• facebook
  • rss
  • Kapłan z pokolenia mocarzy

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    To jeden z tych duchownych, którzy doskonale znajdowali się w minionej epoce, ale trudno im było znaleźć swoje miejsce w czasach dewaluacji autorytetów, antyklerykalizmu i wojowniczego ateizmu.

    Pamiętam go w sutannie z filetowymi obszyciami i guzikami, z filetowym pektorałem, z obowiązkowym prałackim pasem i biretem z ogromnym fioletowym pomponem – Tomasz Ligięza wspomina ks. Sylwestra Irlę, długoletniego proboszcza parafii pw. św. Jerzego w Dzierżoniowie. – Często pojawiał się na dziedzińcu kościoła, przed zakrystią, żeby rozmawiać ze swymi parafianami – dodaje. Mieszkańcy kojarzą ks. Irlę jako człowieka, który wiele mógł. Szczególnie w czasach komunizmu. Był serdeczny i uśmiechnięty, co pomagało mu w otwieraniu drzwi do gabinetów reżimowych aparatczyków, które wtedy były niejako z definicji zamknięte przed duchownymi i sprawami, jakie reprezentowali. Dlatego w tych trudnych czasach udało mu się odzyskać spalony poprotestancki kościół w centrum miasta (przez całe lata magazyn i sklep meblowy, a teraz świątynia parafialna pw. Maryi Matki Kościoła). Zdobył też pozwolenie na budowę kaplicy i punktu katechetycznego, które stały się początkiem parafii pw. MB Królowej Różańca św.

    Pozwolić na to, co trzeba

    Świetnie odnajdywał się więc w wielkich dziełach. Uwielbiał być przywódcą. Uroczystości peregrynacji obrazu Matki Bożej czy relikwii św. Wojciecha, liczne Msze św. polowe, a wcześniej zaangażowanie w „Solidarność” – to były wyzwania na miarę osobowości tego księdza. – Ale nie zaniedbywał duszpasterstwa – zaznaczali biskupi, którzy wzięli udział w pogrzebie ks. Sylwestra Irli: Marek Mendyk i Stefan Regmunt, swego czasu wikariusze w Dzierżoniowie. – Nie jest przypadkiem, że Ruch Światło–Życie, szczególnie jego rodzinna gałąź, jest po dziś dzień tak mocny w Dzierżoniowie. Był to bowiem proboszcz, który nawet jeśli zachowywał pewien dystans do „nowinek”, to jednak ufał Kościołowi. W tym także przejawiała się jego wielkość – wspominali biskupi czasy swej pracy parafialnej. „Kiedy przed 30 laty spotkaliśmy się na czuwaniu przed Zesłaniem Ducha Świętego w wieży kościoła pw. św. Jerzego i robiliśmy całe to „zamieszanie” z modlitwą, ewangelizacją, grupami, diakoniami – ksiądz prałat Irla wydawał się konserwatywny i zachowawczy, ale jednocześnie życzliwy i otwarty” – wspomina na łamach parafialnego pisma „Wierzymy w Jerzym” Mirek, jeden z uczestników tamtych wydarzeń. A Bożena dodaje: „Dziękuję za jego wyrozumiałość, za odwagę, za dopuszczenie nas, młodych, tak blisko ołtarza. Bo on widział dalej i dużo więcej. Jest jedną z osób, dzięki którym mogłam jako młoda dziewczyna pokochać Kościół, liturgię, służbę dla drugiego człowieka”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół