• facebook
  • rss
  • Twarzą w twarz

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Zrobiły to z rozmysłem, nie miały wątpliwości, że przeżyją przygodę, wystarczyły odwaga i zaufanie.

    Kamila Machniowska (lat 28, krosnowiczanka) i Joanna Ciołek (lat 29, strzegomianka) już w wakacje rok temu przekonały się, że podróżowanie autostopem daje więcej niż autobusem, samolotem czy swoim samochodem. – Wielu znajomych ostrzegało: Dajcie spokój, to nie jest bezpieczne. Fora internetowe straszyły mrocznymi wizjami barbarzyńskich Włochów czyhających na piękne Słowianki, a przewodniki radziły daleko idącą ostrożność w podróżowaniu stopem – mówi Joanna, pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej. – My jednak wiedziałyśmy swoje, bo nie brakuje nam odwagi i ufności w Boże prowadzenie – dodaje Kamila, przewodniczka sudecka. Decydowały więc: samolotem do Mediolanu (bo tanio było), a stamtąd w drogę, żeby dotrzeć do najważniejszych dla nich sanktuariów.

    – System się sprawdził – zapewniają. – Codziennie w okolicach wieczornych docierałyśmy do miejscowości, którą wybrałyśmy – mówią, ale Kamila opowiada o wyjątku. To była środa o 6.00 na parkingu pod Ferrarą. W planie był Asyż.– Na pielgrzymkę zabrałam ze sobą książkę „Myśli najprostsze – Jan XXIII”. Codziennie rano losowałyśmy sobie jakiś cytat, który nam towarzyszył przez cały dzień – mówi. – Losujemy więc, a tam: „Pośród innych kwiatów róża wiedzie prym. Jej kolor jest oznaką miłości, zapach przypomina słodycz, zaangażowanie się w dostosowaniu do Chrystusa, który, dopóki jesteśmy na ziemi, jest duchem cierpienia”. I już wiedziałyśmy: dzisiaj też do św. Rity (400 km), bo róża jest jej atrybutem. Na Anioł Pański byłyśmy więc u św. Franciszka w Asyżu, a na Apel Jasnogórski u patronki spraw trudnych i beznadziejnych.

    Przyjaciółki podczas jedenastodniowej wyprawy (do Polski wróciły stopem) odwiedziły: Bergamo (bo Kamila ma nabożeństwo do Angelo Giuseppe Roncallego, św. Jana XXIII) i Sotto il Monte, bo tu się przyszły papież urodził; wspomniany Asyż i Cascię, skąd ruszyły do Manoppello z jego Sanktuarium Cudownego Oblicza – Ten niewielki, skromny kościół zrobił na mnie ogromne wrażenie. Intymność tego miejsca, bliskość Pana, brak tłumów i pośpiechu przemówiły do mnie z mocą – zdradza Kamila. – Za to na mnie niezwykłe wrażenie zrobiło Lanciano z cudem eucharystycznym. Zdumiewa mnie hojność Pana i to, że nie boi się On szkiełka i oka, bo przecież zarówno cudowna Hostia, jak i grudki Krwi Pańskiej zostały zbadane przez naukowców – wtrąca Joanna. Co jeszcze? Oczywiście San Giovanni Rotondo. – Tego miejsca z powodu obecnej tam komercji nie miałyśmy w planie podstawowym, ale Włosi tak chętnie i szybko nas zabierali, że stwierdziłyśmy, że do o. Pio też możemy pojechać. I pojechałyśmy prosto z plaży, na której spałyśmy, pod samo sanktuarium – śmieje się Kamila.

    Za to w drodze powrotnej do kraju stopowiczki nawiedziły Sanktuarium Świętego Domku w Loreto. – Niesamowite przeżycie odmówić Anioł Pański w domu Zwiastowania – mówią. Podczas drogi raz nocowały na naczepie TIR-a, ale także na trawniku obok kościoła, na tarasie restauracji, na plaży nad Adriatykiem oraz na kempingu. – Na kolejny samochód najdłużej czekałyśmy zaledwie godzinę i kwadrans, często dzięki CB kierowcy przekazywali sobie informację o nas i w umówionych miejscach przesiadałyśmy się z jednego samochodu do drugiego. Spotkałyśmy tylu życzliwych ludzi – mówią. – Nierzadko ktoś nadkładał drogi (raz nawet 115 km), by dowieźć nas do celu. Poznałyśmy pilota włoskich sił powietrznych, który opowiadał nam o podróżach helikopterem z Janem Pawłem II na pokładzie. Innym razem Marokańczyk przeorganizował swój samochód, byle zmieścić nas i nasze bagaże, tak bardzo chciał nam pomóc. Nie znamy włoskiego, ale angielski oraz język gestów wystarczały, żeby się porozumieć – mówią. – Nie należy się bać tego rodzaju podróżowania – zapewniają pątniczki. – Studenci wybierają autostop, bo jest tani, my wybrałyśmy go z innego powodu: żeby być bliżej ludzi, bliżej codzienności i móc przyjrzeć się temu, czego nie dostrzega się z okien autobusu, a tym bardziej samolotu. I jeszcze najważniejsze: zaufałyśmy Panu. Nie zawiódł nas, więcej – dał się nam poznać w spotkanych ludziach i w świętych miejscach, do których nas zaprowadził – podsumowują.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół