Nowy numer 20/2018 Archiwum

Małe rzeczy z wielką miłością

Słowa pastorałki o tym, jak w świątecznym czasie trudno „zapomnieć, że są puste miejsca przy stole”, brzmią tutaj wyjątkowo przejmująco.

Tuż przed świętami Narodzenia Pańskiego na Oddziale Medycyny Paliatywnej w Polanicy-Zdroju odbyło się spotkanie opłatkowe. W pięknej scenerii dekoracji świątecznej przy stołach wspólnie zasiedli pacjenci, ich rodziny oraz personel. Uroczystość rozpoczął ks. Michał Kropidłowski, który odczytał Ewangelię o Narodzeniu Jezusa. Były śpiewanie kolęd, łamanie się opłatkiem, życzenia, oraz śmiech i wzruszenie.

Bywają i cuda

Choroba nieuleczalna jest zwykle daleka i abstrakcyjna, dopóki nie dotyczy nas lub naszych bliskich. Gdy niespodziewanie atakuje, wystawia nas na ciężką próbę. W cierpieniu każdy potrzebuje wsparcia. Na taką pomoc, nie tylko medyczną, ale i duchową, mogą liczyć chorzy z działającego od 2,5 roku polanickiego oddziału paliatywnego.

– Nasza opieka opiera się na serdeczności, życzliwości i otwartości na cierpienie chorego oraz jego rodziny – tłumaczy koordynator oddziału Barbara Siemczonek. – Staramy się poprawiać jakość życia pacjentów w myśl słów św. M. M. Kolbego „Małe rzeczy z wielką czyń miłością”. Staramy się zapewnić wysoko wykwalifikowany personel medyczny, opiekę psychologa, rehabilitanta i kapelana. Robimy też wszystko, by nasz oddział miał charakter bardziej domowy niż szpitalny. W sytuacji kiedy większość pacjentów, często w wielkim cierpieniu, czeka na śmierć, to niezwykle trudne zadanie. – Praca z umierającym polega na jego poznaniu, zrozumieniu, pokochaniu, obdarzeniu darem miłości, darem czuwania, darem przyjaźni, przede wszystkim zaś obdarzeniu uśmiechem, czasem milczeniem – tłumaczy Barbara Siemczonek. – Dotykanie codziennej ludzkiej niedoli i cierpienia czyni nas, personel, innymi ludźmi. Zmienia się system wartości. Przez cierpienie drugiego człowieka odkrywamy i realizujemy swoje powołanie do człowieczeństwa. Słowa te potwierdza Kazimiera Różalska z Barda, jedna z pierwszych pacjentek oddziału. Została tu przywieziona w ciężkim stanie po operacji złośliwego nowotworu jelita grubego. – Byłam otoczona niezwykłą życzliwością, troskliwą opieką, serdecznością i miłością – wspomina pani Różalska. – Myślę, że to również miało wpływ na to, że po dwóch miesiącach o własnych siłach wróciłam do domu. Obecnie uczestniczy w świątecznych spotkaniach jako gość, dając innym pacjentom żywe świadectwo tego, że pobyt na oddziale paliatywnym niekoniecznie musi być jedynie oczekiwaniem na śmierć.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma