• facebook
  • rss
  • Kilka pytań do "pierwszaka"

    xrt

    dodane 24.09.2015 21:01

    Mówią o swoich obawach, rodzącym się powołaniu i samopoczuciu na początku drogi.

    Alumni pierwszego roku przyjechali do seminarium tydzień wcześniej niż pozostali.

    – Dla mnie klimat seminarium to nie jest nowość – zapewnia Wojciech Pawlina z Nowej Rudy. – Wielokrotnie bywałem na dniach skupienia i na rekolekcjach organizowanych przez seminarium, więc dom jest mi znany. Niemniej widzę różnicę w tym, jak się tu czuję teraz, gdy jestem klerykiem, a jak czułem się wtedy, gdy byłem tylko gościem. Teraz jestem u siebie – zaznacza, a jego opinię podziela Michał Kozłowski z Dzierżoniowa. Michał jest najstarszy z całej grupy, ma 26 lat. Większość „pierwszaków” właśnie zdała maturę lub zaledwie rok zwlekała z podjęciem decyzji o wstąpieniu do seminarium. – Ja pracowałem jako ratownik medyczny w bielawskim pogotowiu, byłem też organistą w Bielawie i w Ostroszowicach – dopowiada Michał.

    Natomiast Mateusz Petrus z Bystrzycy Kłodzkiej z seminarium ma bardzo szczególne wspomnienie. – To tutaj, kilka lat temu, podczas rekolekcji, jeszcze jako gimnazjalista, w kaplicy podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, po raz pierwszy pomyślałem, że kapłaństwo jest także dla mnie, że warto tę drogę sprawdzić – mówi.

    Dzień przeprowadzki do seminarium to najpierw stres – zanim się wyjechało z domu. – Tak było u mnie – mówi Mateusz Petrus. – Ale gdy już przekroczyłem bramę seminarium, pomyślałem: „Chciałeś tu być i jesteś!”. Wtedy też przyszła radość i pokój serca – podkreśla, a inni mu przytakują.

    Czemu kapłaństwo? Grzegorz Wołoch ze Świebodzic jest przekonany, że skoro sam doświadczył radości wiary, to jako ksiądz będzie mógł ją skutecznie przekazywać. – Rok temu pytałem Boga, co mam zrobić ze swoim życiem – mówi Jarek Biłozor z Dzierżoniowa. – Szukałem odpowiedzi na różne sposoby. Znalazłem głos Boży w Piśmie Świętym, potem weryfikowałem swoje rozeznanie z moim przewodnikiem duchowym i podczas rozmów w mojej wspólnocie. Dlatego tu jestem – kończy tegoroczny maturzysta.

    Ale Dominik Musz z Głuszycy czy Emil Dudek z Piławy Górnej potrzebowali więcej czasu na rozeznanie powołania. – Sam nie wiem, czego się spodziewałem, kiedy szedłem na filologię polską i historię na Uniwersytet Wrocławski – opowiada pierwszy z nich. – Przecież zawsze chciałem być księdzem, a jednak zaraz po maturze nie byłem gotowy na ten krok. Teraz dojrzałem – zapewnia. Natomiast Emil ma na swoim koncie rok finansów i rachunkowości w cyklu zaocznym oraz pracę jako audytor jakości w jednej z firm działających w dzierżoniowskiej strefie ekonomicznej. – Nie żałuję tego czasu, nie był on stracony – mówi i przyznaje, że ojciec nie był zadowolony z decyzji syna. – Musiał to przemyśleć, ale po dwóch dniach oświadczył, że mi pomoże. Mama z moją decyzją nie miała problemu, nawet się ucieszyła.

    – Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli zostanę księdzem, nie będzie mi w życiu łatwo, bo dzisiaj łatwo księżom nie jest – mówi Grzegorz Wołoch. – Jednak gdy patrzyłem na ks. Janusz Garulę, na to, że jest szczęśliwy w kapłaństwie, a znamy się z czasów jego pracy w naszej parafii, to nie bałem się tego, co będzie. Da się to przeżyć – uśmiecha się.

    Przykład księdza był też ważny dla Emila Dudka. – Jestem w seminarium w dużej mierze dzięki ks. Krzysztofowi Corze, on mnie przekonał, że na księdza się nadaję – mówi, a Dominik Musz dorzuca słowo o trudach kapłańskiego życia. – Myślę, że najtrudniejsze jest posłuszeństwo Bogu wtedy, gdy po naszemu powinno się zrobić inaczej, a jednak wybiera się to, co On proponuje. Myślę, że tylko wtedy ja jako ksiądz nie zdradzę powołania i będę wierny Panu Jezusowi – przekonuje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół