• facebook
  • rss
  • Rzym w nagrodę

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    Przeżyli tydzień, który pomógł im zrozumieć historię Kościoła i odkryć korzenie własnej kultury.

    Jest ich w parafii franciszkanów w Kłodzku ponad trzydziestu. Wiedzą dobrze, że gdy wykażą się gorliwością i dojrzałością, a nie samą tylko frekwencją, wtedy mają szansę pod koniec roku szkolnego pojechać do Rzymu. 


    Punkty i cała reszta


    – Faktycznie nie chodzi tylko o ilość punktów – zaznacza o. Jeremiasz Brzeziński OFM, opiekun Liturgicznej Służby Ołtarza. – Liczą się także sposób organizacji czasu, poświęcenie dla służby, dyspozycyjność, solidność i zaangażowanie w służbę – wylicza kryteria.
System zatem nie jest taki oczywisty. Wprawdzie punktacja jest kwestią ważną (za Msze św. z grafika dyżurów dostaje się 1 pkt, za nieobecność na takiej minus 2 pkt., a za nieobecność usprawiedliwioną 0 pkt.; poza tym jeśli będziesz po raz drugi tego dnia na służeniu, dostajesz 
5 pkt., a za obecność poza grafikiem 1 pkt) – to jednak biorę pod uwagę okoliczności, sytuację życiową, „cenę”, jaką chłopak musi zapłacić za służenie – zaznacza opiekun. – Cena… no tak, bo jeśli ma on popołudnia wiecznie wolne i ma do wyboru ślęczenie przed komputerem i nudę albo służbę, to jest to słabsze od sytuacji jego kolegi, który ma kilka zajęć pozalekcyjnych i jeszcze wygospodaruje czas na Mszę św. – precyzuje.


    Wędrówka do korzeni


    Na nagrodę załapuje się czterech. Tylu, bo to optymalna grupa do opanowania i upilnowania. Liczy się także prawdopodobieństwo komplikacji wyprawy: wiadomo, im mniejsza grupa, tym także mniejsza szansa na niespodziewane sytuacje.
– Jedziemy do Rzymu, bo to centrum nie tylko chrześcijaństwa, ale i naszej kultury – mówi o. Jeremiasz. – Dajemy sobie czas, żeby nie tylko zaliczyć zabytki, ale je poznać, a w świętych miejscach się pomodlić. Zorganizowałem tę wyprawę po raz czwarty i wiem, że zawsze budzi ona w chłopakach ogromne emocje.
Co w programie? Bazyliki, główne zabytki starożytności, renesansu i baroku. Obowiązkowo katakumby. – To jest wyprawa do korzeni chrześcijaństwa i myślę, że jest ona o wiele mocniejsza od wyjazdu do Ziemi Świętej, tam bowiem z uwagi na sytuację polityczną oraz tragiczną historię o wiele trudniej odkryć ślady Jezusa niż w Rzymie dotknąć historii Jego uczniów – ocenia franciszkanin. 


    Ołtarzowa znaczy bliskość


    Jednak zarówno w Rzymie, jak i w Ziemi Świętej nie obejdzie się bez wrażliwości na znaki wiary. A tę doskonale ćwiczy się przy ołtarzu. – Jestem dumny z tego, że służę Bogu – deklaruje Jonatan, który ministrantem jest w sumie sześć lat. – Jestem blisko ołtarza i szanują to także moi koledzy. Widzą przecież, że to coś wyjątkowego i trzeba być kimś, żeby się tego podjąć – dodaje Janek, który służy od trzech lat. – Ja sam musiałem do tego dojrzeć. Przyglądałem się temu, najpierw z daleka, potem nieco bliżej, a w końcu sam poszedłem do zakrystii i powiedziałem o. Igorowi: chcę być ministrantem! – wspomina. 
Najstarszy z grupy ministranckich pątników jest Piotrek. – Już w zerówce służyłem w Wojciechowicach do Mszy św. Potem w trzeciej klasie zgłosiłem się w swojej parafii. Czasami, gdy z jakichś powodów nie jestem przy ołtarzu, widzę kolosalną różnicę w tym, jak się przeżywa bliskość Boga, siedząc w kościele, a jak w trakcie służenia. Nie mam wątpliwości, że jak długo się tylko da, będę przy ołtarzu. Właśnie z powodu bliskości Boga – zapewnia. 


    W kurialnych progach


    W nagrodę do Rzymu – to przeżycie także dlatego, że w tym roku o. Jeremiasz zadał każdemu z uczestników pięć obiektów, o których mieli zdobyć informacje, a potem podzielić się nimi z pozostałymi. – Byliśmy więc przygotowani do tej wyprawy, myśleliśmy nie tylko o spakowaniu walizek, ale także o tym, co nas tam czeka – dorzucają chłopcy.
– Ciekawostką dla nas w tym roku było i to, że odwiedziliśmy kurię generalną naszego zakonu – zaznacza o. Jeremiasz. – Przyznam, że sam byłem tam po raz pierwszy, choć Rzym odwiedzałem wielokrotnie. Zjedliśmy z braćmi obiad, a atmosfera franciszkańskiej radości udzieliła nam się w pełni. To na pewno całkowicie wyjątkowe wspomnienie z tego wyjazdu – podsumowuje. 



    Byłem, żeby się przekonać


    Jonatan Jantarski, 11 lat
– Gdy usłyszałem, że mam szansę na wyjazd do Rzymu, od razu postanowiłem, że zrobię wszystko, żeby się załapać. Udało się! Rzym jest po prostu rewelacyjny. Kiedy stanąłem na placu św. Piotra, byłem zdumiony jego ogromem, bazylika wydawała mi się szersza niż dłuższa, ale gdy wszedłem do środka, jej potęga mnie po prostu wbiła w posadzkę. Polecam każdemu wyprawę do Wiecznego Miasta. 

Jan Lebda, 13 lat
– Byłem już kiedyś w Rzymie, ale  
z tamtej wizyty niewiele zostało mi w głowie. Teraz przez tydzień mogliśmy zwiedzać, modlić się i smakować klimat stolicy Włoch oraz Stolicy Apostolskiej. Imponuje mi historia tego miasta, liczba zabytków tak ważnych dla naszej kultury i wiary. Wielkie wrażenie wywarł na mnie kościół kapucynów, gdzie są kaplice, w których nawet żyrandole są z ludzkich kości. 

Piotr Kazimierski, 17 lat
– Pierwszy raz w Rzymie – na pewno ważne było dla mnie to, z kim tam pojechałem. Chodzi zarówno o kolegów, jak i o. Jeremiasza. Dobre towarzystwo w niesamowitym miejscu – czego chcieć więcej od takiego wyjazdu? Najbardziej zaimponowało mi Koloseum. Na zdjęciach w albumach nie wygląda na tak ogromne, jak jest naprawdę. Byłem też zaskoczony, że jest tak 
zniszczone. Dodam tylko, że to
moje drugie podejście do tej pielgrzymki. Za pierwszym razem nie pojechałem, bo
nie miałem ważnego paszportu.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół