• facebook
  • rss
  • Po śladach ojców

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 48/2015

    dodane 26.11.2015 00:00

    Lektorskie cingulum, które rzucił na trumnę swojego dziadka, to tylko znak więzów, jakie łączą go z rodziną.

    Dzisiaj nie pamięta, czy były jakieś racjonalne powody dla tego gestu. Pamięta tylko emocje tamtego dnia, 16 lat temu, gdy on, jako 15-latek, stał nad grobem dziadka.

    Babcine pacierze

    – Jestem przekonany, że tak jak za życia, tak i po śmierci modlitwa dziadka wspiera moje powołanie – mówi ks. Paweł Traczykowski, od trzech lat studiujący w Rzymie. Pochodzi z Wałbrzycha, gdzie od dziecka uczył się wiary w murach kolegiaty. Tam oddał się w opiekę swoim dziadkom, rodzicom swej mamy. Mieszkali zawsze razem, a ponieważ jest pierworodnym i jedynym synem (pozostałe rodzeństwo to trzy siostry), skupił na sobie miłość Zofii i Stefana Bartnikowskich. Oni otworzyli go na inną rzeczywistość. Oni też widzieli w nim kapłana. Od początku i wytrwale prosili Boga, żeby zmiłował się nad nimi i powołał Pawła. Ich intuicja nie zawiodła. Pan faktycznie miał taki plan wobec malca. Nie dziwi zatem, że szybko stanął przy ołtarzu jako ministrant, potem lektor. W 1999 – na pogrzebie dziadka – zapragnął pogłębić swoją więź z Jezusem. Wybrał drogę Ruchu Światło–Życie. Tam poznał ludzi, którzy pokazali mu wiarę jako sposób na radosne życie, tam zetknął się z kapłanami, którzy po dziś dzień są dla niego autorytetami: ks. Piotrem Kotem i ks. Markiem Adaszkiem.

    Przy ołtarzu

    – Żeby obraz był pełny, trzeba jeszcze wspomnieć o rodzicach – zaznacza. – Nie wiem, czy usłyszałbym głos Boga, gdyby nie to, że od dziecka do snu – zamiast bajek – mama czytała nam Biblię. To dopiero była szkoła słuchania Pana – uśmiecha się, wspominając domowy rytuał, tym cenniejszy, że dzisiaj 2000 km od domu wspomnienia te są ważnym znakiem łączności z rodziną. – Oczywiście jest komunikacja wirtualna, od czasu do czasu wizyty w Polsce, ale pamięć przywołuje te pierwsze obrazy, słowa, gesty – tłumaczy. Dla przykładu wspomina 23 września 2003 r., gdy ojciec odwoził go do Legnicy, gdzie zaczynała się jego formacja seminaryjna. Wspomina jego błogosławieństwo i słowa mamy: – To twoja decyzja, ale pamiętaj, że jeżeli miałbyś być złym księdzem, to lepiej wracaj do domu.

    Pierwsza parafia: Wniebowzięcia NMP w Bielawie. Tutaj katechizował w liceum i formował ministrantów. – Zależało mi na tym, żeby służba przy ołtarzu nie była tylko sprawą księdza, ale też ich rodziców. Dlatego odwiedzałem domy ministrantów, żeby poznać rodzinę i żeby oni mogli poznać mnie. To owocowało we wzajemnej współpracy – dopowiada.

    Miało być inaczej

    Właśnie minął 3. rok, odkąd ks. Paweł rozpoczął studia w rzymskim Instytucie Patrystycznym Augustianum, który formalnie jest częścią Uniwersytetu Laterańskiego. Instytut to jedna z młodszych uczelni papieskich. Powstał dopiero w roku 1970, powołany do życia na fali soborowej odnowy. Szybko stał się jednak najbardziej liczącą się w świecie uczelnią w dziedzinie teologii patrystycznej oraz nauk patrystycznych.

    Powód? Skupia najlepszych specjalistów w tej dziedzinie. Zajęcia prowadzą profesorowie patrologii, filozofii, literatury i architektury starożytnej, a także pracownicy Biblioteki Watykańskiej.

    – Poznaję życie, dzieła i myśl teologów pierwszych ośmiu wieków Kościoła, szczególną uwagę zwracam na św. Augustyna. Fascynuje mnie rozwój dogmatów oraz zgłębianie prawdy o Trójcy Świętej i o Chrystusie, co zresztą żywo interesowało także ojców – mówi ks. Paweł. – Uczę się łaciny i greki, wybrane działa czytam w oryginale. Cenię sobie także paleografię, naukę o piśmie. Interesujące są także apokryfy i ich wizja Dobrej Nowiny.

    – A miało być zupełnie inaczej – mówi Ryszard Traczykowski, ojciec ks. Pawła. – Syn zaczął studia w Lublinie, także patrystykę, ale tutaj, blisko, i ledwie go zawieźliśmy na KUL, otrzymał wiadomość, że pilnie jest proszony o przeniesienie się do Rzymu. Baliśmy się tego bardzo: daleko, bez znajomości włoskiego, zupełnie obce środowisko, a on jeszcze taki wrażliwy i delikatny – wspomina.

    – Faktycznie, mogłem się utopić, rzucony na tak głęboką wodę – komentuje ks. Paweł. – Na szczęście ze strony profesorów oraz kolegów w Polskim Papieskim Instytucie Kościelnym w Rzymie, gdzie zamieszkałem, spotkałem się ze wsparciem, wyrozumiałością i pomocą, więc szybko wszedłem w rytm rzymskiego życia i studiowania – przyznaje.

    Obok św. Piotra

    Dzisiaj przygotowuje swoją pracę licencjacką, potem ma nadzieję na otwarcie przewodu doktorskiego. – Piszę o figurze biskupa i jej rozwoju w listach św. Cypriana z Kartaginy, ale doktorat chciałbym pisać o św. Grzegorzu Wielkim – mówi. – Tak czy inaczej, dziękuję Bogu za to, że mogę studiować w sercu Kościoła, że bazylika św. Piotra jest właściwie moim kościołem parafialnym, bo uczelnia znajduje się tuż obok niej. Mam świadomość, że nie mogę zawieść zaufania naszego biskupa, ale myślę także o swojej rodzinie. Moja babcia bardzo przeżywa moje studia, a ja o niej pamiętam szczególnie – wyznaje. – Jest jeszcze coś dla mnie bezcennego w możliwości studiowania patrologii: ojcowie Kościoła to znakomici teolodzy, ale przede wszystkim ludzie o ogromnej miłości i wrażliwości na to, co Boże. Ja nie tylko zdobywam wiedzę, ja ciągle się nawracam. Ci ludzie zaufali Panu Bogu, to przebija z kart ich traktatów, homilii i kazań. Przekonali się o Jego wierności i wspaniałomyślności – idę ich śladem.

    Galeria z instytutu na: swidnica.gosc.pl

    Moim zdaniem

    Zofia Bartnikowska, 94 lata
    – Mam trzynaścioro wnucząt i ośmioro prawnucząt, jednak Pawełek jest tylko jeden. Zawsze widziałam w nim kapłana, na szczęście Pan Bóg też to widział. Szkoda mi, że jako ksiądz tylko trzy lata był blisko, a teraz jest tak rzadko w domu, ale wiem, że nie mam go tylko dla siebie. Takie życie. Boję się, przyznam to szczerze, o jego zdrowie. Boję się o Rzym, bo terroryści straszą, że chcą zrobić krzywdę mieszkańcom Wiecznego Miasta. Może Pan Bóg mnie dlatego przy życiu trzyma, żebym wspierała Pawełka swoją modlitwą i cierpieniem? Chroniłam go, na ile mogę, tak jak to było do tej pory, od jego urodzenia. Ile to już? 31 lat!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół