• facebook
  • rss
  • Moc atrakcji w dwa dni

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Mało czasu? – może być go więcej, wystarczy dotrzeć do celu szybciej.

    Najpierw samochodem z Kudowy-Zdroju do Wrocławia, potem samolotem do Warszawy. – Zabawne uczucie, podróż do stolicy trwała cztery razy krócej od tej do Wrocławia, a dystans ze cztery razy większy – uśmiechają się chłopcy, ministranci z parafii pw. św. Bartłomieja, ale pochodzący z Czermnej, Słonego i Brzozowia.

    Będzie coś ekstra

    Starsi ministranci i lektorzy byli w Tropical Island w Berlinie. Dla młodszych nie było miejsca. – Obiecałem wtedy, że zaproponuję im coś specjalnego. Byli trochę rozżaleni, więc to musiało być naprawdę coś ekstra – ks. Krzysztof Rodziński, wikariusz, wyjaśnia swoją motywację do poszukiwań sposobu spełnienia obietnicy. – Rezerwację biletów zrobiłem dwa miesiące temu. Dlatego kosztowały mnie one 50 zł od osoby w obie strony. Ale gdybym wpadł na ten pomysł wcześniej, byłoby to jedyne 38 zł – wyjaśnia. Pomysł był trafiony. Na dziesięciu chłopaków tylko dwóch leciało wcześniej samolotem. Nie dziwi więc, że na pytanie: Co było w czasie wyprawy najciekawsze? – spontanicznie odpowiadają: samolot i dopiero po namyśle dopowiadają inne atrakcje.

    Pobożny start

    Wyprawa do Warszawy na dwa dni wydaje się zbyt krótka, jednak dobra organizacja zapewnia moc wrażeń. Najpierw Msza św. w sanktuarium męczennika komunizmu, bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Po niej zwiedzanie bardzo dobrze zorganizowanego muzeum jemu poświęconego. – Znakomite eksponaty, dobrze zagospodarowana przestrzeń, mocne świadectwa wiary i miłości ks. Jerzego oraz okrucieństwa i bezwzględności polskich komunistów walczących z Polakami – ocenia Wojciech Jesionowski, opiekun. – Aż w gardle ściskało. Potem, koniecznie metrem, na posiłek południowy – na fast fooda (jedynie słusznego w przekonaniu chłopaków), a dalej? Muzeum Powstania Warszawskiego i kolejna dawka uderzeniowa historii, bohaterstwa i wielkości zwykłych ludzi. Po drodze na Stadion Narodowy rzut oka na Pałac Kultury i Grób Nieznanego Żołnierza. Na stadionie emocje wielkie, ale już innego rodzaju. Sama budowla robi wrażenie, a dodatkową atrakcją jest największa w Polsce wystawa klocków lego. Wieczór i nocleg w hostelu.

    Do Gdańska tak samo

    – Pomysł się sprawdził – nie ma wątpliwości ks. Krzysztof. – Przekonywałem się o tym na każdym kroku, patrząc, ile radości mają chłopaki i słuchając ich relacji po całym dniu spędzonym w stolicy – mówi. Noc w hostelu. I tu ciekawostka – kiedyś był on sierocińcem prowadzonym przez siostry szarytki. Dzisiaj nazywa się Tatamka i mieści się na Powiślu. – Obsługa jest rewelacyjna – chwalą chłopcy, którzy szybko zdobyli serca pań tam pracujących. Drugiego dnia kudowianie byli w Centrum Nauki Kopernik. Na chwilę wpadli jeszcze do centrum handlowego Złote Tarasy. – Ale żadnych celebrytów oprócz nas samych nie spotkaliśmy – uśmiechają się zawiedzeni. Powrót samolotem do Wrocławia, a potem przejazd do swojego miasta. O 21.00 byli z powrotem. – Dwa dni, ale wrażeń pod dostatkiem – mówi ks. Krzysztof. – Pomysł się sprawdził i myślę, że kolejna superwyprawa także będzie samolotowa, oszczędza się bowiem czas i siły, a w zamian jest dużo więcej czasu i wrażeń w porównaniu z wyjazdem autokarowym. Słowem: polecam!

    To było mocne

    Patryk Jesionowski, 10 lat – Znam bł. ks. Popiełuszkę z naszego kościoła. Są jego obraz i relikwie. Od wyjazdu do Warszawy zupełnie inaczej będę patrzył na niego. Byliśmy w jego muzeum. To mocne wrażenia. Zdjęcia, rekonstrukcje, dokumenty. Było to dawno temu, ale teraz jest dla mnie całkiem blisko. Michał Sabatura, 16 lat – Poczułem wojnę. To jest straszne. W Muzeum Powstania Warszawskiego stanęliśmy wobec śmierci, bohaterstwa, miłości, patriotyzmu takich chłopaków i dziewczyn jak my. Mają mój szacunek i obym nie musiał wybierać tak jak oni wtedy. Tego jestem pewny, o to się modlę. Sebastian Skoczylas, 12 lat – Pierwszy raz w życiu na lotnisku. Pierwszy raz w samolocie. Start i lądowanie – fajne uczucie. No i widoki… to, co takie wielkie, z góry jest już takie małe. Miałem trochę stresu, ale ciekawość i radość z tego, że wreszcie siedzę w samolocie, były silniejsze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół