• facebook
  • rss
  • Mamusia. Dla facetów

    dodane 13.08.2015 00:00

    O milczeniu, które mówi, symetrycznie działającym Bogu i surrealistycznym sanktuarium w Wałbrzychu
mówi Sławomir Zatwardnicki. 


    Ks. Roman Tomaszczuk: Miałeś kiedyś wizję Matki Boskiej?


    Sławomir Zatwardnicki: Wiesz, jesteś już drugą osobą, która o to pyta. Pierwszą był arcybiskup, który wysłuchał mojej konferencji wygłoszonej w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Chyba muszą wziąć pod uwagę te głosy i poważnie się otworzyć na takie doświadczenie. (śmiech)


    Co w takim razie sądzisz o tych, którzy dzisiaj twierdzą, że mają takie objawienia? Właśnie wróciła młodzież z Medjugorie…


    Pozostawiam ocenę objawień tym, do których ona należy. Z kolei z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że jest naprawdę wielu ludzi, którzy mają duchowe doświadczenie Matki Bożej; zwykle nawet coś, co można nazwać relacją z Nią. Tego nie wolno lekceważyć, jak zdają się to nieraz czynić nie tylko chrześcijanie innych wyznań, ale również katolicy, na przykład teologowie, którzy w imię źle rozumianej „poprawności teologicznej” lekceważą to, co właśnie powinni brać pod uwagę. Wracając jednak do objawień: wiesz, co według mnie jest najbardziej interesującego w tym temacie? Zapytaj mnie…


    Więc pytam: co takiego?


    Sam fakt, że to Matka Boża – a nie Chrystus – się objawia; albo, w przypadku fałszywych objawień, że to „anioł światłości”, czyli diabeł, pod Nią się podszywa. Coś musi być na rzeczy! Czy to nie zdumiewające?


    Ktoś mógłby powiedzieć, że zastąpiła Boga…


    Bóg, mówiąc językiem polityków, steruje przecież wszystkim „z tylnego siedzenia”. A zatem to Jego plan w ten sposób się realizuje. Widzę to tak: jeśli Bóg stał się człowiekiem, to po to, aby człowiek miał udział we wszystkim, co Boże. Według sentencji św. Atanazego, „Bóg stał się człowiekiem, by człowiek stał się bogiem”. Dlatego Maryja sprawia wrażenie bogini. Ale nie trzeba się tego bać – to przecież przyszłość wszystkich wierzących. Taki jest właśnie Bóg chrześcijański, że dzieli się z człowiekiem wszystkim, a więc również sobą samym. 


    I dlatego Maryja została wniebowzięta?


    Tak, bo Bóg jest wierny, a zatem działa – jak to nazywam – „symetrycznie”. Wniebowzięcie Maryi wolno widzieć jako konieczne dopełnienie historii zbawienia. Rozpoczęła się Ona od Maryjnego „fiat”, dzięki któremu Bóg stał się człowiekiem, a swój finał znalazła w swoistym „fiat” Boga, dzięki któremu Niewiasta stała się już uczestnikiem życia Bożego. Dlatego lubię do wszystkich tytułów maryjnych dodawać i ten: „Matka przebóstwionych”. Wniebowzięta już doświadcza tego, co wciąż jeszcze na nas czeka.


    Napisałeś książkę „Pomoc przeciw nieprzyjaciołom Twoim, czyli jak chwalić Maryję i bronić Jej godności”. A przecież Matka Boża – to kobieta, o której chyba więcej możemy gdybać niż coś na pewno wiedzieć.


    W relacjach z innymi nie tyle ilość, ile jakość tego, co się mówi, gra kluczową rolę. Takie ćwiczenie z wyobraźni: „ciche dni” między małżonkami – czy nie są bardziej wymowne od miłych pogawędek? Maryja z kolei dużo mówi niewerbalnie – warto zauważyć, że choć „wszystkie reflektory” ewangelistów kierują się na Chrystusa, to przecież Jego Matka pojawia się w najbardziej decydujących wydarzeniach Jego życia. Te momenty, jak to w trafnej metaforze wyraził teolog Hans Urs von Balthasar, jak w sali lustrzanej wzajemnie się pogłębiają. Matka Pana jest małomówna, ale wymownie obecna. A kiedy już coś mówi, to jest to jak wybuch wulkanu życia wewnętrznego, które prowadziła.


    A gdy spotykasz sceptyka maryjnego, jakiegoś protestanta, masz sposób, żeby zabić mu ćwieka?


    Z tym zabijaniem ćwieka trzeba uważać, bo można w ten sposób również „zabić” ekumenizm. Nie sądzę też, żeby takie „bojowe” podejście spodobało się Maryi. Należy raczej zwracać uwagę na to, że nie wszystko w Piśmie Świętym musi być „kawa na ławę”. Lepiej wziąć kawę do ręki i cierpliwie pomedytować nad Biblią i działaniem Boga w życiu wierzącego. Wzorem Maryi, która być może kawy nie piła, ale chowała wszystkie sprawy, a więc Słowa i czyny Boże, w swoim sercu, i nad nimi rozmyślała (por. Łk 2,19 i 51). Jak to pięknie napisał znany publicysta Vittorio Messori, „ta Dziewica, »która rozważa«, domaga się na temat swego istnienia spokojnego przemyślenia”.


    Na naszym terenie mamy sporo sanktuariów maryjnych, które jest twoim ulubionym?


    Zdziwisz się, jeśli autor książek i artykułów maryjnych powie ci, że nie odwiedza sanktuariów? Rzeczywiście, w mojej duchowości nie mieści się praktyka nawiedzania sanktuariów. Wielodzietna rodzina, dużo nauki i pracy, stanowczo za mało ewangelizacji, ale wystarczająco sporo wspólnotowej formacji – czasu i energii nie pozostaje na nic innego. 


    Ale masz na miejscu sanktuarium…


    Tak, na szczęście! Jako lokalny patriota, kochający swoje miasto miłością trudną jak samo miasto, polecam! Jest najbardziej „surrealistyczne”: w środku miasta, malutkie, nie wiadomo w jakich godzinach otwarte, z wyschniętym z powodu szkód górniczych cudownym źródełkiem. A przede wszystkim z pietą Matki Bożej Bolesnej – jaką bowiem inną patronkę mógłby mieć „Wałbrzych Bolesny”? No i pozostaje jeszcze „sanktuarium serca”, w którym zawsze można się spotkać z Maryją.


    Jakim tytułem zwracasz się do Maryi w tym sanktuarium?


    Nie podglądałem do tej pory samego siebie. (śmiech) Ale zdaje się, że zwracam się do Niej tytułami tradycyjnymi – Matko lub spoufalając się nieco – wtedy po imieniu: Maryjo. Nie wahałbym się też jeszcze większej intymności – „Mamusiu” wzięte od św. Maksymiliana wydaje mi się dobre nawet dla mężczyzn.


    Przeczytaj!


    Książka: napisana w stylu niepozbawionym humoru i ekstatycznej metaforyki.
Autor: współpracownik portalu Opoka, autor kilkuset artykułów i ośmiu książek apologetycznych, rocznik 1975, żonaty, ojciec czworga dzieci.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół