Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Daleko, a u siebie

Po pielgrzymce do Meksyku. Morenita to po hiszpańsku pieszczotliwe określenie brunetki bądź Murzynki. Ciemnoskóra Madonna – o niej też mówią: Morenita.

To była pielgrzymka z okazji 25-lecia Katolickiego Biura Pielgrzymkowego. Wzięło w niej udział 300 osób z całej Polski. Wśród nich była grupa z diecezji świdnickiej (52 osoby). Właśnie wrócili do domów – 9 lutego.

Cuda, cuda ogłaszają

Zofia Hatala zna już tę historię. Teraz dzieli się nią z innymi. – 12 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi św. Juanowi Diego. Mówiła w jego ojczystym języku náhuatl. Ubrana była w różową tunikę i błękitny płaszcz, opasana czarną wstęgą, co dla Azteków oznaczało, że była brzemienna – relacjonuje po powrocie z pielgrzymki do Meksyku. – Zwróciła się ona do Juana Diego: „Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś” – cytuje. Właśnie wróciła z innego świata. Świata innej kultury, klimatu, tradycji i pobożności. – Po ludzku dzieli nas bardzo wiele: język, przestrzeń, historia, poziom życia, ale czułam się w Meksyku jak u siebie, szczególnie w Guadalupe, bo tak samo jak Meksykanie oddaję cześć Maryi – mówi i już po chwili opowiada dalej o tym, że według relacji Maryja miała poprosić Juana Diego, aby nazwać Jej wizerunek „święta Maryja z Guadalupe”. Przypuszcza się, że „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w náhuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. – Gdy rozeszła się wieść o objawieniach, o niezwykłym obrazie i o tym, że Matka Boża zdeptała głowę węża, Indianie zrozumieli, że pokonała Ona straszliwego boga Quetzalcoatla, który domagał się ofiar z ludzi – opowiada. – Pokorna młoda Niewiasta przynosi w swoim łonie Boga, który stał się człowiekiem, Zbawicielem całego świata. Pod wpływem objawień oraz wymowy obrazu, Aztekowie masowo zaczęli przyjmować chrześcijaństwo. W ciągu zaledwie sześciu lat po objawieniach aż osiem milionów Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej – wyjaśnia.

Polacy w sercu Ameryki

– Jest to jednak katolicyzm specyficzny – rozwija wątek ks. Krzysztof Ora, także uczestnik wyjazdu, który towarzyszył bp. Ignacemu Decowi. Z naszej diecezji w pielgrzymce wzięli udział księża: Witold Baczyński, Tadeusz Faryś i Andrzej Raszpla. – Rdzenni mieszkańcy Meksyku, a także innych krajów Ameryki, godzą w swojej praktyce wiary elementy pogańskie, dawnych wierzeń, z nauką Kościoła. Ta wersja ludowej pobożności jest dla nas czasami szokująca – przyznaje i zauważa jeszcze jedną okoliczność. – Pięćset lat po przyjęciu przez Amerykę Łacińską wiary wciąż jest to kontynent misyjny, cierpiący z powodu braku powołań. Widać to było m.in. w sanktuarium, gdzie Komunię św. rozdawały starsze kobiety – relacjonuje. Mimo tych zastrzeżeń duchowny nie kryje zaskoczenia, jakie wywołała żarliwość ludzi przybywających do Guadalupe. – To też wskazówka dla nas, którzy musimy na nowo ewangelizować nasz kontynent – mówi. – Bez Maryi Indianie nie przyjęliby wiary, Ona ma szczególny dar zjednywania ludzi dla Jezusa. Zresztą historia objawień z XVI w. jest tego najlepszym przykładem – podkreśla. Wspomina też o jeszcze jednym ciekawym związku wizerunku Morenity z Gudalaupe z Polską. – Otóż 3 maja 1953 roku kardynał Miranda y Gómez, ówczesny Prymas Meksyku, na prośbę polskiego episkopatu oddał Polskę w opiekę Matki Bożej z Guadalupe. Do dziś kopia obrazu z meksykańskiego sanktuarium znalazła się w ponad stu kościołach w Polsce – mówi i przypomina także o tym, że pierwsza zagraniczna pielgrzymka papieża Polaka miała za cel nawiedzenie właśnie Guadalupe.

Pan stoi nad brzegiem

– Zaczęliśmy śpiewać „Barkę”, wiadomo: Jan Paweł II, a tu słyszę jak w śpiew włączają się Meksykanie – relacjonuje Mirosław Ficek, także uczestnik pielgrzymki. – Śpiewaliśmy więc i po polsku, i po hiszpańsku. Od razu miałem skojarzenie z pielgrzymkami do Częstochowy, w której za moich czasów często brali udział cudzoziemcy. Wtedy też nierzadko pieśni miały wielojęzyczne wątki – uśmiecha się. Przyznaje się też do wzruszenia, jakie udzieliło się jemu i innym, gdy wyczuli w głosie bp. Ignacego Deca charakterystyczną nutę. – Ten łamiący się głos, gdy nasz biskup przewodniczył Mszy św. po polsku przy głównym ołtarzu bazyliki – mówi. – Znamy go dobrze z innych okoliczności, szczególnie gdy nasz pasterz podejmuje temat domu, rodziny, matki czy życia – wylicza. W swoich wspomnieniach zachował też szacunek i podziw dla pracy przewodnika diecezjalnej grupy. – Pan Janek był niezwykle dobrze przygotowany. Człowiek, który napisał kilka książek o Meksyku i Ameryce Łacińskiej imponował nam wszystkim swoją wiedzą, ale też rzetelnością w relacjonowaniu tego, co działo się, odkąd Hiszpanie zaczęli zakładać Nową Hiszpanię i głosić Ewangelię – dodaje. – To był naprawdę niezwykle przejmujący czas. I tak jak zawsze, gdy pielgrzymuję do świętych miejsc, wracam z nich przemieniona, lepsza – mówi Zofia Hatala. – Pierwszy raz w życiu pojechałam tak daleko, wezwała mnie tam Maryja i ufam, że jeszcze raz będzie chciała mnie mieć przy sobie tam, w dalekim Meksyku – kończy. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy