz zaczął żyć wiarą, bo zobaczył żywy Kościół. Spotkał ludzi, którzy nie bali się otwarcie mówić o Bogu. – Kiedy pierwszy raz wszedłem na spotkanie modlitewne, ktoś podszedł do mnie i powiedział: „Dobrze, że jesteś”. W pierwszym odruchu trochę się zdenerwowałem. Dlaczego on to mówi? Moja mama nigdy tak do mnie nie mówiła, mój tata nie zdążył mi tego powiedzieć, bo wyjechał, a mówi to obcy człowiek, widząc mnie pierwszy raz w życiu? To mnie zainteresowało. Od pierwszego „dobrze, że jesteś” minęło 16 lat. Łukasz zaczął wzrastać, czując działanie Boga. – To, że dzisiaj jestem mężem, ojcem, nauczycielem, jest niesamowitą Bożą pracą w moim życiu – tłumaczy. – Dawniej miałem tak wielkie kompleksy i niskie poczucie własnej wartości, że nigdy nie zdobyłbym się na to, co robię dziś. Boże umacnianie i moje stawanie na nogi trwało kilka lat. Dziś mogę mówić w szkole przed dużą grupą ludzi, grać na wielkich spotkaniach modlitewnych i prowadzić je. Bóg zabrał moje lęki, obawy, kompleksy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół