• facebook
  • rss
  • Próba przywiązania

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 24/2015

    dodane 11.06.2015 00:00

    Kiedy 3 czerwca robili sobie pamiątkową fotografię, wtedy do niektórych dotarło, że przygotowują się na pożegnanie.

    Od niedawna obowiązuje w diecezji zasada, że neoprezbiter pracuje w pierwszej parafii tylko trzy lata.

    Po upływie tego terminu

    zostaje przeniesiony do innej, w której kadencja trwa już pięć lat. – To decyzja bp. Ignacego, który kierując się swoim własnym doświadczeniem i rozeznaniem oraz coraz powszechniejszą praktyką w innych diecezjach polskich, także u nas wprowadził tę normę – mówi bp Adam Bałabuch. Argumenty? Chyba tylko jeden: ograniczyć zbyt mocne emocjonalne związanie z pierwszą parafią. Chodzi więc o dobro zarówno wiernych, jak i młodego księdza. Faktem jest, że pierwsza parafia jest jak pierwsza miłość – wyjątkowa w życiorysie księdza. I tak jak w przypadku pierwszej miłości, tak i tutaj zasadniczą kwestią jest więź uczuciowa, przywiązanie do ludzi, zadań, możliwości.

    Wiedzą coś o tym

    członkowie chóru św. Łukasza z bazyliki strzegomskiej. Trudno im zrozumieć powody, dla których ks. Łukasz Kopczyński ma szykować się do przeprowadzki. – Jest nas 30 osób – mówi Edyta Beśka, prezes chóru. – Spotkaliśmy się tylko dlatego, że trzy lata temu pojawił się u nas ks. Łukasz. On założył nasz chór i tak naprawdę z jego powodu zaczęła się nasza przygoda z muzyką kościelną – podkreśla. Chór ma na swoim koncie wiele występów w okolicznych kościołach, jest zapraszany na uroczystości diecezjalne, w swoim repertuarze łączy współczesne pieśni z dawnymi i czcigodnymi formami muzycznymi, m.in. wykonują Akatyst – starożytny hymn ku czci Bogurodzicy Maryi. – Ale wciąż potrzebujemy mocnej ręki ks. Łukasza, żebyśmy okrzepli – zaznacza.

    Modlą się więc,

    żeby biskup zmienił zdanie, żeby zrobił wyjątek. – Wiemy jednak, że trzeba się pogodzić z decyzją biskupa – mówi Jacek Fornal, katecheta, członek chóru i organista. – To będzie poważna próba dla nas. Przekonamy się, czy tworzymy chór z powodu troski o chwałę Bożą, o piękno liturgii, czy ze względu na ludzkie sympatie. Choć nie ukrywamy, że jesteśmy dla siebie nawzajem osobami bliskimi i ważnymi, nie tylko znajomymi z chóru – mówi. Chór tworzą ludzie w średnim wieku oraz młodzież i o nią właśnie Edyta Beśka boi się najbardziej. – My wiele zrozumiemy, trochę już w życiu przeżyliśmy, także rozstań, jednak dla młodych będzie to poważne doświadczenie – mówi o swoich obawach. – Zależy nam więc choćby na tym, żeby następca ks. Łukasza był muzykalnym księdzem, takim, który pomoże nam kontynuować tę Bożą przygodę – podkreśla. – Bo każdy kapłan ma w sobie charyzmę wiązania ludzi – dorzuca Jacek Fornal. – Jednak nie każdy z niej korzysta, to po pierwsze, a po drugie nie każdy lubi i umie przy okazji śpiewać – uśmiecha się.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół