Nowy numer 16/2018 Archiwum

Od zawsze ten sam

Jest taki rodzaj świętości, który poznaje się dopiero z perspektywy czasu albo pogrzebu.

W 2006 r. ks. Piotr Sowa jako proboszcz parafii w Gniewkowie na łamach GN wyznawał: – Może już jestem za delikatny na te czasy? Za mało wymagam? – ale cieszę się wielkim szacunkiem, co odczytuję jako zobowiązanie do gorliwego kapłańskiego życia i wyraz ludzkiej czci dla Chrystusowego kapłaństwa.

Panie ministrze, chcę być księdzem!

Jako młody chłopak pracował w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego Państwowych Zakładów Lotniczych w Mielcu. – Fabryki specjalnego nadzoru, produkującej dla wojska – zaznacza Jerzy Ulbin, którego ks. Sowa chrzcił przed 50 laty, a który dzisiaj jest wójtem gminy Dobromierz. – Bardzo chciał zostać kapłanem, jednak na swej drodze napotykał wiele trudności. W 1954 r. napisał do samego ministra o pragnieniu swojego serca i o dziwo władza „pobłogosławiła” zbożny zamiar, ale nie obyło się bez sądu za „samowolne opuszczenie zakładu pracy”. Ostatecznie został uniewinniony – przytacza historię powołania do kapłaństwa swego proboszcza. – Kiedy w imieniu parafian i samorządu żegnałem księdza proboszcza i pierwszego Honorowego Obywatela Gminy Dobromierz, miałem świadomość, że każdy z nas, parafian, mógłby powtórzyć te słowa, które wypowiadałem nad jego trumną – mówi, odwołując się do pogrzebu, któremu 4 listopada przewodniczył bp Ignacy Dec. – To był ksiądz z prawdziwego powołania: wielkiej wiary i wielkiego serca. Owoce dobrego drzewa O wielkości ks. Piotra Sowy świadczą z jednej strony jego pokora i skromność, wrażliwość na biedę ludzi i oddanie sprawie Kościoła, a z drugiej ogromna zdolność pozyskiwania dusz dla królestwa niebieskiego. Dlatego pogrzeb emerytowanego kapłana przyciągnął do Gniewkowa takie tłumy, których przez te wszystkie lata nigdy wieś nie widziała. – Jest jeszcze jedna miara świętości kapłańskiego życia: wzbudzone powołania, a tych nam nie brakuje w parafii – mówi z dumą ks. Mateusz Kubusiak, najmłodszy z sześciu księży wywodzących się z parafii. – A właściwie można mówić o ośmiu powołanych, bo jeden z moich poprzedników nie doszedł do kapłaństwa, gdyż jako kleryk zginął w wypadku, a jeszcze inny został księdzem we Włoszech – zaznacza i ze wzruszeniem przyznaje, że osobiście traktował ks. Piotra Sowę jak ojca. – Był dla mnie wielkim autorytetem. Prosty wiejski proboszcz, ale bardzo bogaty wewnętrznie i życiowo bardzo mądry, a nade wszystko dobry człowiek. Obok takiego księdza nie dało się przejść obojętnie – zaznacza.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma