• facebook
  • rss
  • Wreszcie ma papiery

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 31/2015

    dodane 30.07.2015 01:48

    W pogoni za Jasiem znalazł jego grób i spojrzał mu w twarz.

    Jest taka książka – „Rapsodia świdnicka” oraz była taka nauczycielka – Maria Nowak, polonistka z SP nr 2 w Strzegomiu – te dwie, każda na swój sposób, pokazały Krzyśkowi, że to, co widzi, ma swoje korzenie, skądś się wzięło, jest dowodem, że wcześniej w jego mieście też żyli ludzie.

    Idź! – nie poszedł

    Urodził się niemal jako ostatnie dziecko na strzegomskiej porodówce. Później przenieśli ją do Świebodzic. Dlatego strzegomianinem czuje się naprawdę, z krwi i kości. Miał dwie pasje: sport i historię. Osobliwe połączenie.

    Za tę drugą odpowiada „Babcia”, bo tak ją nazywali – wiekową staruszkę, polonistkę, która brała udział w powstaniu warszawskim i potrafiła opowiadać o nim z takim przejęciem, tak barwnie, że Krzysiek ze zdumieniem odkrywał, że historia nie ma tylko wersji podręcznikowej, ale też żywą, w sercu i umyśle człowieka. Dlatego też jako trzynastolatek przeczytał „Rapsodię świdnicką” – to go upewniło, że warto się historii poświęcić. Szczególnie historii Strzegomia. I jeszcze sport – też go kochał i miał osiągnięcia. Zatem jeszcze raz: historia i sport. Co wzięło górę? Głupota! Głupota nastolatka. Nie został ani mistrzem czy choćby wuefistą, ani historykiem. Został ślusarzem – bo mu się nie chciało uczyć.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół