• facebook
  • rss
  • Tryptyk zamknięty

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 21/2015

    dodane 21.05.2015 00:00

    On sam już tego nie powtórzy, ale jego sentencje żyją w sercach setek księży i setek tysięcy wiernych.

    Nieczęsto na pogrzebach rozlegają się brawa, tym razem jednak tak było. 11 maja na pogrzebie zmarłego cztery dni wcześniej bp. Józefa Pazdura.

    Mów, Panie, bo sługa Twój słucha!

    W powojennej historii archidiecezji wrocławskiej po raz szósty zdarzyło się, że pożegnano jej biskupa. Co charakterystyczne, pierwszych pięciu odeszło w ciągu dziesięciu lat (bp Paweł Latusek – 11 lutego 1973, kard. Bolesław Kominek – 10 marca 1974, bp Andrzej Wronka – 29 sierpnia 1974, bp Józef Marek – 3 marca 1978 i bp Wincenty Urban – 13 grudnia 1983). Szósty został pochowany 11 maja br. na cmentarzu parafii katedralnej, w grobowcu biskupów wrocławskich. Żył najdłużej z nich wszystkich – 91 lat i najdłużej był biskupem – 31 lat. Urodził się w Woli Skrzydlańskiej koło Limanowej, ale gdy miał trzy lata, jego rodzice za chlebem wyemigrowali do Francji. Ojciec pracował w kopalni, matka zajmowała się domem. Do Polski wrócili siedem lat później, ale już bez ojca. Ten zginął pod ziemią. Wkrótce wybuchła wojna. Pracowita i rozmodlona mama prowadziła gospodarstwo i wychowywała syna w trudnych warunkach wojennej okupacji. Pomagała Żydom, narażając swe życie, a synka posyłała na tajne nauczanie. Dlatego w 1946 roku Józek zdał maturę i zapisał się na Wydział Rolny Uniwersytetu Wrocławskiego. Miasto było wtedy wielką ruiną, jednak dla młodego chłopaka najmocniejszym doświadczeniem było oglądanie ruin kościołów. Któregoś dnia, przechodząc koło jednego z nich, pw. św. Michała Archanioła, zobaczył scenkę rodzajową: ludzi szukających księdza, potrzebujących rady, pocieszenia, rozgrzeszenia. Tyle wystarczyło. Józek z Woli Skrzydlańskiej koło Limanowej był wśród pierwszych 24 kandydatów do kapłaństwa polskiego Kościoła wrocławskiego.

    Oto ja, poślij mnie!

    Z 24 rozpoczynających studia do święceń prezbiteratu dotrwało 13. Ksiądz Józef był najpierw wikarym, potem kolejno zarządcą seminaryjnego gospodarstwa rolnego, opiekunem katedralnej „Scholi Cantorum”, pomocniczym ojcem duchownym w seminarium, a potem studentem teologii ascetycznej w Warszawie i w Rzymie. W 1965 r. ks. Józef wraca do Wrocławia i przez 20 lat (z trzyletnią przerwą, gdy był duszpasterzem w Świdnicy i w Chojnowie) pełni funkcję ojca duchownego w seminarium. – Przywiozłeś nam z Wiecznego Miasta miłość nie tylko do Pana Boga, ale i do Kościoła, do jego pasterzy – wspominał podczas pogrzebu bp Ignacy Dec, wychowanek ojca Józefa. – Przywiozłeś nam ducha Soboru Watykańskiego II. Wychowałeś kilka pokoleń wrocławskich księży. Zawsze byłeś dla nas ojcem, bratem i przyjacielem, często spowiednikiem, kierownikiem duchowym. Lubiłeś, gdy patrzyliśmy ci w oczy, i sam patrzyłeś nam w oczy. Z uwagą słuchałeś, co się do ciebie mówiło. Podkreślałeś, że o wielkości człowieka nie świadczą jego pochodzenie, tytuły, godności, ale tylko to, jak odnosi się on do drugiego człowieka i jakie więzi łączą go z Panem Bogiem. Nie zrażałeś nigdy majestatem, wzbudzałeś natychmiast zaufanie, potrafiłeś zrozumieć, zaprowadzić pokój – wyliczał bp Ignacy. I tak było, o czym świadczy najlepiej entuzjazm, gdy w 1984 r. ogłoszono nominację ojca Józefa na biskupa pomocniczego w archidiecezji wrocławskiej.

    Sługa nieużyteczny jestem!

    Do tej chwili był znany przede wszystkim wśród duchownych. Od święceń biskupich zaczął zdobywać serca wiernych świeckich. Na swoim biskupim obrazku prymicyjnym napisał: „Namaszczony i posłany, aby pełnić biskupią posługę wiary, która działa przez miłość” (por. Ga 5,6), ale jeszcze coś: „Ks. Józef Pazdur całym sercem wyprasza obfitość owoców błogosławieństwa Boga w Trójcy Jedynego – Ojca i Syna, i Ducha Świętego, które niech zstąpi na Was i pomoże skutecznie zło dobrem zwyciężać, cnotę cnotą przewyższać, ze sobą – o lepsze w zawody stawać”. – Wymagałeś wiele od siebie, a dla drugich byłeś bardzo wyrozumiały. Nie byłeś wielkim teologiem akademickim, ale wielkim teologiem duszpasterzem, nauczycielem człowieczeństwa i chrześcijaństwa – mówił bp Ignacy, a potem podsumował. – Ojcze biskupie Józefie, co nam zostawiasz w testamencie? Dobrotliwy uśmiech, spokój, życzliwość i te charakterystyczne, piękne powiedzenia: „Być dobrym jak chleb” – hasło dla wszystkich; „Sentire cum Ecclesia” – hasło dla osób duchownych; „To takie ludzkie” – w spotkaniu z ludzką słabością; „Miłujących Boga wszystko wspiera ku dobremu” – dla ludzi doświadczanych przez życiowe perturbacje; „Tygrys się nigdy nie potrafi odtygrysić, a człowiek może się odczłowieczyć” – wezwanie do budowania świętości na mocnym fundamencie zdrowego człowieczeństwa – wyliczał, a wierni biorący udział w pogrzebie ocierali łzy z oczu. – I przede wszystkim zostawiasz nam, drogi ojcze, ten słynny tryptyk: „Dziękuję, przepraszam, proszę” – znak wysokiej kultury ducha – dodał bp Dec i wspomniał jeszcze o materialnym znaku duchowości ojca biskupa – kaplicy Siedmiu Darów Ducha Świętego pw. Matki Bożej Dobrej Rady i Mądrości Serca w Sulistrowiczkach. Zanim wierni zaczęli bić brawa, bp Ignacy powiedział jeszcze: – Drogi ojcze, wybija w tej katedrze godzina pożegnania się tobą. Pożegnamy cię skromnie twoimi słowami: ojcze biskupie, „dziękujemy” za to, że byłeś, i za to, kim byłeś; ojcze biskupie, „przepraszamy”, że cię niekiedy zasmucaliśmy naszą biernością i małostkowością; ojcze biskupie, „prosimy”, abyś pamiętał o nas tam, w górze. I to już tyle, a resztę niech wypełni milczenie przed Bogiem, które – jak mawiał św. Jan Paweł II – jest samą modlitwą. Amen”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół