• facebook
  • rss
  • Strzegom – miłość z wyboru

    Łukasz Kozłowski

    |

    Gość Świdnicki 07/2015

    dodane 12.02.2015 00:00

    Może ze względu na patrona, zawsze był wierny i żarliwy w swym oddaniu ludziom i ważnym sprawom.

    Pojawiał się zawsze tam, gdzie coś się działo. Śledził wszelkie ważne dla miasta wydarzenia: kulturalne, gospodarcze czy urbanistyczne. – Znali go wszyscy strzegomianie – opowiada Edmund Szczepański, prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Strzegomskiej. – Szczupły, niewysoki starszy pan w kapelusiku z nieodłącznym aparatem fotograficznym. Bardzo kulturalny, skromny, serdeczny – stare wychowanie.

    Z Zagłębia Ruhry mój ród

    Walenty Wyrwa urodził się 100 lat temu, 26 grudnia 1914 roku, w Rotthausen w Zagłębiu Ruhry. Jego ojciec, Walenty senior, wyjechał do Nadrenii na początku XX wieku za chlebem. – Tam poznał swą żonę, Marię Katarzynę Jansch – Niemkę z górniczej rodziny. Gdy po zakończeniu I wojny światowej nastał kryzys i głód, rodzina w 1920 r. wróciła do wolnej Polski – opowiada córka Walentego juniora Maryla Szeląg. Osiedlili się w Sierakowie w Wielkopolsce. W Poznaniu Walenty junior skończył szkołę zawodową ze specjalizacją perukarstwo, tutaj odbywał praktyki zawodowe w operze, tutaj uczył się gry na skrzypcach i odkrył teatr, który stał się jego pasją – wylicza pani Maryla. W Poznaniu poznał swą wielką miłość, Anielę. Pobrali się w roku 1936. Gdy wybuchła wojna, Walenty jr prowadził zakład fryzjerski. – Tato nigdy nie podpisał volkslisty. Pewnego razu powiedział esesmanowi, że nigdy nie uwierzy w zwycięstwo Niemiec – mówi pani Maryla. Konsekwencje? Wywłaszczenie i wysiedlenie, podczas którego umiera sześcioletnia córeczka państwa Wyrwów. Po wojnie pan Walenty z rodziną wrócił do Sierakowa. Mama pana Walentego była Niemką i nie mówiła po polsku. Nie spodobało się to miejscowym Polakom, którzy nie szczędzili przykrości całej rodzinie. Wyrwowie musieli wyjechać. Tak trafili do Strze- gomia. – Dom wypełniała miłość rodziców – wspomina Maryla Szeląg. – Tato zawsze całował mamę w rękę przed wyjściem do pracy. Mówił wtedy: „Zostańcie z Bogiem”, a po powrocie znowu całował mamę w rękę i mówił na przywitanie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. W domu zawsze była modlitwa przed posiłkiem, odmawiała ją najmłodsza osoba przy stole – wylicza.

    Jestem Polakiem – zawsze

    W 1957 roku zaproponowano Walentemu stanowisko kierownika świetlicy i kina w Jaroszowskich Zakładach Materiałów Ogniotrwałych. Pracował sam, a ta praca od razu stała się jego hobby. Organizował występy estradowe z lokalnymi zapaleńcami, wspomagali ich na scenie najstarszy syn Andrzej na fortepianie i młodszy syn Józef na klarnecie i saksofonie. Wystawiali wodewile i składanki z utworów Gałczyńśkiego. – Działało też w Jaroszowie kino, pierwsze panoramiczne, czego nie było nawet w Strzegomiu – wspomina Maryla. – Tato dokształcał się też we Wrocławiu pod okiem znanego aktora Andrzeja Skorulskiego. Natomiast ja ukończyłam Studium Nauczycielskie w Jeleniej Górze i po pracy w szkole zaczęłam pomagać tacie w prowadzeniu Dziecięcego Teatr Baśni. – Grały w nim dzieci ze szkoły podstawowej i zawodowej w Jaroszowie. W tworzeniu strojów i scenografii pomagali rodzice, za reżyserię odpowiadał tato. Przy każdym przedstawieniu pomagali też muzycznie moi bracia. Każda premiera to było dla nas i dla taty wielkie wydarzenie. Mieliśmy sporo sukcesów. Graliśmy w Teatrze Legnickim, w Świdnicy, m.in. na Międzynarodowym Dniu Dziecka w Świdnicy, w Jaworze. Działalność trwała 20 lat. Dzieci w nagrodę za przedstawienia jeździły na wycieczki po całej Polsce. Kto dzisiaj organizuje coś takiego? – pyta.

    Mała ojczyzna – najbliższa

    Wielką pasją Walentego okazała się również historia Strzegomia. – Czytał wszystko na ten temat: źródła historyczne, archiwa, publikacje zagraniczne. Od 1966 roku był oficjalnym kronikarzem miejskim, pełnił także obowiązki społecznego opiekuna zabytków – mówi Edmund Szczepański. Był przewodnikiem, płynna znajomość niemieckiego pozwalała mu oprowadzać wycieczki z zagranicy po Strzegomiu. Kroniki prowadzone były w tradycyjnym stylu: z pięknymi zdjęciami oraz z odręcznymi, świetnie wykaligrafowanymi opisami samego kronikarza. Opublikował książkę „Obiekty sakralne Strzegomia”. – Tato przyjaźnił się z ks. prałatem Stanisławem Siwcem, przy tworzeniu tej książki ksiądz udzielił tacie dużego wsparcia – mówi córka. Badając historię lokalną, pan Walenty zafascynował się postacią urodzonego w Strzegomiu poety Johanna Christiana Günthera. Przetłumaczył wiele jego wierszy, napisał także sporo swoich. Najbardziej znane są „Ballada trzech gór”, mówiąca o historii Strzegomia, oraz „Spacer po starym mieście” – wierszowany przewodnik po Strzegomiu. Był aktywny do końca życia. Zmarł 20 stycznia 2010 r.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół