• facebook
  • rss
  • Zakon żebraczy remontuje

    Mirosław Jarosz


    |

    Gość Świdnicki 20/2016

    dodane 12.05.2016 00:00

    Kilka skromnych kobiet nie jest w stanie samodzielnie uratować cennych zabytków Kłodzka. Czy zostaną same?

    W ubiegłym roku odkryto, że wnętrza kłodzkiego klasztoru i kościoła Mniszek Klarysek od Wieczystej Ado-
racji przy ul. Łukasińskiego całe pokryte są malowidłami naściennymi. Reprezentują one wysoki poziom artystyczny. Powstały na przełomie XVII i XVIII wieku. Prawdopodobnie ich autorem jest Karol Dankwart, nadworny malarz króla Jana III Sobieskiego. Ten znany i ceniony w okresie baroku artysta wykonywał freski m.in. u paulinów na Jasnej Górze i w kościele św. Anny w Krakowie.


    Kościół za haftowanie


    – Po odkryciu tynków i wielu farb te niezwykłe malowidła będzie można pokazać zwiedzającym – wyjaśnia Henryka Szczepanowska z Kłodzka, która postanowiła pomóc klaryskom. – W zakończonym kilkanaście dni temu etapie badań odkryte zostały obszary niezbędne do dokonania analizy pozwalającej na podjęcie konkretnych decyzji o pracach konserwatorskich. Badania zostaną opracowane, a następnym etapem będzie decyzja konserwatora zabytków, która umożliwi rozpoczęcie prac na obszarze wszystkich odkrytych malowideł. 
Prace będą realizowane stopniowo, bo konserwacja fresków jest niezwykle droga. Siostry już starały się o dofinansowanie m.in. w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, niestety, nie otrzymały żadnego dofinansowania. 
– Kiedy dr Arkadiusz Wojtyła z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego napisał o możliwości istnienia tutaj fresków, kilka osób zainteresowało się tym – tłumaczy Henryka Szczepanowska. – Spontanicznie powstała grupa, której zależy na sztuce i na uratowaniu tego zabytku. On nie ma szans na ukazanie się światu, jeśli siostry zostawimy z tym same. Mniszki klaryski są zakonem żebraczym, który nie ma pieniędzy. To, co siostry wyhaftują, z ledwością wystarcza na ich skromne utrzymanie. A co z klasztorem i kościołem? Przecież te obiekty wymagają olbrzymich nakładów finansowych, nie tylko bieżącego utrzymania, ale także dokonywania remontów, napraw, konserwacji. 
W kłodzkim klasztorze Mniszek Klarysek od Wieczystej Adoracji jest 16 sióstr. Muszą utrzymać siebie, a oprócz tego płacić wysokie rachunki za prąd, wodę, ogrzewanie. W kościele światło świeci się całą dobę, bo siostry prowadzą od 70 lat wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu. – Nas utrzymuje przede wszystkim Opatrzność Boża – wyjaśnia s. Maria Rafaela Sosnowska, przełożona kłodzkiego klasztoru. – Bywa tak, że nie mamy nic w kasie i wtedy zazwyczaj pojawia się ktoś, kto nam coś przyniesie. Jesteśmy zakonem żebrzącym, ale przede wszystkim tak jak św. Franciszek, nasz patron, utrzymujemy się z pracy własnych rąk. Oprócz wszystkich obowiązków domowych wykonujemy rozmaite prace ręczne. Naszym podstawowym zajęciem jest haft, np. sztandarów.


    Plany Pana Boga


    Siostry robią również inne drobne rzeczy. Ostatnio na Światowe Dni Młodzieży wykonały 1000 różańców. Klaryski nie zdawały sobie sprawy z tego, że w ich kościele znajdują się cenne freski, dopóki dr Arkadiusz Wojtyła nie wygłosił tam wykładu. – To było dla nas jak bajka – opowiada s. Rafaela. – Chciałybyśmy, aby ta świątynia wyglądała jak najpiękniej. Okazało się, że czeka nas bardzo poważna inwestycja – wymiana instalacji elektrycznej w kościele. Wiedząc, że te freski mogą tu być, nie mogłyśmy ich zniszczyć. Nasze prace musiałyśmy zacząć od sprawdzenia, co jest pod tynkiem, a jeśli jest, to gdzie. Wtedy je odkryto. Całe to przedsięwzięcie przewyższa nasze możliwości finansowe. Licząc po ludzku, nie damy rady. Jesteśmy jednak spokojne, bo Pan Bóg ma swoje plany. Jakie i kiedy, nie wiemy, ale wszystko zawierzamy Jemu.


    Drobne grosze, wielkie dzieło


    Siostra Rafaela z radością mówi o grupie osób, które doskonale rozumieją, że siostry same nie są w stanie uratować fresków. – Bardzo dużo ludzi tu przychodzi, ofiarowując swój czas i pracę, więc spokojnie możemy się modlić – tłumaczy. – Kilkanaście dni temu, kiedy znowu prowadzono prace badawcze, byłyśmy chwilami pod wielkim wrażeniem bezinteresownej pomocy, jaką okazywali ludzie. 
Nieformalną koordynatorką działań społecznej grupy stała się Henryka Szczepanowska, którą na co dzień można znaleźć w sklepie „Madagaskar” niedaleko klasztoru. – Ktoś musiał się tym zająć i padło na mnie – śmieje się pani Henryka. – Na pewno będziemy zbierać pieniądze i myślę, że ostatecznie uda nam się uzyskać potrzebne pieniądze, bo nawet wkład własny przy uzyskaniu dofinansowania stanowi olbrzymią kwotę. Wieść o sensacyjnym odkryciu fresków w ubiegłym roku zdecydowanie pomogła nagłośnić sprawę. Ludzie zauważyli, że mozolnie zbierane złotówki idą na bardzo konkretny cel. Świątynia, którą opiekują się mniszki klaryski, nie jest kościołem parafialnym, chociaż służy społeczeństwu całego Kłodzka. Mam nadzieję, że ludzie poczują się odpowiedzialni za to, co mają najcenniejszego, i nie pozwolą tego zniszczyć.
Wpłaty pieniężne można kierować bezpośrednio na konto kłodzkich mniszek klarysek. Kontakt z Henryką Szczepanowską pod nr. tel. 660 066 974 lub przez profil na Facebooku „Kłodzkie freski”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół