• facebook
  • rss
  • By do końca żyli godnie

    Magdalena Sakowska

    |

    Gość Świdnicki 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    Gdy powstawali, musieli przełamać opór środowiska. Dzisiaj są akceptowani i doceniani za to, co robią.

    Wałbrzyskie Hospicjum im. Jana Pawła II świętuje jubileusz 20-lecia. Przez ten czas udzieliło pomocy kilkunastu tysiącom osób, chorym i ich rodzinom.

    Coraz głębiej i bliżej

    – Zaczynaliśmy od małego pomieszczenia w szpitalu. W pierwszym roku mieliśmy 155 pacjentów, jeździliśmy do nich autobusami, działaliśmy tylko w Wałbrzychu. A dziś obejmujemy opieką pacjentów z kilku powiatów, od Nowej Rudy po Kamienną Górę i Świdnicę – wspomina pielęgniarka Marzena Hajkowska. Pani Marzena szybko przekonała się, że pielęgniarka chodząca do pacjenta musi być wszystkim po trochu – dietetykiem, psychologiem, a nawet prawnikiem, bo pacjent prosi ją o pomoc w wielu sprawach. A każdy chory to inna osobowość, więc zawsze są obawy, jak tym razem ułoży się współpraca i czy pojawi się wzajemne zaufanie. – A chorzy są umierający. Tylko tacy są nasi pacjenci. To dla nas duży stres. Myślimy o tym też poza pracą – mówi pani Marzena. – Wchodzimy do domu pacjenta od razu bardzo głęboko, trafiamy na chorobę i konflikty. To się dzieje bardzo szybko i… trwa bardzo krótko – dodaje inna pielęgniarka, Agnieszka El.

    To „nasze” hospicjum

    Są też i dobre momenty, obcy ludzie pozdrawiający z uśmiechem na ulicy. Hospicjum zmieniło otaczające je osiedle, Piaskową Górę. Mieszkańcy okolicznych bloków na początku protestowali, nie chcieli tej „umieralni”, a teraz, po latach, kiedy już co druga rodzina miała tam pacjenta, hospicjum stało się „nasze”. Wsparcie otrzymują nie tylko pacjenci, ale także osierocone rodziny – jest psycholog, pracownicy przywożą żywność i ubrania dla biednych, zabierają dzieci na kuligi czy kolonie, organizują pomoc w nauce. Ale są jeszcze inni pomocnicy. – Uczniowie różnych szkół zbierają środki higieny, a uczniowie szkoły muzycznej organizują koncerty w hospicjum. Trudna młodzież z Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii przychodzi regularnie sprzątać podwórko. Z początku byli strasznie nabuzowani, przeklinali, ale zobaczyli, jak tu jest, i teraz są całkiem inni – mówi Henryka Kowalczyk, prezes wałbrzyskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. – Przychodzą ludzie z ulicy i chcą zostać wolontariuszami. Wolontariuszy biorących udział w akcjach mamy 150, ale do chorych przychodzą nieliczni. Szybko się wypalają, bo dłużej niż dwa lata chyba nikt nie jest w stanie być wolontariuszem przy chorym. Szukają sensu życia, są bezrobotni, a jest też wielu takich, którzy po kilku latach od śmierci bliskiej osoby mają potrzebę, żeby przyjść i posiedzieć z chorym – dodaje pielęgniarka Katarzyna Woźnicka.

    Chcemy więcej!

    Sygnałem społecznej akceptacji było to, że w pierwszej edycji budżetu obywatelskiego większość wałbrzyszan uczestniczących w głosowaniu opowiedziała się za rozbudową hospicjum. Roboty mogą ruszyć jeszcze w tym roku. Przybędzie pięć łóżek, co jest bardzo ważne, bo w hospicjum nie ma wolnych miejsc i na ogół jest kolejka oczekujących. Będą też nowe gabinety, zaplecze dla wolontariuszy, pokój pożegnań. To wszystko niestety będzie coraz bardziej potrzebne. – Zachorowalność na raka zwiększa się w sposób drastyczny, coraz więcej osób leczonych jest już tylko objawowo i od onkologa dostają skierowanie do hospicjum, a przyczyną tego jest wydłużający się okres oczekiwania na wizytę u lekarza. 10 lat temu trafiali do nas przede wszystkim pacjenci w wieku 60–70 lat, teraz coraz więcej jest 40-latków. Winne jest życie w stresie, w permanentnej biedzie. Na początku mieliśmy 30 osób w hospicjum domowym, dziś 1600 rocznie. NFZ powinien zwiększyć dofinansowanie stacjonarnych hospicjów, bo potrzeby wciąż rosną – mówi Marek Karolczak, pielęgniarz, założyciel wałbrzyskiego hospicjum.

    Bez różowych okularów

    Aparat USG jest już stary, wciąż potrzebne są łóżka, materace przeciw odleżynom, pompy infuzyjne. Podczas festynu charytatywnego we wrześniu zebrano 4000 zł na skaner naczyń krwionośnych. Został już zakupiony. Rośnie liczba osób, które odpisują 1 proc. z podatku na rzecz Hospicjum im. Jana Pawła II. W tym roku było ich prawie 3000. No i są wolontariusze. – Już piąty rok pracuję tu jako rehabilitantka. Myję, karmię pacjentów, jestem obecna przy ich śmierci, wspieram rodzinę. Najtrudniejsza jest bezradność wobec odchodzenia ludzi na zawsze. Gdy rozpoczęłam wolontariat, zrozumiałam, że pędzenie za materialnymi rozrywkami nie daje poczucia spokoju. Kiedy runął dla mnie świat, przewartościowałam sprawy w swoim życiu. Najważniejsze są rodzina i pomoc cierpiącym. Po wyjściu stąd czuję zadowolenie, bo coś oddałam drugiemu człowiekowi, a dobro szybko powraca. Poznałam tu wspaniałych ludzi. Zdarza się, że płaczę, ale nie przy pacjencie, już w aucie. Jestem wierząca i to daje mi siłę – mówi wolontariuszka Halina Dajewska-Marcol. – Na pewno wielkim plusem jest zespół ludzi, bo hospicjum to nie ściany. A minusem jest to, że jeśli chodzi o dofinansowanie, wszystko przelicza się na procedury, na „osobodzień”. Ten system jest wadliwy – podsumowuje prezes.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • BJ
      03.11.2014 03:27

      Pracownicy i wolontariusze hospicjum im. Jana Pawla II nadal nie sa doceniani,np. przez "Goscia Niedzielnego".Powyzszy "artykul"
      jest tego najlepszym dowodem. Mniej juz nie da sie napisac!
      Szkoda...
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół