• facebook
  • rss
  • Przerwana modlitwa

    Łukasz Kozłowski

    |

    Gość Świdnicki 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:00

    W centrum miasta wciąż stoi pomnik ku czci czerwonoarmistów – trudno o bardziej dwuznaczną pamiątkę Dnia Zwycięstwa.

    Informacje o zamordowanym w 1945 roku niemieckim księdzu Leopoldzie Klehrze są dosyć skąpe. Urodził się 31 stycznia 1900 r., święcenia kapłańskie przyjął 15 lutego 1925 r. Proboszczem przy kościele parafii pw. Świętych Piotra i Pawła w Strzegomiu został w ostatnich latach II wojny światowej. Wcześniej był proboszczem w Świdnicy Polskiej.

    Idą Sowieci

    Wojska sowieckie podeszły pod Strzegom w lutym 1945 roku. Miasto było zdobywane przez nie trzy razy. Niemcy miasto odbijali, ponieważ musiało w nim być coś dla nich bardzo ważnego – opowiada Krzysztof Kaszub, strzegomski historyk. – Być może tajne laboratorium chemiczne, które opracowywało groźną śmiercionośną broń. W Goczałkowie znajdowała się fabryka amunicji, na stacji Kolejowej w Grabinie były silniki do samolotów marki Messerschmitt. Niemiecka komendantura zakazała ewakuacji ludności cywilnej, ucieczki karano jak dezercję. Niemcy byli pewni, że Strzegom zostanie przez nich obroniony. Pewność jednak to za mało. Rosjanie po wejściu do miasta nie mieli żadnych hamulców. – Stalin dał rozkaz, że na ziemiach zamieszkanych przez Niemców należy zabijać bez skrupułów To miała być zemsta. Sowieci palili, plądrowali, mordowali i gwałcili – zachowywali się jak najgorsi zwyrodnialcy i bestie – mówi Krzysztof Kaszub. W Gross-Rosen po Niemcach Sowieci zorganizowali obóz pracy, z którego nikt nie wracał. To pokazuje, jak bardzo oba totalitaryzmy były podobne – dodaje.

    Droga krzyżowa

    W czerwcu w mieście mieszkało 7400 Niemców, był z nimi ich ksiądz. – Działo się to 1 czerwca 1945 roku. Rosjanie zdobyli Strzegom już w kwietniu – opowiada historyk. – Całą historię znam z relacji pewnej Niemki, która została w Strzegomiu, spędziła tu całe swoje życie. Opowiadając to, miała łzy w oczach, a ręce jej drżały – mówi. Tego dnia w kościele trwała modlitwa, prowadził ją ks. Leo- pold Klehr, byli też jego rodzice i ciocia oraz inni wierni. – Wśród nich także pani, która opowiadała mi tę historię – zaznacza Krzysztof Kaszub. – Była małą dziewczynką. Rosyjscy żołnierze byli pijani, chcieli wina. Po wino poszedł ojciec księdza. Przyniósł wszystko, co było, i powiedział, że więcej nie ma. Jeden z Rosjan uznał, że to za mało, wyprowadził mężczyznę na zewnątrz, popychając i bijąc go przy tym. Na zewnątrz wyszli również ksiądz i jego mama. Ojciec księdza został bardzo mocno uderzony, upadł, a z ust poleciał mu krew. Następnie przywiązano go do drzewa. W obronie ojca stanął ksiądz Klehr. To bardzo nie spodobało się Rosjanom – relacjonuje. Po tym zajściu zaczęło się coś jeszcze bardziej przerażającego. Rosjanie zaczęli w kościele gwałcić kobiety, nie tylko te dojrzałe, ale i dziewczynki, m.in. tę, która opowiedziała o barbarzyństwie i terrorze Krzysztofowi Kaszubowi. Dziecko zostało zgwałcone wielokrotnie. Ksiądz próbował stawać w obronie, jednak oprawców było zbyt wielu.

    W stronę Golgoty

    Po zbiorowym gwałcie żołnierze zabrali księdza ze sobą. Rodzice pytali ich, czy przyprowadzą go z powrotem, gestem odpowiedzieli, że owszem. Jednak ksiądz, który bronił swoich wiernych przed zwycięzcami, już wtedy zapewne był skazany na śmierć. Wyprowadzono go dzisiejszą ulicą Kościuszki na promenadę u stóp Góry Krzyżowej. – Dla mnie ks. Klehr jest męczennikiem, przeszedł drogę krzyżową jak Jezus, na pewno wiele razy upadł po drodze, był upokarzany i bity. Zbliżając się do góry, oprawcy wraz z księdzem doszli do platformy, gdzie były kiedyś restauracja czy też schronisko. Tam mogli znaleźć alkohol, już mocniejszy, bo upili się jeszcze bardziej – opowiada Krzysztof Kaszub. – Księdza zakatowali bagnetami i kolbami. W miejscu, gdzie go zabili, niedaleko schodów, znajduje się prześwit, z którego widać szczyt góry, na której jest krzyż. Rosjanie spojrzeli tam zapewne i natychmiast po zabiciu księdza oddali również strzały w kierunku ukrzyżowanego Jezusa – opowiada Krzysztof. Dolna część korpusu Jezusa odpadła. Wzrok Boga musiał rozjuszyć oprawców. Ciało księdza nakryto stertą gałęzi, tak by nikt go nie odnalazł.

    Pamięć utrwalona w kamieniu

    Ciało zamordowanego kapłana odnaleźli dopiero 11 października zbieracze drewna opałowego. Jego nagrobek znajduje się na cmentarzu św. Mikołaja w Strzegomiu. – Przestrzeloną górną część korpusu Pana Jezusa zdjął z krzyża i ukrył przed dalszym zbezczeszczeniem jeszcze w 1945 roku pan Tworkowski, właściciel baru koło strzegomskiego PKS-u. Mój dobry znajomy – opowiada Krzysztof Kaszub. – Około roku 1989 pan Tworkowski przekazał „przestrzelonego Jezusa” ks. Stanisławowi Siwcowi, który umieścił go w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Ksiądz Siwiec zainteresował się wówczas bardziej losem ks. Klehra. Postanowił odnowić nagrobek niemieckiego kapłana. 4 grudnia 1996 w obecności władz miasta ks. Siwiec uroczyście poświęcił nowy granitowy pomnik ks. Klehra. Umieszczono na nim napis w językach polskim i niemieckim, który brzmi: „Krew męczenników – nasieniem pojednania”. Niedaleko tego nagrobka stoi inny granitowy monument – ku czci tych, którzy gwałcili, plądrowali i mordowali. Ku czci zabójców katolickiego księdza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół