• facebook
  • rss
  • Było daleko, jest blisko

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:00

    Musieli wyjechać z domu, żeby po kilku dniach do niego wrócić ze szczególnym doświadczeniem: Jezus żyje!

    Sprawdzili to już wcześniej, zawsze działało. Przekonali się, że warto, tylko że zawsze trzeba było jechać gdzieś w świat. Raz była to Ochotnica (382 km, czyli ponad 4 godziny jazdy samochodem), innym razem Krościenko (386 km od Dzierżoniowa).

    Praca i prasa pomogły

    Sławomir Smugarzewski pracuje w drukarni. To tutaj po raz pierwszy, z plakatu, który drukowali, dowiedział się, że w tym roku prawdopodobnie nie będzie musiał jechać w świat, żeby przeżyć Triduum Paschalne. Gdy w domu sięgnął po „Gościa Niedzielnego”, wiedział już na pewno. Przeczytał: „Od Niedzieli Palmowej aż do Niedzieli Zmartwychwstania chcemy w klimacie wyciszenia przeżywać największe tajemnice naszej wiary. Przez adoracje, medytacje, liturgię godzin i inne wielkopostne nabożeństwa będziemy przygotowywali się do odkrywania treści, które przynosi nam liturgia Triduum Paschalnego. Posługę duchową w czasie rekolekcji podejmą księża pallotyni, którzy głosić będą konferencje i homilie. Kapłani będą także udzielać sakramentu pokuty, z każdym chętnym przeprowadzą rozmowy duchowe. Wszystkich, którzy nie mogą uczestniczyć w całości rekolekcji, zapraszamy, aby dołączyli w dowolnym dniu Wielkiego Tygodnia” – zapraszał ks. Marek Chmielniak SAC, który od kilku miesięcy prowadzi Dom Rekolekcyjny Księży Pallotynów w Ząbkowicach Śląskich.

    Odwiedziny w klasztorze

    – Zaczęło się od tego, że przed Bożym Narodzeniem osoby, które korzystały z innych naszych propozycji rekolekcyjnych, zapytały, czy można do klasztoru przyjechać na święta – mówi ks. Marek Chmielniak SAC. – Pomysł spodobał mi się, ale wtedy było zbyt późno, żeby przygotować wszystko na przyjęcie gości. Wróciłem do tematu, gdy rozpoczął się Wielki Post – wyjaśnia genezę pomysłu. Dyrektor domu rekolekcyjnego nie ma wątpliwości, że jest coraz więcej ludzi, którzy potrzebują czegoś więcej w wymiarze duchowym. I nie chodzi tu tylko o to, jakie usłyszą homilie czy jaka będzie liturgia, bo to dostają na dobrym poziomie u siebie w parafii. – Potrzebują podprowadzenia w głąb tego wszystkiego i warunków, które im to ułatwią – mówi pallotyn. – W biegu codzienności stajemy się coraz bardziej jałowi, dlatego czas użyźniania też musi być intensywniejszy – dopowiada Małgorzata Smugarzewska, żona i matka, ale też razem ze swoim mężem zaangażowana w Domowy Kościół, rodzinną gałąź Ruchu Światło–Życie. Mówi zatem ktoś, kto ma na bieżąco formację, kto bierze udział w dniach skupienia, comiesięcznych spotkaniach kręgu, kto stara się podporządkować swoje życie rytmowi wiary. – Im bardziej wchodzi się w światło, tym więcej się dostrzega, ale też tym mocniej tęskni się za „więcej” – wyjaśnia.

    Dostali to, po co przyjechali

    Państwo Smugarzewscy mają już dorosłe dzieci, więc mogą sobie pozwolić, by w święta pojechać na rekolekcje. – Najpierw chcieliśmy spędzić w klasztorze pallotynów cały Wielki Tydzień, począwszy od Niedzieli Palmowej, okazało się jednak, że z powodu obowiązków służbowych nie będzie to możliwe – mówi Sławomir. – Ja przyjechałem do Ząbkowic w Wielki Czwartek, żona w Wielką Sobotę, ale i to było dla nas mocną dawką Bożego życia. Co dostali? Każdego dnia kilkunastu uczestników „Wielkiego Tygodnia w klasztorze” mogło liczyć na dwie konferencje wprowadzające w tajemnicę dnia i liturgię. Można było skorzystać z propozycji rozmowy duchowej z prowadzącym skupienie ks. Tadeuszem Miszewskim, mistrzem nowicjatu, zatem człowiekiem szczególnie obeznanym z duchowością i chrześcijańską ascezą. Liturgię Triduum rekolektanci przeżywali razem z miejscową wspólnotą parafialną. – Jednak były to warunki komfortowe, bo właściwie wszystko było pod jednym dachem: zarówno kościół, jak i kaplica, do której mieliśmy nieograniczony dostęp. To przemawiało do serca, wciągało w dialog i kazało nie tylko mówić do Boga, ale także Go słuchać, okazywać Mu czułość, trwać przy Nim, zaopiekować się Jezusem, gdy z godziny na godzinę coraz bardziej wyniszczały Go cierpienie fizyczne i udręka duchowa. Aż do śmierci i pośpiesznego pogrzebu – mówi Sławomir i nie kryje wdzięczności wobec ks. Tadeusza za jego prowadzenie śladami Chrystusowej pasji.

    Tuż obok

    – Szukaliśmy specjalnego czasu i specjalnego miejsca, bo było w nas pragnienie mocniejszego wejścia w zażyłość z Chrystusem, tym, który żyje i króluje na wieki wieków – podsumowuje Małgorzata. – Kiedyś musieliśmy po to jechać daleko od domu, teraz wystarczy pokonać 21 km – wylicza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół