• facebook
  • rss
  • Jeśli nie oni, to kto?

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 41/2014

    dodane 09.10.2014 00:00

    Na tydzień przed kongresem nie było pewne, czy będzie jego piąta edycja. W dniu zakończenia kongresu nikt już nie miał wątpliwości: Do zobaczenia za rok!

    Wydarzenie bez precedensu na skalę kraju przygotowywane jest po godzinach, w ramach „wolnego” czasu, którego nikt z zaangażowanych po prostu nie ma.

    Bierność gorsza od przegranej

    Zaczęło się od tego, że kilka lat temu w diecezji nie było niczego specjalnego dla małżeństw. Dla rodzin owszem, czemu nie, ale nie dla małżeństw. – A tu Urzędy Stanu Cywilnego donoszą o lawinowym wzroście rozwodów, ideologie lewicowe relatywizują sens i cel małżeństwa w ogóle, poradnie i gabinety psychologów pełne są małżonków, których związek jest w kryzysie – wspomina Joanna Kaptur, prezes Fundacji Małżeństwo Rodzina, organizatora Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw w Świdnicy. – Postanowiliśmy więc zabrać głos. A kiedy się okazało, że władze miasta są bardzo przychylne pomysłowi, ruszyliśmy z przygotowaniami – wspomina Joanna Kaptur. Razem z mężem Sławomirem prowadzą dwa sklepy. Pierwszy kongres został przygotowany bez wiedzy o tym, jak wiele pracy będzie wymagało trzydniowe goszczenie w Świdnicy 170 par małżeńskich. – Kosztowało nas to wiele nerwów, napięcia i niepewności, co z tego wszystkiego wyjdzie, czy nasza praca nie pójdzie na marne – dodaje Katarzyna Urbaniak, polonistka i wychowawczyni w katolickim gimnazjum w Świdnicy. – Opierając się na diecezjalnym duszpasterstwie rodzin i mając biskupie błogosławieństwo, przekonaliśmy najpierw siebie, a potem innych, że nasz pomysł to strzał w dziesiątkę. Nie było trudno!

    Noce i dnie zamiast „wolnego”

    Każda kolejna edycja kongresu to z jednej strony pewność i łatwość podejmowania decyzji w sprawie szczegółów i kolejnych punktów programu, z drugiej poszukiwanie czegoś nowego. – W tym roku zaprosiliśmy kongresowiczów do naszych zaprzyjaźnionych kawiarni – mówi Renata Mickiewicz, katechetka. – Mogli w nich liczyć na upusty przy płaceniu rachunków i wiem, że pomysł bardzo się spodobał uczestnikom i właścicielom lokali – dodaje. – Poza tym zamiast kilku ulotek z informacjami i modlitwami, Joanna Kowalska przygotowała książeczkę „Punkt po punkcie”. Powstała ona w jedną noc i pół dnia – nie można było inaczej – zapewnia. – Agenda książkowa to w tej chwili około 30 tytułów książek naszych prelegentów oraz okolicznościowe kartki czy obrazki – mówi Renata Borek, także świdnicka katechetka. – Kongresowicze cieszą się, że na miejscu mogą kupić interesujące i wartościowe pozycje dotyczące tematyki życia małżeńskiego i rodzinnego. Wymaga to od nas sporego nakładu pracy, ale czego się nie robi dla dobra sprawy – mówi z uśmiechem. – Nie jest łatwo zaprosić do pomocy młodych, bo wszyscy mają coś do zrobienia albo zwyczajnie nie chcą tracić czasu na kompletowanie materiałów kongresowych, prowadzenie szatni czy sprzątanie po posiłkach – mówi Anetta Radecka, lekarz, odpowiedzialna za zorganizowanie młodzieży pomagającej w trakcie kongresu.

    Nocleg u wiceprezydenta

    Miasto bardzo przychylnie patrzy na inicjatywę kongresu małżeństw i wspiera jego organizację finansowo i logistycznie. Tak było od samego początku. – Jestem przekonany, że to zasługa poziomu naszego spotkania. Znakomici mówcy, bardzo ciepła atmosfera, świetne recenzje od uczestników, a w końcu i sama tematyka przekonują do nas władze miasta. Zresztą fakt, że np. wieceprezydent Ireneusz Pałac z małżonką nie tylko uczestniczą w kongresie, ale w swoim domu przyjmują na nocleg naszych gości, świadczy sam za siebie – mówi Sławomir Kaptur. – Niemniej co roku szukamy ludzi, którzy mogą nas wesprzeć finansowo. To zajmuje nam dużo czasu, bo takich rzeczy nie załatwia się listownie, ale osobiście. Bardzo szanuję tych, którzy dzielą się z nami swoimi pieniędzmi, bo dzięki nim nasi goście partycypują tylko w części wydatków, co przyjazd do Świdnicy czyni jeszcze bardziej atrakcyjnym. Cieszymy się także, że w tym roku kongres mógł wesprzeć nasze lokalne inicjatywy. Przekazaliśmy bowiem kongresowiczom książki „Rozpalić serce”, które są cegiełką na rzecz duszpasterstwa młodzieży, a różańce, które znalazły się w kongresowych torbach, zostały wykonane przez kłodzkie klaryski i siostry otrzymały za nie ofiarę – dodaje. Organizatorzy korzystają także z atrakcyjnych upustów m.in. u lokalnych drukarzy. – Panowie Ligięza, Kokociński czy Iwan to nasi wypróbowani przyjaciele – wymienia Sławomir Kaptur.

    Kapucyn od seksu i Geppert

    Mimo przychylności środowiska organizacja spotkania i tak pochłania mnóstwo sił oraz czasu. Dlatego gdy w tygodniu poprzedzającym otwarcie kongresu następuje kumulacja zadań do wykonania, obciążenie psychiczne i zmęczenie fizyczne sięgają zenitu. A przecież nikt z odpowiedzialnych za kongres nie bierze urlopu, a tym bardziej nie jest oddelegowany tylko do tego dzieła. Życie toczy się swoim zwykłym, zapracowanym rytmem, a „przy okazji” dopina się ogólnopolskie wydarzenie. – W tym roku dodatkowo stresujące były informację o absencjach – dorzuca Katarzyna Urbaniak. – Najpierw pani Teresa Kramarek (laureatka nagrody kongresu: Amicus Matrimoniorum, razem z bp. Stanisławem Stefankiem oraz Jadwigą i Jackiem Pulikowskimi) dała znać, że ze względu na poważne problemy ze zdrowiem nie przyjedzie do nas, potem na dwa dni przed otwarciem, gdy wszystko było już wydrukowane i ogłoszone, zatelefonowali państwo Kołodziejowie, nasi prelegenci, że z powodów zdrowotnych nie przyjadą i nie mają pomysłu, kto mógłby ich zastąpić – wspomina. Po tych wszystkich stresach, przeżywanych po raz czwarty, wydawać by się mogło, że kolejnego razu nie będzie. – Ale to tak nie działa. Wszystko staje się bez znaczenia, gdy widzimy czułość okazywaną sobie przez małżonków, słyszymy słowa uznania i pochwały, docierają do nas sygnały pierwszych owoców prelekcji, świadectw czy rozmów – zapewniają Kapturowie, a potem zdradzają, że piąty kongres małżeństw odbędzie się w terminie  2–5 października 2015 r., jego hasło brzmi „Sakrament i seks”, otworzy go wykład o. Ksawerego Knotza i koncert Edyty Geppert. – A w kongresowy sobotni wieczór wyprawimy bal! – cieszy się Joanna Kaptur. Więcej na: swidnica.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół