• facebook
  • rss
  • Celibat nie do zniesienia

    ks. Roman Tomaszczuk

    dodane 08.11.2015 10:34

    Świętoszkowata pobożność, egocentryczne zapracowanie, narcystyczne samouwielbienie - lekarstwo na kompleksy.

    Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, nie jest dobrze, żeby sam był i ksiądz - te słowa mogą nie dawać spokoju, kiedy diecezjalny ksiądz towarzyszy czterem rodzinom w wyjeździe do Biskupowa (szczegóły TUTAJ).

    Chcieli lepiej się poznać z nową parą w ich kręgu Domowego Kościoła, chcieli dystansu do gonitwy, w jakiej biorą udział na co dzień: praca, dom, dzieci, parafia.

    Chcieli odpocząć i chcieli też uważniej wsłuchać się w głos Ducha Świętego - bo On jest bohaterem tegorocznego programu formacyjnego rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie. Wszystko to się im udało. 

    Rodziny za miejsce skupienia wybrały jeden z trzech w Polsce benedyktyńskich klasztorów.

    Wszyscy razem spotkali się w atmosferze pokoju płynącego z harmonii między pracą i modlitwą, studiowaniem i medytacją, braterstwem i gościnnością.

    Rodziny naturalne z rodziną mniszą. Wszyscy żyjący według tej samej zasady: spotkać człowieka w miłości - nie teoretycznie - w filozoficzno-teologicznych ideach albo kaznodziejskich zadęciach ale w pracy, trosce, wychowaniu, przebaczeniu. Udaje się to zarówno jednym jak i drugim.

    Z diecezjalnym księdzem nie jest już tak łatwo. On żyje w celibacie.

    Celibat - bezżeństwo ze względu na Królestwo niebieskie - staje się nie do zniesienia. Zawsze ilekroć jest praktykowany jako "bezpieczne" zamknięcie, nieludzki dystans, grzeszny egoizm, świętoszkowata pobożność, egocentryczne zapracowanie, narcystyczne samouwielbienie - słowem lekarstwo na kompleksy, niedowartościowanie czy chore ambicje. Staje się nie do zniesienie niekoniecznie dla tego, który w nim żyje (przynajmniej w pierwszej fazie), ale na pewno dla tych, z którymi taki żyje. Ostatecznie zawsze i jedno i drugie. 

    Zatem przez trzy dni: szczęśliwe rodziny Domowego Kościoła i szczęśliwa rodzina mnichów - i jedni i drudzy gorliwie dbający o biblijną prawdę rodem z raju: człowiek jest wezwany do wychodzenia ku drugiemu, w przeciwnym razie pozostaje samotny, tzn. cierpiący nie do zniesienia. A między nimi diecezjalny ksiądz. Żony mieć nie będzie, ale mnichem zostać chyba jeszcze może... Ewentualnie może wziąć na siebie coś z ich życia - umniejszyć się, żeby ich było więcej - w jego sercu. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół