• facebook
  • rss
  • Młyn coraz większy

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 26/2015

    dodane 25.06.2015 00:00

    Jeżeli ksiądz nie wygląda jak ksiądz, bywa, że może więcej niż ktoś w sutannie.

    Pokój, gdzie się spotykają, pamięta doskonale czas świetności potężnego młyna, który w XIX w. powstał w Dzierżoniowie. Żeby do niego dotrzeć, trzeba jednak objechać zwalistą bryłę zakładu. Wtedy trafi się do kamienicy biurowca. Przez całe dziesięciolecia zrujnowany dzisiaj budynek służył jako centrum dowodzenia całego przedsiębiorstwa. Tutaj urzędował dyrektor, były kadry, tutaj pracowała księgowa. – Teraz ćwiczymy tu my i jeszcze dwa inne zespoły. Jesteśmy schowani przed światem, odgrodzeni od niego tonami cegieł. Tylko tutaj nikomu nie przeszkadzamy, możemy przygotowywać się do koncertów – mówi, wyliczając kilka adresów, które na jakiś czas były siedzibą grupy. – Salki, garaże, pomieszczenia gospodarcze – wszystko za blisko ludzi. Kończyło się zawsze tak samo: idźcie gdzie indziej, hałasujecie. A przecież nie da się inaczej przygotować do koncertu. Do chwili, kiedy stajemy w blasku reflektorów, na scenie, wobec wszystkich i gramy to, co wypracowaliśmy w ukryciu – mówi Wojtek Szymański, lider grupy Apostolos.

    Artur Betlej

    – Jestem tu od początku – zaczyna dwudziestojednolatek, gitarzysta. – Pamiętam dobrze, był rok 2009. Piława Górna. Zebraliśmy się, żeby grać scholkowe klimaty. Nie za ostro, żeby nie zrażać do siebie. Zresztą nie ma co ukrywać, inaczej nie potrafiliśmy. Spokojne rytmy dla kogoś, kto dopiero zaczyna naukę gry na instrumencie, to ocalenie. Potem zaczęliśmy „rockować”… na przyszłość – uśmiecha się zadowolony z niejednoznaczności słowa. – Rozumieliśmy siebie, swoje serce i krystalizowały się nasze cele. Wtedy z basu przeszedłem na elektryka, a nasza muzyka zaczynała brzmieć drapieżnie – kwituje.

    Kuba Kuśnierz

    – Sześć lat razem, skład się trochę zmieniał, ale jednak klimat został ten sam: braterstwo, zrozumienie i jedność duchowa. Tak, jesteśmy przyjaciółmi – mówi perkusista, ma 23 lata. – Jak do tego doszliśmy? Z jednej strony kryzysy, z których wyszliśmy obronną ręką (tułaczka, studia zaoczne, kłopoty personalne), hartowały w nas wolę przetrwania, z drugiej wspólne wyjazdy, rekolekcje, więź wiary – to dobra mieszanka, żeby zasmakować czegoś więcej niż tylko pasja do rocka.

    Bartek „Suchy” Sochacki

    – Grałem wcześniej w ciężkiej kapeli – opowiada 23-letni basista. – Skończyłem szkołę, gdzie uczyłem się jazzować i rozumieć muzykę rozrywkową. Wszedłem w „Apostolos”, bo to miła odmiana. Zresztą jaka to przyjemność grać tylko dla samego grania, w garażu, kiedy nie ma się okazji zaprezentować publiczności? Tak było w tamtej kapeli, tutaj jest inaczej. Lepiej.

    Marcin „Bruno” Ślusarczyk

    – Uczyłem się klawiszy od organisty, dlatego może pociąga mnie rock z wartościami. (śmiech) Taki, który porusza, inspiruje do wejścia głębiej w siebie, który poza formą ma jeszcze treść, coś, co jest autentyczne, większe od naszych iluzji, złudzeń i gdybań. Taką muzę gramy z chłopakami. Imponuje mi to i bardzo to sobie cenię – podkreśla specjalista od ballad (tak o nim mówią kumple), który ma 21 lat.

    Wojtek Szamański

    – Zacząłem pisać teksty. Są o tym, że alienacja, wyobcowanie nie musi być klęską, że można doświadczyć przemiany, że można wyjść z izolacji, żeby spotkać człowieka i Boga. Ma 31 lat, jest księdzem od sześciu lat. Pracował w Piławie, tam skrzyknął chłopaków, tam zaczęła się droga apostołów. Potem przez rok był Wałbrzych. I jak kiedyś św. Paweł, tak i on zgolił głowę. Szukał klucza do siebie i do innych, młodych i oni to rozumieli. Nie rozumieli jednak przełożeni. Dlatego dzisiaj wygląda jak „Litza” z Luxtorpedy, tylko trochę młodszy. Śmieje się na porównanie, ale wie, że jest trafione. – Owszem, imponuje mi sposób, w jaki ta kapela ewangelizuje; wiedzą, jak się za to zabrać. Warto ich naśladować. Imponuje mi też wiara Roberta „Litzy” Friedricha, ale nie zależało mi na upodobnieniu się do niego wizualnie – zapewnia. – Może po prostu obaj z racji podobieństwa rysów twarzy zauważyliśmy, że pewien sposób przystrzyżenia włosów i brody lepiej pasuje do nas niż inny – teraz śmieje się już w głos z długiego wywodu.

    Bez łatki

    Ich światem jest estrada. Wchodzą na nią jako muzycy, ale nie jest to cała prawda o ich tożsamości. Grają mocnego rocka, ale to tylko środek do tego, żeby wyrazić siebie i swoje przekonania. Czyli co? – Że życie ma sens: nie dlatego, że kończy się murem śmierci, ale dlatego, że prowadzi do furtki w tym murze, by otworzyć się na wieczność – rzuca Wojtek. – Jednak żeby tak się stało, chłopaki muszą zamknąć etap: kapeli księdza z ministrantami – wtrąca się Rafał Pacyk, menedżer zespołu. – Nie chodzi o wstyd, ale o zaszufladkowanie. Ksiądz z ministrantami zagra w kościele, na festynie parafialnym czy na diecezjalnym festiwalu, ale nie zaproszą go na świeckie imprezy, nie wystąpi na Woodstocku – ocenia. A tam przecież są ci, którzy bardzo potrzebują nadziei, jaką może dać tylko Bóg. – Luxtorpeda udowodniła, że można dzisiaj grać dobrą muzę, której słuchają setki tysięcy, i jednocześnie głosić Ewangelię, choć bez używania „pobożnych” słów – zaznacza.

    Ubrany i przebrany

    Jest taki świat, gdzie ksiądz w sutannie jest odrzucony tylko dlatego, że jest tak ubrany. Tak bywa nie tylko w więzieniu czy w poprawczaku, ale też wśród członków niektórych grup subkulturowych. – Oni też są dziećmi Boga i często są pogubionymi owieczkami Dobrego Pasterza – mówi Wojtek. – Ktoś musi po nich wyjść, ktoś musi wzbudzić w nich zaufanie, ktoś musi wyciągnąć do nich rękę, po to, żeby Pan mógł ich dotknąć, wziąć na ramiona i przyprowadzić do domu. A tutaj sutanna jest już czymś zwyczajnym, oczywistym, a nawet oczekiwanym. I wtedy ją zakładam i nie tylko jestem księdzem, ale i jak ksiądz wyglądam – i znowu się śmieje. Galeria z próby na: swidnica.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół