• facebook
  • rss
  • Drabina, nie tylko do nieba

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 25/2014

    dodane 19.06.2014 00:00

    Duszpasterstwo młodych. Ulica to także szkoła prawdziwych mężczyzn.

    Szymon (18 lat), Patryk (16 l.), Michał (18 l.), Paweł (17 l.), Dominik (18 l.), Michał (16 l.), Bartek (20 l.), Michał (16 l), Jakub (16 l.) – to główny trzon grupy nastolatków ćwiczących „street workout”.

    Michał nam powiedział

    Wikipedia: „Street workout (pol. uliczny trening) – aktywność fizyczna polegająca na wykorzystywaniu elementów zabudowy miejskiej do wykonywania ćwiczeń opartych głównie o kalistenikę. Mimo że taki typ treningu jest w powszechnym użyciu od długiego czasu, określenie »street workout« powstało dopiero około 2009 roku. Ma on szerokie zastosowanie jako trening siłowy w takich sportach jak atletyka czy parkour”. – Jak zwykle definicja niepełna – zastrzegają chłopaki z Kłodzka. – Brakuje najważniejszego: zastosowania do kondycji duchowej. Dla młodych z kłodzkiego blokowiska sport, na który nie trzeba wydawać pieniędzy, który można uprawiać o każdej porze dnia i niezależnie od klubów, siłowni i stadionów, to sprawa idealna. – Zaczęło się od pewnego znajomego, który powiedział o tym treningu jednemu z naszych Michałów – mówi Dominik. – Ten przyszedł do „Tratwy” i podzielił się informacją. Na efekty nie trzeba było długo czekać – mówi i opowiada, że katalizatorem dla grupy były rekolekcje wakacyjne. Sławne Posejnale, czyli wyprawa na koniec świata (Polski), by otworzyć się na siebie nawzajem i na łaskę przebaczenia. Organizatorami wyjazdu byli duszpasterze KKK (Kapłani Kotliny Kłodzkiej), a wśród nich ks. Arkadiusz Raczyński.

    Księdza nam zmieniają

    „Tratwa” – to nazwa młodzieżowego duszpasterstwa w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Kłodzku. To miejsce spotkań i inspiracji dla nastolatków, którzy nie zamierzają marnować życia. – Byłem wierzący, wychowany w bardzo tradycyjnych wartościach, ale stając się dorosłym, odrzuciłem wiarę, bo wydawała mi się zbytecznym balastem – przyznaje Michał Miszkiewicz. – Wtedy spotkałem ks. Arka i on zmienił moje myślenie. Poznałem księdza, który jest blisko Boga i potrafi nas młodych do Niego przekonać. – Choć niby buntujemy się przeciwko autorytetom, my, młodzi, to jednak imponują nam ludzie z mocnym charakterem, wyraziści, tacy jak nasz ksiądz – dopowiada Dominik Braszka. A inny Michał, Pawłowski, dorzuca: – W tym roku nasz ksiądz odchodzi, był z nami pięć lat, ale liczymy na to, że przyjdzie inny, który będzie umiał pociągnąć nas dalej. Przyzwyczailiśmy się już, że możemy w naszym życiu liczyć na księdza… To bardzo bezpieczny punkt odniesienia. Faktycznie „Tratwa”, jeżeli okaże się zbyt prowizoryczna, może się rozpaść. Jeśli wytrzyma próbę, jaką jest zmiana duszpasterza, będzie nadal służyła młodym do żeglowania po oceanie życia. Jednak następca ks. Arka łatwo mieć nie będzie, m.in. przez street workout.

    „Tratwa” nam się rozrasta

    Dla chłopaków trening na ulicy to okazja nie tylko, żeby rozwijać się fizycznie, ale także do spotkań i pogłębiania więzi. I choć duchowo ich korzenie sięgają „Tratwy”, to jednak na ulicy gadają także o wszystkim innym, co ludzkie: bicepsy, dziewczyny, szkoła i dom, historia życia. – Rozumiemy się doskonale, bo mamy wspólny fundament – zapewnia Michał Pawłowski. – Ja z natury jestem dobrym człowiekiem, tzn. lubię być dobry – uśmiecha się. – Gdyby nie „Tratwa”, żyłbym w świecie rówieśników, którzy grzech traktują jako normę. Byłbym wtedy gorszym człowiekiem i wtedy także te zwyczajne sprawy nastolatków przeżywałbym i oceniałbym w zupełnie innych kategoriach. O wiele gorzej – wyrokuje. O sile grupy może świadczyć i to, że nie tylko ci z „Tratwy” przychodzą na ulicę ćwiczyć, ale i ci z ulicy poznają „Tratwę”. – To dla nas radość i satysfakcja, że jesteśmy sobą zarówno w kościele, jak i poza nim – komentuje Dominik. – Jestem z chłopakami, jak tylko pozwala na to czas. Zaczęło się wszystko od biegania, potem był street workout. Ksiądz, który jest z nimi także poza kościołem czy salką, jest kimś naturalnie wpisanym w codzienność, a nie tylko ekstradodatkiem, gdy pojawiają się na terenie przykościelnym. Poza tym wspólny trening to również zacieśnianie więzów, to budowanie szerszej platformy porozumienia, to akceptacja i wzajemne zaufanie. To się naprawdę sprawdza – zapewnia.

    Ulica rozwija

    Dominik Braszka, 18 lat

    – Treningi to dla mnie czas wyciszenia, odstresowania się. Zyskuję sprawność fizyczną, ale to także ciekawe zajęcie – tak po prostu. Uprawianie każdego sportu kształtuje charakter, co mi, młodemu, na pewno służy. Nasz sport jest wciąż niszowy, czyli oryginalny – to też jest nie bez znaczenia.

    Michał Miszkiewicz, 18 lat

    – Cenię sobie bardzo, że poświęcając się treningom, musiałem uporządkować swój czas. Wygospodarowanie każdego dnia dwóch godzin na ćwiczenia to nie lada wyczyn. Poza tym trzeba chodzić wcześnie spać, żeby była kondycja, i wypełnić obowiązki szkolne i domowe.

    Michał Pawłowski, 16 lat

    – To jest frajda, dobre samopoczucie, odskocznia od szarości dnia, świetne towarzystwo. Lubię akrobacje na drążkach (drabinkach z placu zabaw dla dzieci) – dają poczucie panowania nad ciałem i dobrze wyglądają. Ważne jest  dla mnie to, że należę do paczki dobrych kumpli, chłopaków na poziomie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół