• facebook
  • rss
  • W drodze do siebie

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 33/2014

    dodane 14.08.2014 00:00

    Kate, Kuba, Master, Michael, Frida czy Bigi – połączyła ich droga. Zostali przyjaciółmi ze szlaku do św. Jakuba.

    Łucja skończyła już osiem lat, Zosia pięć a Marysia półtora. – To jest ten moment – pomyślał Tomek i poprosił żonę o chwilę rozmowy.

    Teraz albo nigdy

    Kasia wiedziała o marzeniach męża, ale nie podzielała jego entuzjazmu dla pomysłu wyprawy do Santiago de Compostela. Tomek jednak miał pewność: teraz albo nigdy… – Do czterdziestki chciałbym jeszcze to zrobić – podsumował i żona zdała sobie sprawę, że jej opór nie ma sensu. Więc poszła razem z nim. Poznali się w pracy. Pobrali się i dali życie swoim dzieciom. Są szczęśliwym małżeństwem. Niedługo wprowadzą się do swego nowego domu na wsi. Niby wszystko na swoim miejscu, poukładane, stabilne. A jednak czegoś brakowało, dlatego zdecydowali się odszukać to na Camino.

    – Faktycznie miałem iść sam, ale potem zdecydowaliśmy się na wspólną wyprawę – dodaje Tomek. – I cieszę się, że przeżyłem to razem z Kasią. Mamy w naszym życiu kolejne wydarzenie, które łączy nas nie tylko po ludzku, ale i duchowo. Bo Camino jest dziełem Bożym w człowieku. Tam dokonuje się przemiana, która pozwala z nową jakością patrzeć na siebie i innych. To była 17-dniowa randka… polecam każdemu małżeństwu – mówi.

    Ludzie, pełno ludzi

    Średniowieczny szlak do grobu św. Jakuba przeżywa renesans. W całej Europie odnawiane są stare szlaki prowadzące do Santiago de Compostela, jednego z pięciu świętych miast katolicyzmu, pozostałe to: Jerozolima, Rzym, Caravaca de la Cruz i Santo Toribio de Liébana. – Często słyszałem, że do św. Jakuba idą ludzie nie tyle pielgrzymkowo, co rajdowo. I tak pewnie jest, ale my mieliśmy to szczęście, że na szlaku spotkaliśmy ludzi wiary. Nie zawsze jasno określonej czy uświadomionej, ale jednak poszukających duchowego wymiaru życia – zapewnia Tomek Miłkowski i razem z żoną wspominają: – Kate, dzięki niej jeszcze głębiej weszliśmy w historyczny i duchowy wymiar tej drogi; Kuba, Polak niezwykle otwarty i serdeczny, pełen radości; Master, Niemiec, prawie osiemdziesięciolatek, jego krzepa bardzo nas motywowała, bo na szlaku nie jest łatwo; Michel, spotkaliśmy się na szlaku pierwszego dnia, miał spore problemy ze zdrowiem, martwiliśmy się o niego, ale doszedł do celu; Frida, także Niemka, zakochana w Polakach, kończyła slawistykę, świetnie zna historię Polski i ceni sobie Słowian; Bigi, bardzo zależało jej na naszym towarzystwie, ciepła i otwarta – wyliczają. O nich wszystkich każdego dnia opowiadali swoim dzieciom, na swoim profilu na portalu społecznościowym. – Wrzucaliśmy zdjęcia, komentowaliśmy, a córeczki oraz znajomi pielgrzymowali razem z nami – mówi Kasia.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół