• facebook
  • rss
  • Doczekali się honorów

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 10/2015

    dodane 05.03.2015 13:15

    Zaczęło się od biegu, a być może zakończy odnalezieniem ciał ludzi zamordowanych w ubeckich katowniach.

    Prawie 1,5 tysiąca osób z diecezji świdnickiej wzięło udział w biegach upamiętniających tych, którzy nigdy nie zaakceptowali komunistycznej i sowieckiej okupacji. Co najmniej drugie tyle kibicowało im na trasie i mecie. Biegi „Tropem wilczym” zorganizowano w Dzierżoniowie, Dusznikach-Zdroju, Głuszycy, Kłodzku, Kudowie-Zdroju, Nowej Rudzie, Świdnicy, Świebodzicach i Wałbrzychu.

    Towarzyszyło im wiele rozmaitych wydarzeń przywracających pamięć o niezłomnych bohaterach. – „Wreszcie!” – usłyszałem wzruszony głos ponad 90-letniej kobiety, która przeżyła powojenne prześladowania i zsyłkę na Syberię – mówi Jarosław Komorowski, który współorganizował bieg w Kłodzku. Kim byli niezłomni bohaterowie? Żołnierzami działającymi w powojennym podziemiu antykomunistycznym i antysowieckim. Pozostali wierni złożonej przysiędze żołnierskiej, byli bezkompromisowi w kwestii współpracy z władzą komunistyczną. Propaganda PRL nazywała ich faszystami i pospolitymi bandytami. Zostali pozbawieni wszelkich praw, tropieni po lasach, więzieni, mordowani w katowniach Urzędu Bezpieczeństwa oraz Informacji Wojskowej. Ich ciała zakopywano w bezimiennych dołach, by pamięć o nich szybko zaginęła. Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych szacuje się na 120–180 tysięcy osób. Ostatni żołnierz wyklęty – Józef Franczak ps. „Lalek” został zastrzelony w walce w 1963 roku. Według ciągle niepełnych danych, z rąk polskich i sowieckich komunistów w latach 1944–1956 zginęło prawie 9 tysięcy żołnierzy podziemia niepodległościowego. Wykonano prawie 5 tysięcy wyroków śmierci na polskich patriotach. – Ostatnie dwa tygodnie przygotowań do biegu to było naprawdę coś pięknego – mówi Jarosław Komorowski. – Ludzie na to czekali. Bardzo zaangażowali się w te przygotowania, ale, co najważniejsze, ruszyła fala chęci podzielenia się informacjami o tym, co działo się w Kłodzku i okolicach zaraz po wojnie. O tym, co widzieli przy dawnej katowni UB, która znajdowała się przy ul. Grunwaldzkiej. Z wstępnych informacji wynika, że mordowano tam po kilkanaście osób tygodniowo. Przywożono ich z całego Dolnego Śląska. Spotkałem pana, którego ojciec wywoził z stamtąd ciała zamordowanych. Inny mężczyzna widział, jak w 1946 r. zakopywano te ciała w świeżych niemieckich mogiłach. Został za to postrzelony. Jarosław Komorowski poszukuje ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, i tych, którzy pomogliby nagrać te wszystkie wspomnienia. – Pewna 88-letnia kobieta powiedziała, że chętnie opowie, co wie. Ale chce to zrobić szybko, bo nie wie jak długo jeszcze będzie żyć. To zrobiło na mnie piorunujące wrażenie – wyjaśnia J. Komorowski i opowiada, że mąż tej kobiet widział w budynku UB salę wielkości 3 na 4 metry zajętą do wysokości 1,5 m ciałami ludzkimi. Kobieta mieszka obok dawnej ubeckiej katowni. Codziennie czyni znak krzyża i modli się za tych pomordowanych, gdy przechodzi obok tego budynku. Niewykluczone, że jeszcze w tym roku zostaną podjęte w Kło dzku lub okolicach poszukiwania ludzi zamordowanych przez UB

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół