• facebook
  • rss
  • Procenty za św. Wojciecha

    Miroslaw Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:00

    Wizyta prymasa Czech. To było historyczne wydarzenie: 3 listopada kard. Dominik Duka i pielgrzymi diecezji praskiej odwiedzili Kłodzko. W Wambierzycach oddali się pod opiekę Maryi. Czy jest to nowe otwarcie?

    Z racji położenia geograficznego i wydarzeń historycznych ziemia kłodzka zawsze miała wiele kontaktów z Czechami. Wambierzyce były miejscem licznych pielgrzymek wiernych z Hradca Králové i okolic. Do XX w. był to teren jednej diecezji. Po raz pierwszy jednak w tak licznej grupie przybyli tu pielgrzymi archidiecezji praskiej. Wiele osób ma nadzieję, że będzie to przełom we wzajemnych relacjach. Pretekstem były 650. rocznica śmierci Arnošta z Pardubic, pierwszego arcybiskupa diecezji praskiej, oraz 25-lecie Polsko-Czeskich Dni Kultury Chrześcijańskiej „Bądźmy rodziną”. Pielgrzymi rozpoczęli pobyt od Mszy św. w kościele oo. jezuitów, gdzie spoczywa Arnošt. Tam też wręczono kard. Duce nagrodę im. Arnošta z Pardubic za wybitne osiągnięcia w działalności na rzecz porozumienia i współpracy międzynarodowej w duchu wzajemnego bratania się narodów „Bądźmy rodziną”. W Auli im. Arnošta w Liceum Ogólnokształcącym w Kłodzku kardynał wygłosił wykład o pochodzącym z Kłodzka pierwszym arcybiskupie Pragi. Po koncercie chóru z parafii św. Bartłomieja w Pradze, nastąpił najważniejszy punkt pielgrzymki – uroczysty akt oddania mieszkańców diecezji praskiej w opiekę Matki Bożej Królowej Rodzin w wambierzyckiej bazylice.

    Bliscy

    W prywatnych rozmowach kard. Dominik Duka mówi o dużym sentymencie do Polski. Urodził się w pobliskim Hradec Králové i całe dzieciństwo mieszkał na ul. Kłodzkiej. Dobrze mówi po polsku. Kiedy został w rodzinnym mieście biskupem, rozwijał bliskie kontakty z sąsiedzkimi diecezjami: świdnicką, legnicką i archidiecezją wrocławską. Od wielu lat w dzień św. Wawrzyńca spotyka się na szczycie Śnieżki z Polakami na wspólnej Eucharystii. Jako prymas Czech, ciągle rozwija te relacje. – Od czasu upadku komunizmu kontakty między naszymi narodami zaczęły się jeszcze bardziej zacieśniać – mówi kard. Dominik Duka. – Szukamy tego, co nas łączy. Przyjechaliśmy tu, bo postać Arnošta z Pardubic, który spoczywa w Kłodzku, jest dla nas niezwykle ważna. On stoi u początku naszej archidiecezji. Jest nie mniej ważny niż św. Wojciech. – To ważna dla nas wizyta – przyznaje bp Ignacy Dec. – Żyjemy na pograniczu. Na ziemi kłodzkiej w ciągu wieków przenikały się nieustannie trzy kultury: polska, czeska i niemiecka. Dlatego bardzo nam zależy, by te wzajemne kontakty były bardzo dobre. Ostatnio bardzo nas połączył bł. Gerhard Hirschfelder. Był Niemcem, służył Kościołowi czeskiemu, a myśmy otrzymali go jako błogosławionego. Biskup Ignacy jest przekonany że historyczna wizyta prymasa Czech z pielgrzymami diecezji praskiej będzie miała kontynuację. – Wypadałoby i nam odwiedzić Pragę. W tej sprawie będziemy z kardynałem w kontakcie. Uzgodniliśmy jednak rzecz jeszcze ważniejszą. Kardynał Duka odwiedzi świdnicką katedrę i przywiezie do niej relikwie św. Wacława. Pozostało nam uzgodnić jedynie termin.

    Powinniśmy czechom podziękować

    Polsko-czeskie dni kultury chrześcijańskiej powstały w 1990 roku jako kontynuacja odbywających się wcześniej w Nowej Rudzie tygodni kultury chrześcijańskiej. – Potrzebowaliśmy wtedy czegoś nowego – tłumaczy Teresa Bazała, jedna z twórczyń tych spotkań. – Chociaż mieszkaliśmy po sąsiedzku, nie znaliśmy się. Nie mieliśmy żadnych kontaktów z nimi, a jedynie stereotypy o Czechach. Po 25 latach można powiedzieć, że formuła tych dni sprawdziła się. To było mozolne tworzenie kontaktów, przez kolejne spotkania. Przełamywaliśmy kolejne uprzedzenia. Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Świadczy o tym najprostsza rzecz, pogardliwe słowo „Pepik” określające Czechów, praktycznie zginęło z naszego języka. A nawet jeżeli się już pojawi, to w pozytywnym znaczeniu. Dziś na naszym pograniczu istnieje cała sieć osobistych przyjacielskich kontaktów. Wiele możemy się od siebie uczyć, bo jesteśmy narodami o innej mentalności. Czesi są bardziej ułożeni, wolą wszystko zaplanować. My jesteśmy bardziej spontaniczni i żywiołowi. – Ostatnich ćwierćwiecze przyniosło kolosalną zmianę w naszych relacjach – tłumaczy Julian Golak, pomysłodawca i organizator polsko-czeskich dni kultury chrześcijańskiej. – W dawnych czasach władze obu krajów mówiły co prawda, że jesteśmy bratnimi, socjalistycznymi narodami, ale w praktyce jakiekolwiek kontakty były zakazane i obracano nas do siebie plecami. Tworzono bariery i stereotypy, które bardzo utrudniały współpracę. Przez te 25 lat rozmawialiśmy o wszystkim, również o tym, co nazywamy białymi plamami. Zbliżyliśmy się dzięki prawdzie. Teraz możemy spokojnie patrzeć sobie w oczy i organizować wspólne rzeczy. Z przeprowadzonych niedawno badań wynika, że Czesi są dla nas najbliższym z obcych narodów. Niestety w druga stronę to jeszcze nie działa. U Czechów jesteśmy na szóstej pozycji wśród ulubionych nacji. Dla Juliana Golaka to znak, że jeszcze wiele zostało do zrobienia. – Nasze hasło „Bądźmy rodziną” nie załatwiło wszystkiego, ale widać, że już umiemy się dogadywać – tłumaczy Golak. – To, jakie są naprawdę nasze relacje nie zobaczymy na poziomie polityków w Pradze i Warszawie, tylko po tym, jak rozmawiamy ze sobą w regionie przygranicznym. A udaje się nam coraz więcej robić wspólnie, choćby przez współpracę szkół. Julian Golak zwraca również uwagę, że w dzisiejszych czasach mamy w stosunku do Czechów pewien dług do spłacenia za przyniesienie chrześcijaństwa. – Dziś to my im mówimy o Bogu – tłumaczy. – Są zateizowanym narodem i śmieszy ich czasem, że my wszystkie ważne rzeczy rozpoczynamy od Mszy św. Myślę, że powinniśmy im spłacać procenty za św. Wojciecha i dziękować, że to Czesi przed wiekami pokazali nam Jezusa.

    Pod ważną opieką

    W pielgrzymce diecezji praskiej do Kłodzka i Wambierzyc przybyło ponad 170 osób. Najliczniej reprezentowane były grupy młodzieżowe ze szkół katolickich prowadzonych przez siostry zakonne i z miejsc, gdzie posługują. Była też grupa zorganizowana przez praską Caritas i pielgrzymi z poszczególnych parafii. Co ciekawe, wśród przybyłych znaleźli się nie tylko ludzie wierzący, ale również poszukujący wiary. – Cały program tej pielgrzymki jest nastawiony na powrót do korzeni naszej archidiecezji – tłumaczy ks. Edward Walczyk, pochodzący z Polski proboszcz praskiej parafii św. Bartłomieja, główny koordynator czeskiej pielgrzymki. – Archidiecezja praska zaczęła swoją działalność w czasach Arnošta. On był jej pierwszym arcybiskupem. Przypominamy sobie tutaj naszą historię i wszystkie wcześniejsze powiązania. Unia Europejska, którą się dzisiaj szczycimy, nie powstała kilkanaście lat temu. Tak naprawdę istniała już całe wieki temu jako unia chrześcijańska. Jak wyjaśnia ks. Walczyk, obok odkrywania historii, drugim ważnym elementem wizyty jest wzajemne motywowanie się do podjęcia starań o beatyfikację lub kanonizację Arnošta z Pardubic, który jest dla Kościoła niezwykle zasłużonym człowiekiem. – Trzecim ważnym elementem jest wizyta w Wambierzycach – przekonuje ks. Walczyk. – Dla Czechów to ważne miejsce kultu. Niejednokrotnie pojawia się ono nawet w czeskiej literaturze. Ofiarowanie tam Matce Bożej pod opiekę całej praskiej archidiecezji jest bardzo ważnym wydarzeniem. Już sam kult maryjny jest dla Czechów ważny. Wambierzycką Królowę Rodzin chcemy szczególnie prosić o opiekę nad rodzinami w Czechach. O to by rodzina była podstawową wartością, budowaną na chrześcijańskich zasadach. O Czechach mówi się, że są dziś jednym z najbardziej zlaicyzowanych narodów Europy. Niewielka grupa praktykujących katolików przez lata musiała walczyć o swoją wiarę i możliwość życia według własnych przekonań. Teraz dotyka ich pokusa materializmu i hedonizmu, a wygodnictwo blokuje dalszy rozwój ich wiary. Największym problemem niewierzących Czechów jest permisywizm moralny, czyli zobojętnienie na jakiekolwiek wartości, a szczególnie duchowe – chrześcijańskie. – To objawia się różnie, ale właśnie najczęściej w materializmie – wyjaśnia ks. Walczyk. – Naturalne jest, że jeżeli człowiek nie umie żyć na płaszczyźnie duchowej, to schodzi do płaszczyzny materialnej, cielesnej. Wszystko to dzieje się bez jakichkolwiek zasad moralnych, bo większość Czechów przyznaje się częściej do ateizmu niż do jakiejkolwiek wiary. Jeżeli chcą czegoś głębszego, to szukają tego w zadowoleniu, radościach i doznaniach, które szybko mijają. Mało kiedy jest to powrót do korzeni, do wspaniałej, wielowiekowej tradycji oraz świętych postaci, których mają tak wiele. Mam nadzieję, że to, co dzisiaj tu się dzieje, będzie miało dobrą kontynuację.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół