• facebook
  • rss
  • Tydzień w lesie

    Joanna Szybiak

    |

    Gość Świdnicki 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    W życiu tych chłopców jest coś więcej niż cyber-satysfakcja – jest realna radość.

    Wakacje nie muszą być nudne i monotonne, spędzane dniami i nocami przed komputerem. Potrzeba tylko nieco chęci i wyobraźni, aby przeżyć prawdziwą przygodę i móc o niej opowiadać w domu i w szkole.

    Wilczki w lesie

    Na początku wakacji, na terenie Łącznej, małej miejscowości znajdującej się nieopodal Kłodzka, swój obóz rozbiła Pierwsza Gromada Polanicka Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza”. Zgraja małych wilczków opanowała ten teren. Nie wyli jednak do księżyca, jak może wskazywać nazwa, a posłuszni swemu Akeli wypełniali powierzone im obowiązki. – Nasza gromada istnieje od dwóch lat, a to jest nasz drugi obóz – mówi Akela (czyli wódz) Rafał, który wcześniej prowadził swój zastęp, a następnie przez rok odbywał formację tzw. młodej drogi. Teraz przewodzi gromadzie. – Nie jest to łatwe zadanie, chłopcy chodzą do podstawówki, więc opieka nad nimi powinna być zdwojona – zaznacza. – Akela musi więc mieć oczy dookoła głowy. Na szczęście nie jestem sam, bo na obozie pomaga mi Łukasz, który jest moim przybocznym i przyszłym Akelą, a także dwóch rodziców, strażak i pielęgniarz: Bartek i Maciek – wylicza.

    Każdy dzień ma swój plan

    To już drugi obóz młodych skautów. Dwunastu niesfornych chłopaków w ciągu siedmiu dni miało okazję poznać, jak wygląda życie w lesie, z dala od ludzi. Z dala od cywilizacji, ale ściśle według planu: bez wylegiwania się do późnego popołudnia, bez komputera, bez odwiedzin w galerii handlowej. – Co rano Akela budził nas piosenką, denerwowała nas, więc wszyscy wstawali, a tych, co nie chcieli wstawać, wyciągaliśmy z łóżka – opowiada z wypiekami na twarzy Dominik, młody wilczek, który na obozie składał „obietnice wilczka”. Za to każdego dnia wilczek musiał wypełnić wyznaczony dyżur, wziąć udział w zbiórkach i szkoleniach oraz leśnych zabawach. – Musieliśmy myć naczynia i robić obiad. Co drugi dzień każda szóstka miała jakąś funkcję. Kiedy jedna szóstka myła naczynia, to druga gotowała i tak się zamienialiśmy obowiązkami – relacjonuje Michał jeden z szóstkowych. Chłopcy dzięki służbie dowiedzieli się m.in., że wodę należy oszczędzać, a naczynia można umyć, nie zużywając jej za wiele. Natomiast czas umilali sobie m.in. szukaniem skarbu w lesie strzeżonego przez wilka, grą terenową czy zjazdami na własnoręcznie zrobionej ślizgawce.

    Obóz czy baza?

    Obóz podzielony był na dwie części. Na łące znajdowały się namioty, a w nich własnoręcznie zrobione z drewna i sznurka prycze. Chłopcy układali na nich swoje karimaty jako materace, natomiast ich pościelą były śpiwory. – Wilczki nie budowały obozu, ale mogliśmy pomagać wyplatać prycze, ja zrobiłem ich najwięcej – wspomina Dominik z nieukrywaną dumą. W tej części obozu zbudowane były również prysznice, w których woda płynęła z baniaków.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół