• facebook
  • rss
  • Rozłąka w zgodzie z prawem

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Na wniosek pracowników opieki społecznej w asyście policji odebrano rodzicom pięcioro dzieci. Trafiły do domu dziecka, bo podobno zagrożone było ich życie i zdrowie.

    Angelika Smykowska ma 26 lat. Razem z 33-letnim mężem Mariuszem wychowują pięcioro dzieci. Najstarsze ma siedem lat, najmłodsze kilka miesięcy. Mieszkają w niewielkim dwupokojowym mieszkaniu w Wałbrzychu. Zwyczajna rodzina, jakich wiele w okolicy. Pan Mariusz, by ją utrzymać, pracuje od rana do wieczora. Jest brukarzem. Mimo skromnej pensji udaje się jakoś wiązać koniec z końcem.

    Biedni, bez mieszkania

    W Wałbrzychu trudno o mieszkanie, chociaż w mieście doliczono się kilkuset pustostanów. Nie można ich przeznaczyć do zamieszkania najczęściej z powodu nieuregulowanej sytuacji prawnej. W kolejce na mieszkanie komunalne można czekać nawet kilka lat. Nic więc dziwnego, że co najmniej kilkadziesiąt rodzin w szczególnie trudnej sytuacji decyduje się na samowolne zajmowanie pustostanów. Państwo Smykowscy są jednymi z nich. Warunki mają więcej niż skromne. Niewielka powierzchnia, brak łazienki. W ich sytuacji jednak i z tego się cieszą. Ze względu na nielegalne zajmowanie lokalu, liczbę dzieci i korzystanie z pomocy socjalnej są pod lupą urzędników, którzy często wizytują ich mieszkanie. W grudniu ubiegłego roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, pracownicy socjalni zdecydowali, że dzieciom będzie lepiej w domu dziecka. – Zastrzeżeń było wiele – przekonuje Grażyna Urbańska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wałbrzychu. – Dzieci chorowały, a w mieszkaniu było chłodno. Ich życie i zdrowie były zagrożone. – To była trudna decyzja, ale konieczna – dodaje Beata Skrocka, pracownik MOPS. – Rodzice nie radzili sobie z obowiązkami i brakowało współpracy z nami. Już trzy lata temu sąd ograniczył państwu Smykowskim prawa rodzicielskie do starszych dzieci. Powodem miał być brud w domu, brak jedzenia i zaniedbywanie maluchów. Nie było natomiast przemocy, a więź między dziećmi a rodzicami jest silna. Czy pracownicy socjalni podjęli właściwą decyzję? Jak tłumaczą, musieli zareagować, bo taki mają obowiązek. Zadziałali w ramach obowiązującego w Polsce prawa. Jak się wydaje, właśnie tu jest coś nie w porządku.

    Nie chodzi o pieniądze

    – Dzieci trafiły do nas w dobrym stanie – mówi Alicja Rogowska-Florczak, dyrektor Domu Małego Dziecka w Wałbrzychu, gdzie przebywa pięcioro dzieci państwa Smykowskich. – Nie mnie oceniać, czy decyzja pracowników MOPS była właściwa, to sprawa sądu. Na pewno rodzice są bardzo związani z dziećmi. Kochają je, a one – ich. Mam nadzieję, że pracownicy socjalni mieli przesłanki, by podjąć taką decyzję. Angelika Smykowska jest młodą matką. Brak męża, który całymi dniami jest poza domem, by zarobić na utrzymanie rodziny, sprawia, że praktycznie sama musi wychowywać pięcioro dzieci. To nawet w komfortowych warunkach jest sprawą niezwykle trudną. – Pani Angelika jako młoda matka sama potrzebuje wsparcia – dodaje Alicja Rogowska-Florczak. W tym przypadku nie chodzi o pomoc materialną, bo taką otrzymują. Również pracownicy socjalni często zaglądali do państwa Smykowskich. Jednak udzielanie dobrych rad na niewiele się zdaje, gdy matka po prostu jest zmęczona. Na pewno lepsza od dobrych rad byłaby nawet prosta pomoc domowa, posprzątanie, ugotowanie obiadu, zaopiekowanie się na chwilę dziećmi. Mogłyby to być nawet 2–3 godziny dziennie. Niestety, polskie prawo nie przewiduje takiej sytuacji, ani takiego rodzaju pomocy. W niektórych krajach Unii Europejskiej pomoc domowa przy większej liczbie dzieci jest standardem w opiece społecznej. U nas nie. W Polsce preferowane jest dużo droższe i zdecydowanie gorsze rozwiązanie. W asyście policji pracownicy socjalni odbierają rodzicom dzieci, fundując im traumatyczne wspomnienia na całe życie. Miesięczny pobyt 5 dzieci w domu dziecka kosztuje kilka tysięcy złotych. Zatrudnienie pomocy domowej na kilka godzin dziennie kosztowałoby kilkaset złotych. Komu zależy na takim traktowaniu dzieci?

    Prawo ponad prawem

    Po tym, jak dzięki mediom o sprawie państwa Smykowskich dowiedziała się cała Polska, padło wiele komentarzy. Część z nich bierze w obronę rodziców, ale jest też wiele agresywnych wypowiedzi pod ich adresem, sugerujących całkowity brak odpowiedzialności. Czy chęć posiadania więcej niż dwojga dzieci już jest patologiczna? Wydaje się, że właśnie taka mentalność jest powodem zaistniałej sytuacji. Ona też sprawia, że polskie prawo nie preferuje wielodzietnych rodzin. Uznaje, że obcy ludzie zajmą się dziećmi lepiej niż rodzice. Tylko w skrajnych przypadkach używania przemocy może być to prawdą. W styczniu przedstawiono posłom przygotowane przez Radę Ministrów sprawozdanie z realizacji „Krajowego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie” w 2013 roku. Wynika z niego m.in., że ofiary doświadczają głównie przemocy psychicznej, ekonomicznej, fizycznej i seksualnej. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownicy socjalni odebrali rodzicom 571 dzieci. W całej Polsce w ramach programu pomocy ofiarom przemocy w rodzinie w 2013 r. istniało 1131 instytucji prowadzonych przez gminy oraz 251 powiatowych. Osoby doświadczające przemocy w rodzinie najchętniej korzystały z indywidualnych konsultacji psychologicznych oraz pomocy socjalnej, prawnej i materialnej. Nadal jednak przepisy nie zezwalają, by do wielodzietnej normalnej rodziny przyszła choć na kilka godzin w tygodniu pomoc domowa. W ostatnich dniach rodzina państwa Smykowskich była badana w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym. Od wyniku tego badania będzie zależał dalszy los dzieci.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • mama
      11.02.2015 10:04
      Czytając artykuł odnosi się wrażenie,że mimo,że pisany w piśmie katolickim, ze wspólnotą kościelną nie ma nic wspólnego. Bo gdzie były w tej sytuacji osoby konsekrowane powołane do służby? Siostry służebniczki i inne osoby powołane do tego by pomagać dzieciom, samotnym, cierpiącym? Czy takie siostry ograniczają swoją działalność do układania kwiatów w kościele? Ja też byłam w takiej sytuacji. Pięcioro małych dzieci w domu i teksty w stylu - narobiła sobie tyle dzieci to ma! Zaczęłam wychodzić z tego pomału bo Pan Bóg się dobijał tak głośno, że w końcu usłyszałam, ale to przez ludzi świeckim przyszła pomoc, mimo, że na miejscu trzy zgromadzenia zakonne, kilka prężnie działających parafii... Wołam do osób powołanych do służby w kościele by zaczęli pomagać takim rodzinom! Siostry niejednokrotnie świetnie znające się na gospodarstwie domowym, robiąc zakupy dla księży i dla nich gotujące mogłyby służyć o wiele bardziej wartościową radą dla takiej mamy niż niejedna pani z Mops-u, po której paznokciach widać jak się zna na rzeczy i ile warte są te jej dobre rady! Takie skandaliczne sytuacje mają miejsce, ponieważ wiele osób usilnie przekonuje i siebie i innych, że nic nie może w tej sytuacji zrobić. I niestety często dotyczy to osób powołanych do służby w kościele! Służby!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół